Niedzielny poranek w Krainie Deszczowców

18 listopada 2018

Słońce dziś wstało o 7:56. Wstało na czerwono, jak prawie codziennie i natychmiast połknęły je chmury. Pewnie będzie padać, jak prawie codziennie w Krainie Deszczowców. Pan Pies, jak prawie codziennie leżał w swojej komórce pod schodami na grzbiecie, z łapami do góry, przygotowanymi do witania, a ogon walił głośno w ścianę. Jak prawie codziennie zeszliśmy z góry i rzuciliśmy się na niego z głaskami, pieszczotami i czułymi słówkami. 

Potem kawka i śniadanko, w niedzielę zawsze jajecznica, poranne pogaduchy, a za kuchennym oknem ciemna zieleń rododendronów, które zasłaniają nas od świata i światła. Buszują w nich małe ptaszki, które wyglądają jak pierzaste, szare kulki. Jeszcze kromeczka z arcysłodkim dżemem truskawkowym z mango, jeszcze filiżanka gorzkiej kawy. Trzeba iść z Panem Psem na spacer, choć wieje. A tymczasem za południowym oknem inni też jedzą śniadanko:

Jedna myśl na temat “Niedzielny poranek w Krainie Deszczowców

  1. bognna
    2018/11/19 08:48:18
    Moze to troche dziwne, ale u nas w nieziele takze jajka. Niekoniecznie jajecznica, ale jajka sa obowiazkowe;)
    tessa37
    2018/11/19 10:55:38
    To chyba taka swiecka tradycja, bo u nas…tez:) Albo sadzone, jajecznica lub na poltwardo;)
    bognna
    2018/11/19 12:11:45
    Hmmm.calkiem mozliwe. Niech zyje wiec cholesterol;)))))
    e.urlik
    2018/11/19 13:09:51
    Kochane moje Bognno i Tesso, jesteśmy więc członkiniami elitarnego Klubu Niedzielnych Porannych Pożeraczy Jajek w Różnych Postaciach. A cholesterol? To pewnie kolejny spisk producentów warzyw :-)))
    tessa37
    2018/11/19 13:26:50
    to jest ten dobry cholesterol:) Z reszta ja pozeram jajka kopami, a mam bardzo dobre wyniki;)
    Tylko jeszcze trzeby zdefiniowac „niedzielny poranek”, bo u nas to on wypada tak kolo poludnia;)
    e.urlik
    2018/11/20 11:49:45
    Tess, ale masz fajnie z tymi porankami. Niestety, Pan Pies nie ma litości: pobudka i spacerek i nie ma że boli. A czasem posnułabym się po chałupie w szlafroku bez pośpiechu, powyglądałabym przez okno, poziewałabym spokojnie… Może kiedyś. Całuski
    annazadroza
    2018/11/20 16:49:09
    Przecież odwołali cholesterol w jajkach, można jeść do woli. I bardzo dobrze. Już dawno stwierdzono, że w niedzielę na śniadanie jada się jajka. Poza jajecznicą – z papryką/ z pomidorami/ z cebulką – na twardo mogą być z groszkiem i majonezem na przykład plus tuńczyk z puszki (my lubimy) i ogórek konserwowy. Wyżerka, że hej!
    bognna
    2018/11/20 16:56:20
    Wyniki cholesterolowe takze mam swietne:) I to zawsze jest jakas pociecha, ze chociaz „cos” mam swietnego. Aaaaa…jeszcze mam swietny wzrok, sluch i mam swietne wlosy;))))

    Milego wieczoru.
    e.urlik
    2018/11/20 20:51:18
    Aniu, dzięki za informacje dot. jajec (jajków). Przez te twoje tuńczyki i majonezy muszę iść coś zjeść, a już prawie 21-sza. Wiesz, dzięki, a tak dobrze mi szło z jedzeniem malutkich kolacji ok. 19-stej. I jak mam się teraz wbić w moje stare jeansy? Tuńczyk, cholera… ;-)))
    e.urlik
    2018/11/20 20:53:29
    Bognna, tak trzymać dziewczyno! Ja ze świetnych rzeczy to mam tylko apetyt i niechęć do wszelkiej pracy.
    emma_b
    2018/11/21 14:24:39
    podoba mi się tutaj. mam podobnie jak Ty: apetyt i niechęć do roboty:) tylko czemu ten śliczny piesek w komórce mieszka? ma tam chociaż ciepło?
    e.urlik
    2018/11/21 16:25:23
    Emmo, kochana jesteś, że się troszczysz o stworzenie włochate! Ta „komórka pod schodami” to taki żarcik, nawiązujący do Harrego Pottera, który mieszkał w komórce pod schodami. A Pan Pies jest dywanowcem, który mieszka w domu i wyleguje się gdzie chce, a tylko posłanie ma pod schodami, gdzie na spokój. Jeśli chciałabyś zobaczyć jego „komórkę” to zajrzyj do wpisu z 17 maja pt. Domek w Krainie Deszczowców. Bardzo cię pozdrawiam i kocham za troskę o zwierzęta!
    emma_b
    2018/11/21 21:11:22
    Ewo, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, że komórka pod schodami to żart. uważam psa za pełnoprawnego członka rodziny, który ma do kanap i foteli identyczne prawo jak dwunożni. serdeczności, zaraz tej „komórki” poszukam:)
    e.urlik
    2018/11/21 23:42:50
    Emma, mam tak samo narąbane w głowie ze zwierzakami, nie tylko domowymi, ale wszystkimi. Nawet szerszeni nie pozwoliłam wybić i żyliśmy spokojnie nie wadząc sobie wzajemnie. A ludzi, którzy krzywdzą zwierzęta mogłabym… eh, robić im okropne rzeczy. I bardzo mnie ujęłaś tą troską. Czy twój kanapowiec to to śliczne stworzenie z łapkami w morzu (wpis u ciebie z 13 listopada)?
    babciabezmohera
    2018/11/22 16:01:04
    Myślałam, że Kraina Deszczowców to tylko żart. Da się takie ciągłe padanie polubić?…;(
    e.urlik
    2018/11/22 18:24:58
    Kochana BBM, kiedy tam pojechaliśmy pierwszy raz lało przez tydzień prawie non stop. Kiedy pojechaliśmy tam drugi raz, lało przez półtora tygodnia prawie non stop. Stąd się wzięła Kraina Deszczowców. Teraz pada co najmniej raz dziennie, ale krótko i treściwie. Tu zawsze jest wilgotno, dzięki temu rośnie wszystko wielkie i bardzo zielone. Tylko lato było strasznie suche, krowy nie miały jedzenia na łąkach. Czy da się padanie polubić? Jeśli w domu jest przytulnie, to się da. A cera jaka piękna się robi! No i mamy kalosze! :-)))
    veanka
    2018/11/22 20:17:24
    Jak miło się dowiedzieć, ze nie tylko ja jestem z tych co złapane w domu latające stworzenia (jak się któryś przez okienne moskitiery przeciśnie) łapię i wynoszę na balkon.
    U nas też niedzielne śniadanie jest jajeczne, a już jak są wnuczęta, to bez jajecznicy na masełku i ze szczypiorkiem się nie obędzie;).
    Pan Pies ma bardzo sympatyczną mordkę, przydałby mi się w domu taki, może by nauczył moresu moje koty;).
    kobietawbarwachjesieni
    2018/11/22 20:29:54
    W dawnych czasach bałam się psów biegających po drodze tak bardzo, że gotowa byłam wchodzić na rosnące w pobliżu drzewa. Dziś już wiem skąd ten lęk wziął się u mnie i obecnie nie ma po nim ani śladu. A psy i koty towarzyszą nam jako nasi
    przyjaciele. Serdeczności przesyłam.
    babciabezmohera
    2018/11/23 12:26:36
    No i to mi się podoba- świadomy wybór tego, co innym wydaje się trudne do zaakceptowania! 🙂
    e.urlik
    2018/11/23 12:42:19
    Veanka, ty też? Strasznie się cieszę, bo tak niewielu ludzi szanuje inne stworzenia. C do jajec niedzielnych, to myślałam, że jestem taka oryginalna, hihihi. Co do Pana Psa, to cały jest cudowny, grzeczny, mądry, ogromny i nigdy nie chce dać buzi. Nie wiemy jaką miał młodość, bo wzięliśmy go ze schroniska 5 lat temu. Był wtedy tylko workiem na kości, a teraz waży 57 kg (tak, tak) i jest strasznie silny, ale na szczęście opanowany i łagodny. Zwykle wygląda tak jak tutaj: http://www.mycastle.blox.pl/2018/07/Pan-Pies-i-smuteczki.html Ale cię wynudziłam, wybacz. Z kotami chyba nie dałby sobie rady, bo nauczyliśmy go tolerancji wobec innych zwierzaków, a poza tym jemu się nie chce…
    e.urlik
    2018/11/23 12:48:10
    BBM kochana, wiesz co? Nigdy tak o tym nie myślałam, ale właśnie tak jest. Dzięki, już kilka razy zobaczyłaś istotę rzeczy i perspektywę, której nie dostrzegałam. Jesteś wielka!
    e.urlik
    2018/11/23 12:56:56
    Kobieto w jesiennych barwach, to fantastycznie, że udało ci się oswoić lęk, choc nie wiem jak ci się to udało, to czasem strasznie trudne (wiem, bo moich strachów nie udało mi się okiełznać). Przytulam wirtualnie 🙂
    babciabezmohera
    2018/11/24 09:29:09
    E tam zaraz wielka! coś około 160 cm zaledwie… a może mniej? Dawno się nie mierzyłam! ;)))
    e.urlik
    2018/11/24 10:08:57
    BBM, to tyle co ja! Staram się nie mieć tyle wszerz… Wielka umysłem jesteś!
    babciabezmohera
    2018/11/25 22:14:08
    Błagam, nie dawaj tyle kadzidła, bo gotowa jestem uwierzyć! ;))))
    merypodrozniczka17
    2018/11/26 10:16:48
    Sielski obrazek za oknem 🙂
    A’ propos Twojej książki, czytałam same pozytywne opinie. Zamówiłam ją w wysyłkowej sprzedaży.
    annazadroza
    2018/11/26 10:18:55
    Z uczeniem kotów moresu przez psy bywa różnie. U mnie rządziła Misia, a była kotusią niedużą, drobniutką. Maciuś i Browek słuchały jej i się bały nawet jej spojrzenia, choć była wielkości Browarkowej głowy. Browar to był taki Pan Pies, tylko mniejszy, bo średni prawie sznaucer:) Kochane są wszystkie te nasze stworzonka.
    Wczoraj zryczałam się jak głupia bo nieopatrznie przeczytałam jak dwunożne sukinsyny traktują konie skazane na rzeź. Dokładnie wiozą je jak kiedyś w wagonach na Syberię ludzi, tylko ludziom czasem udawało się przeżyć…
    e.urlik
    2018/11/27 12:04:47
    Kochana BBM, i uwierz, bo niełatwo wyciągnąć ze mnie takie zeznania 🙂 Spotkałam w necie tyle cudownych babeczek, że mnie to wzrusza i zachwyca.
    e.urlik
    2018/11/27 12:07:20
    Mery Podróżniczko, nie masz pojęcia jak ci dziękuję za gotowość przeczytania mojej książki!!! Trzymam kciuki, żeby ci się podobała… Mam nadzieję, że dasz znać czy choć trochę poprawiła ci humor? Całuski
    e.urlik
    2018/11/27 12:18:37
    Aniu, ja wczoraj widziałam 140 martwych wielorybów na plaży w Nowej Zelandii i aż oddychać nie mogłam ze smutku. W takich chwilach mam w doopie politykę, biednych ludzi i uchodźców. Jakiś czas temu przeczytałam, że ludzkość wyginie w 80% w ciągu 50 lat. I ucieszyłam się, bo ludzkość nie zasługuje na przeżycie traktując naturę w taki obrzydliwy, sadystyczny sposób. Ja też czasem „nieopatrznie” coś zobaczę albo przeczytam i wtedy budzi się we mnie morderca.
    annazadroza
    2018/11/27 12:47:25
    Dokładnie. Zamordowałabym z zimną krwią – tak mi się zdaje, ale jakby doszło co do czego to pewnie nie, raczej w afekcie. Tak, w afekcie jak najbardziej. Każdego sukinsyna, który robi krzywdę niewinnym stworzeniom, które całe życie przepracowały dla zbydlęconych ludzi. Przepraszam bydlątka i przepraszam ludzi, już sama nie wiem jak o tych …. mówić. Ścierwa?
    e.urlik
    2018/11/27 13:31:17
    Ja na zimno… jakiś obóz pracy, z którego dochód byłby przekazywany na organizacje broniące praw zwierząt. W cięższych przypadkach zastosować kodeks Hammurabiego. Nazwałam kiedyś „wszawą szmatą” osobę, która zostawiła starego, milutkiego psa przy drodze, zimą… (wpis 27 listopad 2013), ale myślę, że nie ma wystarczających epitetów na określenie tych… no właśnie. Takiego kogoś nie urazi żaden słowny wyczyn. Tylko fizyczna kara, surowa, nieodwołalna i natychmiastowa. Ech Aniu, my się chyba nie nadajemy do takiej rzeczywistości :-(((
    tessa37
    2018/11/27 14:23:53
    Nie moge, bo mi sie cisnienie podnosi! Nie ma takich przeklenstw i epitetow, na ktore osoby krzywdzace zwierzeta zasluguja.
    e.urlik
    2018/11/27 20:33:28
    Tessa, to prawda, nie ma w języku dobrych ludzi takich słów. Ale nie o słowa tu chodzi, tylko o karanie zwyrodnialców. Gdyby kary były wystarczająco dotkliwe, to może część bezbronnych istot byłaby bezpieczna. Czasem mi się marzy, że dopadam takiego &*%*! i robię mu to samo, co on zrobił… I nie uważam się za wariatkę. Przytulam cię wirtualnie.
    merypodrozniczka17
    2018/11/29 22:58:10
    Książka już w moim domu 🙂
    e.urlik
    2018/12/02 21:59:30
    Mery Podróżniczko, mam tremę, bo bardzo chcę, żeby ci się spodobała! Strasznie dziękuję, że kupiłaś! Całuski :-))

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s