Magia…

20 grudnia 2018

Zgadzam się ze wszystkimi, którzy twierdzą, że święta nie mają już tej magii co kiedyś. Powody są różne, ale i tak wszystko sprowadza się do stwierdzenia, że to nie to co kiedyś. Wiem , mam takie samo odczucie już od wielu lat i nie przychodzi mi do głowy żadne wyjaśnienie, jak tylko takie, że taki mamy klimat. Cokolwiek to znaczy.

Ale trochę magii możemy jeszcze gdzieś uszczknąć, podkraść, podpatrzeć, wyśnić… Ja znajduję magię w tym:

Thomas Kinkade
Thomas Kinkade
Thomas Kinkade
Thomas Kinkade

Niedzielny poranek w Krainie Deszczowców

18 listopada 2018

Słońce dziś wstało o 7:56. Wstało na czerwono, jak prawie codziennie i natychmiast połknęły je chmury. Pewnie będzie padać, jak prawie codziennie w Krainie Deszczowców. Pan Pies, jak prawie codziennie leżał w swojej komórce pod schodami na grzbiecie, z łapami do góry, przygotowanymi do witania, a ogon walił głośno w ścianę. Jak prawie codziennie zeszliśmy z góry i rzuciliśmy się na niego z głaskami, pieszczotami i czułymi słówkami. 

Potem kawka i śniadanko, w niedzielę zawsze jajecznica, poranne pogaduchy, a za kuchennym oknem ciemna zieleń rododendronów, które zasłaniają nas od świata i światła. Buszują w nich małe ptaszki, które wyglądają jak pierzaste, szare kulki. Jeszcze kromeczka z arcysłodkim dżemem truskawkowym z mango, jeszcze filiżanka gorzkiej kawy. Trzeba iść z Panem Psem na spacer, choć wieje. A tymczasem za południowym oknem inni też jedzą śniadanko:

ha KUNA matata

11 października 2018

W języku swahili „hakuna matata” znaczy „nie martw się”. Ale niestety muszę się martwić i to powyżej średniej (bo zwykle martwię się wszystkim, w skali 1-10 to zwykle około 4-5). 

Otóż mamy zwierzątko. Zwierzątko przyszło do nas na zimę, choć wiemy, że nigdy się samo nie wyniesie. Zwierzątko jest śliczne i zapewne mądre, ale jest też obrzydliwe w postępowaniu, nie ma sumienia ani litości i musimy to niestety nienawidzić. Zwierzątko nazywa się kuna i jak na razie zniszczyło nam dach:

Distroyed roof in our Rainland

Wiemy, że jeśli nie pozbędziemy się go szybko, to zniszczy też całe ocieplenie, poprzegryza kable elektryczne (co już miało miejsce), zrobi więcej dziur w strzesze, rozmnoży się, będzie składować śmierdzące żarcie, będzie tupać głośno w nocy i nie wiadomo, czy nie dostanie się do środka… o ile już się nie dostało. 

Distroyed roof in our house in Rainland

Nie ma nas tam teraz i nic nie możemy zrobić. Bardziej już osiwieć nie mogę ze zmartwienia, mogę tylko się popłakać z bezsilności… Jeśli ktokolwiek zna sposób na pozbycie się tego… potwora, proszę niech da znać.

A poza tym: hakuna matata

Trochę Halloween, troszeczkę

28 października 2016

Wiecie, jak bardzo uwielbiam Halloween. Co roku mam dynie na ganku i nastrój halloweenowy, a w tym roku… nic. Tak jakbym w sen zimowy już zapadała, jak nie przymierzając jeż jakiś, albo dżdżownica. Tak, dżdżownica to dobre porównanie, pasuje jak ulał, choć dżdżownica pracowite stworzenie jest, a mnie się nie chce nic.

Więc chociaż pomysły na babeczki wam przesyłam, jak co roku,  żeby nie było, że nie świętuję wcale.

Cupcake for Halloween

Ta poniżej jest bajecznie prosta do zrobienia, nawet ja potrafię:

Halloween cupcake

Na pewno się nie domyślacie, bo i jak, że buźka jest zrobiona z marshmallow!

Babeczka na Halloween

Przy tej ostatniej trzeba trochę pokombinować, ale jest tyle możliwości, że dacie radę. Ja nie dam.

Babeczka na Halloween

Może w przyszłym roku. Jak dożyję… Taki żarcik. Ha, ha.

Angielski pacjent część 5, niestety nie ostatnia

1 grudnia 2015

Trzeci, przedostatni bok, długi i nudny. W zamyślle miał wyglądać inaczej… Właściwie miał wyglądać właśnie tak, tylko miał być śliczny, a wyszedł… sami zobaczcie (klęski też trzeba dokumentować, prawda?):

English table after renivation

Połowa rombów już zrobiona. Chciałam, żeby ta część wyglądała na lekko pozdzieraną i nadgryzioną zębem czasu. Pewnie nie widać, że ciemne części są w kolorze złota? Pewnie nie.

English table after renivation

Okazało się, że z obrazkami wcale nie wygląda lepiej, choć nabrał kolorków. Same filiżanki i dzbanki są milutkie, ale róże już mogłam sobie darować. Cóż, za późno. Poniżej fragmencik z bliska:

English table after renivation - detail

Dobra, został jeszcze mały bok i blat. Może kiedyś, bo jak na razie żaden pomysł nie przychodzi mi do głowy.

Angielski pacjent część 4

22 listopada 2015

Drugi boczek zniszczonego, angielskiego stołu wreszcie skończony! Nie zrobiłam zdjęcia „przed”, ale coś tam można zobaczyć we wpisie z 18 maja (nie wiem jak to się robi, że jest napisane „tutaj” i się klika i wskakuje się na właściwą stronę). W każdym razie teraz wygląda tak:

English table after renivation

To oczywiście ten węższy boczek. Wygląda słodko, aż za słodko. Są kwiatuszki, gałązki i ptaszek. Mebelkowe śliczności. Poniżej dolny obrazek. Nie przeoczcie ptaszka, bo jest cudny:

English table after renivation - detail

I jeszcze szufladka, która jest na górze:

English table after renivation - drawer

No może nie jest to takie nieładne jak mi się zdawało… 

Angielski pacjent część 3

25 maja 2015

Jest nadzieja na wyleczenie tego jednego boku. Fakt, będzie nie taki jak sobie wymyśliłam, będzie miał blizny i zadrapania, ale nie będzie już ponury i bez wyrazu.

English table - detail 4

Surowe, monochromatycze motywy zostały złagodzone motywem wiktoriańskich róż. Może za dużo ich dałam, ale są takie śliczne.

English table - detail 5

Niektóre róże prawie wtopiły się w tło. 

English table - detail 6
English table - detail 7

Nie mam jeszcze odwagi pokazać całego boku. Muszę jeszcze się z nim oswoić, poprawić tu i ówdzie. Mam nadzieję, że będzie mi się podobać, bo na razie mam mieszane uczucia. Ale…

c.d.n. 

Angielski pacjent część 2

21 maja 2015

Po wyczyszczeniu biedny, obdarty ze skóry brzydal stał bardzo długo i przeszkadzał. Omijałam go wielkim łukiem przez kilka miesięcy, jakby był chory na grypę jelitową i do tego miał trądzik. Nie miałam żadnego pomysłu, który zmieniłby to drewniane nieszczęście w przedmiot użytkowy. Po tych kilku miesiącach zaświtał mi pomysł, ale zaraz się schował. Po następnych kilku miesiącach, kiedy nie wymyśliłam niczego nowego, postanowiłam wrócić do pierwotnej idei.

English table - detail 1

Pomalowałam boczek (na razie jeden) na biało, cieniutką warstwą, gdzieniegdzie okraszając spękaniami. Tam gdzie stare drewno popękało zrobiłam przecierki. Na tę postarzoną całość wrzuciłam napisy po francusku i wtedy zrobił się już totalny bałagan.

English table - detail 2

Prześwitujące drewno wygląda bardzo oryginalnie i stylowo, ale w całości nie zachwyca, niestety. Cóż, każdy ma taki shabby chic na jaki zasłużył…

English table - detail 3

Jeszcze jeden fragment. Całość, czyli jeden boczek pokażę niedługo, choć coraz mniej mi się to wszystko podoba…

c.d.n…

Angielski pacjent część 1

18 maja 2015

Stół dostałam od koleżanki z pracy. W Anglii, w hrabstwie Kent. Służył mi długo, a kiedy wyjeżdżałam, zostawiłam go progeniturze. Stół, w stylu Georga III, podrabianego w stodole (stół, nie George) przyjechał ze Zjednoczonego Królestwa z progeniturą któregoś dnia i odtąd przeszkadzał. Wiedziałam, że powinnam coś z nim zrobić, wyrzucić, wyczyścić, odnowić, pomalować, dać komuś… Po wielu latach, kiedy zamieszkaliśmy na Pustkowiu, stół przybył również i stał nieużywany w moim nieużywanym i nieumeblowanym pokoju/pracowni. 

Table from Kent

Tak właśnie wyglądał, kiedy postanowiłam go wyleczyć. Tutaj ma zdjęte skrzydła, jedno z nich jest wyczyszczone z paskudnego, starego lakieru. Darłam to ścierwo papierem ściernym o różnej gradacji – od tłuczonego szkła, aż po cukier puder (żartuję), a ból bicepsa pamiętam do dziś. 

Table from Kent

Z boczną ścianką już nie poszło tak łatwo. Jest zrobiona z innego materiału niż blaty i prawie dostałam pylicy płuc skrobiąc stare obrzydlistwo, w którym zapewne przechowały się bakterie hiszpanki z Wielkiej Epidemii 1918 – 1919. Tak więc olałam skrobanie i podjęłam niezbyt udane próby pomalowania białą farbą tej katastrofy…

c.d.n.

Obrazeczki

23 stycznia 2015

Minęło 2 lata odkąd mieszkamy na odludziu. Dom urządzony, oprócz mojego pokoju/pracowni, wypełnionej meblowymi odrzutami i Wiecznie Odnawianym angielskim stołem.

Wymyśliłam, że w kuchni i w jadalni powieszę coś słodkiego, radosnego i kolorowego. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Cztery obrazki wiszą obok starego kredensiku, surowego w wyglądzie i raczej niezbyt urodziwego:

Pictures in my dining room

A te trzy poniżej zrobiłam do kuchni. Ramki są z Ikei, postarzone i pomalowane przeze mnie. Wiszą na wąskim kawałku ściany między oknem a szafką kuchenną z szybkami, o właśnie tak:

My kitchen with pictures

A obrazeczki? Piękne jak nie wiem:

Pictures lavender and herbs