Kuferek

Skrzynia przyjechała z Holandii z jakimiś smarami do maszyn przemysłowych, wprost do firmy Pana i Władcy oczywiście. Była pełna wystających drzazg, brudków i plam, choć drewno sosnowe jaśniało świeżością. Postanowiłam uratować ten solidny kawał potencjalnego mebla i przerobić go na mebel nie-potencjalny. Skrzynia pojechała do Pana Stolarza dwie ulice dalej, gdzie została wygładzona, dostała zawiasy do wieka i wróciła jako kufer. Kufer wydał mi się zbyt surowy i bezosobowy w swej sosnowości i postanowiłam go na swoją modłę przyozdobić.

Po tygodniu pracy stał się sosnowym kufrem z piwoniami (przepraszam za zdjęcia, są ciemne i okropne):

Cały nie zmieścił się w kadrze, ale widać przepiękne sęki i okropne bluszczowe nogi.

Boczek. Na żywo nie ma tych plam różnych, a obrazek jest bardziej kolorowy.

Poniżej jeden z detali piwoniowych:

Kufer stoi w pokoju gościnnym i przechowuje różne poduszki i kołdry, koc i jeszcze coś na dnie, ale zapomniałam co. W planach mam posmarowanie go białym woskiem.

Myślę, że nie wyglada najgorzej. Z czasem ściemnieje i zrobi się bardziej stylowy, a za 120 lat to może nawet zostanie antykiem 🙂

Angielski pacjent część 5, niestety nie ostatnia

1 grudnia 2015

Trzeci, przedostatni bok, długi i nudny. W zamyślle miał wyglądać inaczej… Właściwie miał wyglądać właśnie tak, tylko miał być śliczny, a wyszedł… sami zobaczcie (klęski też trzeba dokumentować, prawda?):

English table after renivation

Połowa rombów już zrobiona. Chciałam, żeby ta część wyglądała na lekko pozdzieraną i nadgryzioną zębem czasu. Pewnie nie widać, że ciemne części są w kolorze złota? Pewnie nie.

English table after renivation

Okazało się, że z obrazkami wcale nie wygląda lepiej, choć nabrał kolorków. Same filiżanki i dzbanki są milutkie, ale róże już mogłam sobie darować. Cóż, za późno. Poniżej fragmencik z bliska:

English table after renivation - detail

Dobra, został jeszcze mały bok i blat. Może kiedyś, bo jak na razie żaden pomysł nie przychodzi mi do głowy.

Angielski pacjent część 4

22 listopada 2015

Drugi boczek zniszczonego, angielskiego stołu wreszcie skończony! Nie zrobiłam zdjęcia „przed”, ale coś tam można zobaczyć we wpisie z 18 maja (nie wiem jak to się robi, że jest napisane „tutaj” i się klika i wskakuje się na właściwą stronę). W każdym razie teraz wygląda tak:

English table after renivation

To oczywiście ten węższy boczek. Wygląda słodko, aż za słodko. Są kwiatuszki, gałązki i ptaszek. Mebelkowe śliczności. Poniżej dolny obrazek. Nie przeoczcie ptaszka, bo jest cudny:

English table after renivation - detail

I jeszcze szufladka, która jest na górze:

English table after renivation - drawer

No może nie jest to takie nieładne jak mi się zdawało… 

Angielski pacjent część 3

25 maja 2015

Jest nadzieja na wyleczenie tego jednego boku. Fakt, będzie nie taki jak sobie wymyśliłam, będzie miał blizny i zadrapania, ale nie będzie już ponury i bez wyrazu.

English table - detail 4

Surowe, monochromatycze motywy zostały złagodzone motywem wiktoriańskich róż. Może za dużo ich dałam, ale są takie śliczne.

English table - detail 5

Niektóre róże prawie wtopiły się w tło. 

English table - detail 6
English table - detail 7

Nie mam jeszcze odwagi pokazać całego boku. Muszę jeszcze się z nim oswoić, poprawić tu i ówdzie. Mam nadzieję, że będzie mi się podobać, bo na razie mam mieszane uczucia. Ale…

c.d.n. 

Angielski pacjent część 2

21 maja 2015

Po wyczyszczeniu biedny, obdarty ze skóry brzydal stał bardzo długo i przeszkadzał. Omijałam go wielkim łukiem przez kilka miesięcy, jakby był chory na grypę jelitową i do tego miał trądzik. Nie miałam żadnego pomysłu, który zmieniłby to drewniane nieszczęście w przedmiot użytkowy. Po tych kilku miesiącach zaświtał mi pomysł, ale zaraz się schował. Po następnych kilku miesiącach, kiedy nie wymyśliłam niczego nowego, postanowiłam wrócić do pierwotnej idei.

English table - detail 1

Pomalowałam boczek (na razie jeden) na biało, cieniutką warstwą, gdzieniegdzie okraszając spękaniami. Tam gdzie stare drewno popękało zrobiłam przecierki. Na tę postarzoną całość wrzuciłam napisy po francusku i wtedy zrobił się już totalny bałagan.

English table - detail 2

Prześwitujące drewno wygląda bardzo oryginalnie i stylowo, ale w całości nie zachwyca, niestety. Cóż, każdy ma taki shabby chic na jaki zasłużył…

English table - detail 3

Jeszcze jeden fragment. Całość, czyli jeden boczek pokażę niedługo, choć coraz mniej mi się to wszystko podoba…

c.d.n…

Angielski pacjent część 1

18 maja 2015

Stół dostałam od koleżanki z pracy. W Anglii, w hrabstwie Kent. Służył mi długo, a kiedy wyjeżdżałam, zostawiłam go progeniturze. Stół, w stylu Georga III, podrabianego w stodole (stół, nie George) przyjechał ze Zjednoczonego Królestwa z progeniturą któregoś dnia i odtąd przeszkadzał. Wiedziałam, że powinnam coś z nim zrobić, wyrzucić, wyczyścić, odnowić, pomalować, dać komuś… Po wielu latach, kiedy zamieszkaliśmy na Pustkowiu, stół przybył również i stał nieużywany w moim nieużywanym i nieumeblowanym pokoju/pracowni. 

Table from Kent

Tak właśnie wyglądał, kiedy postanowiłam go wyleczyć. Tutaj ma zdjęte skrzydła, jedno z nich jest wyczyszczone z paskudnego, starego lakieru. Darłam to ścierwo papierem ściernym o różnej gradacji – od tłuczonego szkła, aż po cukier puder (żartuję), a ból bicepsa pamiętam do dziś. 

Table from Kent

Z boczną ścianką już nie poszło tak łatwo. Jest zrobiona z innego materiału niż blaty i prawie dostałam pylicy płuc skrobiąc stare obrzydlistwo, w którym zapewne przechowały się bakterie hiszpanki z Wielkiej Epidemii 1918 – 1919. Tak więc olałam skrobanie i podjęłam niezbyt udane próby pomalowania białą farbą tej katastrofy…

c.d.n.

I stało się krzesło

23.11.2013

Prezent od Babci Pelagii. Niechciany, niepotrzebny, jak większość prezentów od niej. Babcia była zakupoholiczką, zanim jeszcze w ogóle ktoś pomyślał, żeby ukuć taki termin. W jej szafach, komodach, kredensach, szufladach stołów, pakunkach upchniętych na meblach były wszystkie rodzaje materiałów, jakie wymyśliła ludzkość od powstania, we wszystkich wymyślonych przez tę ludzkość kolorach. Tylko u niej można było znaleźć koronki bawełniane niezwykłej urody, apaszki pamiętające czasy międzywojnia, pończochy jedwabne ze szwem, w których miało się nogi jak Marlena Dietrich… A wszystko to nieruszane, nieużywane, smutne, zapomniane.

Tak też pewnie czuło się krzesło, postawione przy nieużywanym biurku. Samotne, starzejące się, niechciane, zwyczajne, brzydkie. Przetrwało. 

Najpierw zdarłam stare brązowe coś (takie jak na siedzisku), pomalowałam z lekka białym akrylem. Naniosłam motyw z jeżynami – nie widziałam jeszcze jeżynowego krzesła.

decoupage: old chair

Detalik:

decoupage: old chair - detail

Ze wspaniałej strony http://www.graphicsfairy.com wzięłam grafikę, naniosłam ją na płótno metodą rozpuszczalnikową (Penelopo, dzięki za ideę) zrobiłam siedzisko:

graphics on the linen for chair

I to chyba tyle. Może nie jest najpiękniejsze na świecie, ale stoi dumnie na środku mojego pokoju, pozbawionego na razie elementarnych mebli i jest zadowolone. A przynajmniej na takie wygląda. A poza tym czy ktoś widział jeżynowe krzesło?

decoupage: blackberry chair - new life