Kuferek

Skrzynia przyjechała z Holandii z jakimiś smarami do maszyn przemysłowych, wprost do firmy Pana i Władcy oczywiście. Była pełna wystających drzazg, brudków i plam, choć drewno sosnowe jaśniało świeżością. Postanowiłam uratować ten solidny kawał potencjalnego mebla i przerobić go na mebel nie-potencjalny. Skrzynia pojechała do Pana Stolarza dwie ulice dalej, gdzie została wygładzona, dostała zawiasy do wieka i wróciła jako kufer. Kufer wydał mi się zbyt surowy i bezosobowy w swej sosnowości i postanowiłam go na swoją modłę przyozdobić.

Po tygodniu pracy stał się sosnowym kufrem z piwoniami (przepraszam za zdjęcia, są ciemne i okropne):

Cały nie zmieścił się w kadrze, ale widać przepiękne sęki i okropne bluszczowe nogi.

Boczek. Na żywo nie ma tych plam różnych, a obrazek jest bardziej kolorowy.

Poniżej jeden z detali piwoniowych:

Kufer stoi w pokoju gościnnym i przechowuje różne poduszki i kołdry, koc i jeszcze coś na dnie, ale zapomniałam co. W planach mam posmarowanie go białym woskiem.

Myślę, że nie wyglada najgorzej. Z czasem ściemnieje i zrobi się bardziej stylowy, a za 120 lat to może nawet zostanie antykiem 🙂

Bzdurki

12 grudnia 2018

Zamiast szykować się do corocznego panikowania, postanowiłam zrobić coś, co lubię najbadziej, czyli naprawić coś starego, coś zniszczonego i tym razem nawet coś niebieskiego. Uwielbiam przywracać starym przedmiotom urodę, choć tu oczywiście możnaby się spierać o gusta. Jak wiecie, wraz ze starym domem stałam się posiadaczką tysiąca różnych przedmiotów, z których połowa nadaje się do oddania, a druga połowa do umieszczenia w kufrze na strychu. Wśród tej drugiej (większej) połowy (bo wiadomo, że połowy mogą być większe i mniejsze) znalazłam stare, metalowe puszki różnych kształtów i rodzajów. Na razie wybrałam dwie i troszeczkę je poprawiłam i teraz mogę w nich trzymać różne rzeczy.

Ta pod spodem wygladała mniej więcej tak:

Old metal box

Puszka była kiedyś domem dla duńskich ciasteczek maślanych (uwielbiam). Teraz wygląda tak:

Renovated old metal box

Zdjęcie jest fatalne (nie miałam czasu, przepraszam), ale oddaje ducha starej – nowej rzeczy. Kolejna puszka była w lepszym stanie, ale była pomalowana ohydnym, brązowym lakierem i nie mogłam jej znieść. Teraz wygląda tak:

Renovated metal box

Nie są to arcydzieła, nie są to nawet dzieła, ale myślę, że puszkom jest przyjemniej w nowych ubrankach. 

Do Krainy Deszczowców!

14 kwietnia 2018

Jutro wyjeżdżamy raniutko, może nie skoro świt, ale najpóźniej o ósmej, zapakowani pod sufit, pewnie niewyspani i zestresowani, ale dzielni. Pan Pies pewnie nie będzie chciał wskoczyć do tyłu samochodu, bo odkąd się postarzał, sprawia mu to trudność. Ale poniewać uwielbia jeździć, więc kilka „hop”-ów powinno wystarczyć na zachętę. Potem będziemy jechać i jechać i jechać przez 1050 kilometrów, ciągle na północny-zachód, choć bardziej na zachód niż północny. Będziemy pewnie często stawać, bo najpierw ja siusiu i Pan Pies siusiu i jedzonko i kawcia, a potem bo Pan i Władca będzie już padnięty. Ale w końcu dojedziemy do malutkiej wioseczki obok wielkiej rzeki i niedaleko ogromnego morza, które jest częścią średniej wielkości oceanu. 

Kiedy już w końcu dojedziemy, zaparkujemy pod naszą drewnianą wiatą i będziemy najpierw wnosić bagaże, a potem napijemy się herbaty z cytryną, nakarmimy psa, ale nie wiem, czy przed nocą zdążymy. A, jeszcze musimy odkręcić wodę po zimie. Potem rozłożymy psu legowisko pod schodami i pójdziemy spać na górę. Zapewne będzie padać, bo tam pada zawsze, odwrotnie niż tutaj.

Wstaniemy rano, pójdę z Panem Psem na spacer, potem zjemy śniadanko przygotowane przez Pana i Władcę, a potem zaczniemy się rozpakowywać… Pewnie wpadną sąsiedzi, żeby się przywitać i będzie jak w domu, ale nie w tym tutaj. Tutaj nikt nie przychodzi się witać, a czesto nawet nie mówią „dzień dobry”. A resztę będę opowiadać tak często, jak to będzie możliwe.

Żeby tradycji stało się zadość, to pokażę jeszcze jedną z moich ostatnich prac, a potem idę szykować kanapki.

Decoupage tray with latin roses

Pa!

Na tacę…

25 marca 2018

Nie, to nie to, co myślicie. Nie o takie „na tacę” chodzi, bo nigdy w życiu nie dałam i nie dam ani grosza, ani pensa, ani centa, ani mongoma nawet. Moja prababcia, która miała dwóch synów w USA, w czasach, kiedy za dziesięć dolców można było żyć przez miesiąc, do kościoła zanosiła co niedzielę właśnie owe dolców 10, co dawało 40 baksów miesięcznie, za co jego wielebność, czy jakoś, mógł sobie kupić wypasionego mirafiori po kilku miesiącach, a ona żyła za jakąś rencinę i przymierała głodem. Dobra, nie o tym chciałam… 

Moje tace służą wyższym celom – do podawania pachnącej kawy i herbaty, niekoniecznie w filiżankach. Do zbierania naczyć ze stołu i niesienia ich prosto do zlewu, albo zmywarki. Do kruszenia na nie, kiedy je się śniadanie w łóżku w piękny poranek, niekoniecznie w niedzielę.

Decoupage art-nouveau tray

Ta taca mogłaby powstać w epoce art-nouveau. Zachowałam wszelkie cechy epoki, łącznie ze stylem reklamy firmy, która sprzedaje kakao i to w płatkach / listkach. Czyż nie były to piękne czasy?

Roses tray decoupage

Tło dla róż to listy, zapewne miłosne, pisane dawno, dawno temu. Brzegi tacy mają złote refleksy, choć na zdjęciu (jak zwykle) tego nie widać. Widać natomiast wiktoriańskie róże, słodkie i śliczne.

Tray with blue roses, tea pot and cups decoupage

Nie wiem, co mi się bardziej podoba: filiżanki, czajnik, czy róże? Chyba filiżanki, które czekają na herbatę zaparzoną w czajniczku. Wierzcie mi, to w CZYM pije się ten napar naprawdę ma znaczenie.

Fields flowers tray, decoupage

Taca na zimowe śniadania, kiedy na dworze jeszcze mroczno, wieje północno-wschodni wiatr i wszystkiego się odechciewa. Rabatka pełna wesołych, polnych kwiatków działa jak… nie, właściwie nie działa.

Tyle o tacach na każdą okoliczność przyrody. Teraz powinnam się zabierać za jaja, ale nie chce mi się. Może w przyszłym roku

Obrączki znowu

8 marca 2018

Tym razem pudełka są pełne, nic nie zginęło, nie zapodziało się i nie zniknęło. W pierwszym komplecie sześć lawendowych obrączek i jedno pudełko / kuferek do nich. Nic ciekawego w sumie, ale pokazuję:

Decoupage lavender napkin rings
Decoupage lavender napkin rings' box

Na wieczku są drobne spękania, ale pewnie ich nie widać na zdjęciu. Ten motyw lawendowego serduszka natchnął mnie do zrobienia własnego wianuszka z lawendy. Teraz boli mnie głowa i nie chce mi się ruszać, ale kiedyś pokażę ten mój pachnący wianuszeczek, który wisi nad drzwiami w kuchni.

I jeszcze jeden komplecik – skromniutkie kwiatki polne, pasujące jak ulał do białych, płóciennych serwetek. Można też kolczyki albo dzwonki wiatrowe z nich zrobić.

Decoupage field flowers napkin rings

Nie wiem, co można zastępczego zrobić z pudełka, które zamknięte wygląda tak:

Decoupage pansies box for napkin rings

Taki obrazeczek bratkowy. A, i uprzejmie donoszę, że dzikie róże mają pąki bladozielone.

No communicado

20 luty 2018

Kilka dni bez internetu uczyniło ze mnie rozczochraną mieszkankę europejskiego pustkowia ze schyłku średniowiecza. Co robić, kiedy nie ma dostępu do informacji, a ty właśnie zapomniałaś jaki jest czas połowicznego rozadu cezu? Jak wypełnić czas, kiedy z przerażeniem myślisz, że świat o tobie zapomniał? Jak żyć, kiedy nie możesz obejrzeć kolejnego odcinka serialu Netflix?

Utopiłam się w tym nadmiarze wolnego czasu i udało mi się zrobić kilka zdjęć róznych małych przedmiotów, które zostały zrobione jeszcze w październiku:

Lavender tray / box

Lawendowa tacka / pudełko z wierszykiem. Taki wesolutki akcent na przykład w łazience. Białej.

Peonies tray / box

Piwonii nie trzeba przedstawiać, choć kwitną wiosną tak krótko. Nie wiem do czego pasuje to pudełko / taca, ale może do noszenia kubków z kawą? Kubki powinny być białe, albo niebieskie, albo… nie, zielone nie.

Poza tym wykończyłam nareszcie Cerutti 1881. Po 18 latach. Co dalej? Mam tego trochę z dawnych czasów. Napiszę, kiedy wybiorę.

Zaginione obrączki i wędzony pies

1 luty 2018

Codziennie chodzimy z Panem Psem na spacery. Jasne, że chodzimy dla zdrowia, kondycji i przyjemności. Pan Pies uwielbia węszyć wszędzie, nawet tam, gdzie nie powinien, ja muszę uważać, żeby nie zwichnąć nogi na leśnych wertepach, więc współpraca układa się dobrze. Pan Pies czasem wypłoszy zająca, za którym nie chce mu się gonić, czasem mija stado Białych Tyłków ukrytych w wysokich trawach i nawet ich nie zauważa. Ptaki śpiewają, lasy i łąki są tylko nasze… Tylko dlaczego ja wracam zawsze z piekącymi oczami i bolącym gardłem, a psia sierść śmierdzi, jakby wytarzał się w spalonych śmieciach? Otóż dlatego, że moi dalecy sąsiedzi palą w piecach czym popadnie. Dymy z kominów snują się po całej okolicy, odmieniając prześliczny krajobraz w krainę z koszmaru. Gratulacje, Rodacy moi! Nie sposób was lubić.

Quattro the Dog - Black Russian Terrier

Chciałam wam pokazać obrączki na serwetki w wiktoriańskim stylu, to znaczy róże są stylowe i tyle. Obrączki, wraz z różami mieszkały w pudełku, zdolnym pomieścić 6 sztuk obrączek:

Box for napkin rings - roses

Pudełko troche postarzone, z kropkami, które uwielbiam, wygląda trochę jak z pchlego targu, ale nie można mu odmówić wiktoriańskiego smrodku. 

Niespodzianka miała się kryć w środku – sześć różanych obrączek, pierwotnie pomalowanych na biało, niewinnych i słodkich, ślicznie i uspokajająco grzechocących przy każdym poruszeniu pudełkiem. Miała być niespodzianka, a jest:

Box for napkin rings - roses

Nie ma. Nie wiem, gdzie się podziały. Myślałam, że to halucynacja i włożyłam łape do środka. Ale im bardziej zaglądałam do środka, tym bardziej tam obrączek nie było.

Toaletki trochę normalne

17 stycznia 2018

Prawie każdy dzień w tym kraju to kolejne, niemiłe, a czasem szokujące wydarzenie. Jestem tym zmęczona i nie mam siły czekać na jakieś fajne, miłe, lub pocieszające wiadomości. Nie mam już nawet siły kręcić głową z niedowierzaniem.

Pomyślałam, że zaszycie się we własnym kokonie to dobry pomysł. Zaszyłam się i wyprodukowałam trochę bzdurek:

Decoupage little jewel case with mirror

Toaletka z różami, a właściwie malutkie pudełeczko na skarby małej damy. Bardzo się spodobała pannie J. I już nie odda.

Decoupage little jewel case with mirror

Druga toaletka w kolorze lyla i z filiżankami (przecież widać!). Zdradzam sekret: w szufladce też mieszka filiżanka.

Decoupage little jewel case with mirror

Nie będę ukrywać – Aniu, to dla ciebie.

Tyle zdołałam zrobić, żeby nie przejmować się tak bardzo. Póki co, migrena zawraca mi głowę, ale może dam radę obejrzeć dwa ostatnie odcinki „Stranger Things”. I już jest prawie normalnie.

Na skarby

29 grudnia 2017

Ale dzień! Najpierw na cito do progenitury. Potem zgubiłam portmonetkę na zakupach, ale wróciłam po swoich śladach i była! Na podłodze wyświniona, ale nikt jej nawet nie zauważył. Następnie stłukłam mój ulubiony kubek do kawy, aż w końcu ufarbowałam włosy i teraz wyglądam jak Barbarella, ale tylko trochę. W końcu zrzuciłam na podłogę bukiet suszonych hortensji, w to wszystko wlazł Pan Pies i straciłam 15 minut na ogarnięcie bałaganu.

Poza tym bez zmian, choć ponoć jakiś rok ma być nowy czy coś. Mnie tam wszystko jedno – piątek czy niedziela, dla mnie to poniedziałek, jak mawiali dadaiści. Ale nie o tym chciałam. Chciałam o skarbach w rodzaju srebrnych kolczyków często bez pary, koronkowej wstążki na szyję, starych klipsów z perłą, metalowego pierścionka, który podarował nam chłopak 42 lata temu, skarabeuszu, który wypadł z egipskiej bransoletki i sześciu zepsutych srebrnych łańcuszkach. 

Decoupage wooden box

Idealne na skarby.

Decoupage wooden box

Dla większych gabarytów, na przykład diademów, kolii szmaragdowych, naszyjników z rubinów lub górskich kryształów, grubych bransolet nabijanych klejnotami jak czapraki arabskich koni – coś… o większych gabarytach:

Golden antique wooden box decoupage

W środku na razie jest lawenda. Bardzo cenna i pachnąca schyłkiem lata. I złocenia na krawędziach. 

Golden antique wooden box decoupage

Gdybyście chciały zakopać swoje skarby pod krzakiem azalii, pamiętajcie szczelnie owinąć w coś nieprzemakalnego. Jeśli tego nie zrobicie, to wasze prawnuki znajdą tylko resztki drewna, bo klejnoty zabierze kret. Albo pies.

Łychy i łopaty

14 grudnia 2017

Od wczoraj wiem, że lepszy sort dostanie kałachy i prawdpodobnie nie zawaha się ich użyć w imię obrony ojczyzny. To przerażające, ale może jakoś uda się przeżyć te barbarzyńskie czasy.

Ale nie o tym chciałam. Zaczyna się mój Annual Christmas Panic Week. Czyli szczęśliwy czas okropnego stresu, komplsywnego jedzenia, paniki i wk…nia się na wszystkich. Próbuję oderwać myśli (i ciało) od tego co nieuniknione, czyli: robienia listy zakupów, robienia zakupów, obróbki warzyw i biednego mięsa (nie, nie kupuję karpi, a zwłaszcza żywych, bo karpie też ludzie), krojenia, siekania, gotowania, pieczenia, mycia stosów garów, udawania szczęścia z okazji rodzinnych wizyt i tej wszechoganiającej bezradności wynikającej z faktu, że będę musiała robić to do końca życia z coraz większą niechęcia a może i nienawiścią, tylko dlatego, że mój facet tak bardzo lubi tradycyjne święta. 

Kiedyś się wyrwę, kiedyś zdobędę się na odwagę, żeby uciec i nie przejmować się smutną i zawiedzioną miną mojego tradycjonalisty. Od lat wie, jak bardzo nienawidzę tego cyrku, ale nie odpuszcza. Nie ma litości. 

Próbuję oderwać duszę (i ciało) od tego poddaństwa i z tej racji przedstawiam kolekcję łych i łopat. Łychy są po to, żebym mogła się walić po głowie z rozpaczy, a łopaty po to, żebym mogła sobie wykopać dołek na zdechnięcie.

Decoupage Autumn spoon
Decoupage lavender spoon
Decoupage lavender spoon
Decoupage blue rose spoon
Decoupage blue rose spoon

I łopata. Jedna:

Decoupage utensils roses

I jeszcze wałek. Jeszcze lepszy do walenia się po głowie:

Decoupage rolling pin with roses