Gipsowe i pomarszczone

17 maja 2016

Tak, tak, sama je robię. Sypię gips do wody, mieszam, wlewam do foremki, wbijam słomkę, żeby był otworek na wstążkę albo sznureczek. Czekam. Czekam. Czekam. 

A kiedy już wyschnie, wtedy długo staram się wybić obrzydlistwo z foremki, podważam, potrząsam, tłukę deską albo pięścią, wkurzam się, używam śrubokręta i / albo szczypiec, klnę, stukam… Wreszcie któraś metoda przynosi pożądany skutek. Szare serduszko wyłazi z foremki lekko pokruszone, czasem z bruzdami, które potem łatam. Nie są idealne, o nie. 

Decoupage plaster's heart

Ale jak już pokryje się je białą, śliczną farbą, ozdobi, zawiąże wstążeczkę, to można je już powiesić tam, gdzie się chce. Na ścianie obok swojego pokoju. 

Decoupage plaster's heart

W kuchni nad piecem, nad drzwiami do kurnika, albo przy furtce. Och, na pewno znajdzie się jakieś miejsce, gdzie jeszcze nic nie wisi.

Kurki. I kogutki

24 luty 2016

Kurki są symbolem kurnika, czyli babińca, czyli domu, jeśli ktoś chciałby więcej moich skojarzeń. Bardzo głębokie przemyślenie, zważywszy na to, że jestem kurą domową jeszcze przez jakiś czas. W każdym razie kury są fajne.

Koguty nie są symbolem domu, nawet nie są potrzebne, żeby było jajko. Są za to symbolem głupiej waleczności i nadmiaru testosteronu. I Francji i Walonii. Ale i zwiastują nowy dzień, przeganiając swoim pianiem złe duchy i upiory. Koguty są fajne.

Coq et poulet - decoupage plaque

To dla mojej przyjaciółki z Francji. Ma kuchnię właśnie w stylu tej deseczki. I mówiła, że lubi takie obrazki. Wyślę, najwyżej powiesi w pralni. 

Coq et poulet - decoupage plaque

Mały, sarkastyczny proteścik

20 sierpnia 2015

Mój facet w domu jest jak pijane dziecko we mgle. Umie: obrać ziemniaki, usmażyć jajo sadzone, ale jajecznicy nie za bardzo, umyć zlew, podgrzać sobie mleko i zupę w mikrofalówce, ale muszę mu powiedzieć na jaki czas wstawić. Umie też zaparzyć kawę w maszynie do kawy, ale tylko dlatego, że ja uparcie twierdzę, że nie potrafię i nigdy, przenigdy się nie nauczę.

Cała reszta należy do mnie. Zwłaszcza pranie, bo to bardzo skomplikowana sprawa: trzeba posortować ciuchy, wrzucić w pralczaną czeluść, dodać detergent na górze albo na dole, zamknąć, ustawić odpowiedni program, wcisnąć przycisk „power”, a po wszystkim powiesić w celu wysuszenia. Myśleliście kiedyś jaka to gargantuiczna praca? Zwykłe pranie, a tyle czynności, tyle czasu, tyle zmarnowanego dnia…

Ale cóż, nie ma wyjścia. Zróbmy to pieprzone pranie.

Plaque : let's do some fuckin' laundry

Taka sobie sztuka prymitywna. Ale jakie przesłanie! Jaka idea! Od razu mi lepiej.

Do zawieszenia

24 czerwca 2015

Jeśli macie kawałek swojego miejsca na ziemi, czyli własny pokój, to mam dla was coś, co się niewątpliwie przyda do ogłoszenia światu, że tak właśnie jest. Wiem, że posiadanie własnego pomieszczenia jest szalenie trudne, zwłaszcza kiedy nie jest się jedynakiem (-czką), a jest się kobietą w związku. Jakoś łatwo oddajemy naszą przestrzeń innym członkom domowej społeczności, nie zastanawiając się, jakie niesie to za sobą konsekwencje. Przede wszystkim nie mamy możliwości się wypłakać w spokoju, a wierzcie mi – kibel nie spełnia warunków. Kiedy coś nas boli, leżenie na wspólnej kanapie nie jest dobrym pomysłem, a w sypialni i tak nas znajdą i zabiją pytaniem „co ty tu robisz?”. A kiedy się ma jakieś hobby, to fajnie jest zostawić niedokończoną pracę bezpiecznie we własnym pomieszczeniu, do którego można wejść tylko za pozwoleniem właściciela, a nie zwijać wszystko ze wspólnego stołu do pudełeczek, plastikowych toreb albo do stołowej szuflady. Walczcie o własną przestrzeń, choćby to miał być schowek na miotły, albo komórka pod schodami. A kiedy już wygracie – obwieśćcie to! Może być tak:

Ma chambre

Albo inaczej.

Poza tym zdobyłam kolejny stary wieszak, lekko pokrzywiony i brudny niemożebnie. Nie namęczyłam się z nim za bardzo, bo chciałam jak najszybciej zakryć jego steraną powierzchnię. I wyszło skromnie. I już wisi, bo do wiszenia stworzony został.

Hanger with blue roses

Księżyc i słoneczniki

10 sierpnia 2014

Ale była pełnia! Śliczna, wyrazista, nastrojowa i czarodziejska. Rzadko wychodzę po zmroku z domu, bo na odludziu straszno i niepotrzebnie oglądałam „Walking dead”, ale xsiężyc wywabił mnie na taras. Komary mnie pogryzły, ale siedzieliśmy z Quattro i gapilliśmy się na niebo, jak jakieś surykatki.

Moon 2014

Słoneczniki w taką noc były lekko zdezorientowane, nie wiedząc gdzie mają patrzeć. Martwiłam się o nie, mając nadzieję, że nie wpadną w depresję, ale w dzień było już wszystko poukładane, jak natura chciała.

Sunflowers

Przy okazji słonecznikowy zegar i słonecznikowa zawieszka, którą zrobiłam jakiś czas temu dla Pani D. Koniecznie miało być coś na złoto… Trudno, troszkę „na złoto” wcisnęłam. Najważniejsze, że Pani D. się podobało, a jeśli nie, to udawała z wdziękiem.

Sunflower clock

I jeszcze przaśna zawieszka do kompletu, choć nie była zamówiona, ale te słoneczniki takie śliczne były…

Sunflower plate

Aaa, kotki dwa i ręce pełne psa

9 stycznia 2014

Niewiele da się przy nim zrobić, o ile nie śpi. Włazi w ręce i trzeba go przytulać, głaskać i klepać po chudych łopatkach. Poza tym jest psem myśliwskim – na spacerze wystawił mi jakiegoś gryzonia (myszkę polną?) – przednia łapa podniesiona, ogon wyprostowany, nos węszący. A potem zamienił nos w łódź podwodną i próbował z tym wielkim nochalem ukrytym w trawie i liściach iść śladem zwierzątka. Czy to na pewno nie jest wyżeł?

Dużo dziś spał, tak jakby wczoraj odreagowywał stres, a dziś już luzik. Pierwszy raz wyszedł sam z domu – stanął na tarasie, popatrzył na sosny, popatrzył na chmury, popatrzył na mnie i przyszedł z powrotem. Cieszę się, że na razie nie odchodzi dalej, bo przecież z tym kawałem skradzionego płotu mógłby naruszyć spokój plemienia Białych Tyłków, które w liczbie czterech od czasu do czasu pokazują się wśród traw. A nasze zające? Umarłyby na zawał.

Pies myśliwski z różową obrożą przeciwpchelną. Powinna być niebieska, bo to chłopiec, ale uznajemy gender w całej rozciągłości:

Quattro - pies myśliwski?

Poniżej miała być sweet focia, ale gdzie ja przy takiej twarzy:

Quattro Ponurak

Skończyłam dzisiaj kotki dwa (aaa). Wydaje się, że są cztery, ale podobnie jak kot z Cheshire znikają czasem. A poza tym każdy kot ma dwie strony. I dwa końce. Albo coś:

cats decoupage

Druga strona kotów:

cats decoupage

A, i waży 42 kg. Worek na kości.