Bzdurki

12 grudnia 2018

Zamiast szykować się do corocznego panikowania, postanowiłam zrobić coś, co lubię najbadziej, czyli naprawić coś starego, coś zniszczonego i tym razem nawet coś niebieskiego. Uwielbiam przywracać starym przedmiotom urodę, choć tu oczywiście możnaby się spierać o gusta. Jak wiecie, wraz ze starym domem stałam się posiadaczką tysiąca różnych przedmiotów, z których połowa nadaje się do oddania, a druga połowa do umieszczenia w kufrze na strychu. Wśród tej drugiej (większej) połowy (bo wiadomo, że połowy mogą być większe i mniejsze) znalazłam stare, metalowe puszki różnych kształtów i rodzajów. Na razie wybrałam dwie i troszeczkę je poprawiłam i teraz mogę w nich trzymać różne rzeczy.

Ta pod spodem wygladała mniej więcej tak:

Old metal box

Puszka była kiedyś domem dla duńskich ciasteczek maślanych (uwielbiam). Teraz wygląda tak:

Renovated old metal box

Zdjęcie jest fatalne (nie miałam czasu, przepraszam), ale oddaje ducha starej – nowej rzeczy. Kolejna puszka była w lepszym stanie, ale była pomalowana ohydnym, brązowym lakierem i nie mogłam jej znieść. Teraz wygląda tak:

Renovated metal box

Nie są to arcydzieła, nie są to nawet dzieła, ale myślę, że puszkom jest przyjemniej w nowych ubrankach. 

Wiktoria na jarmarku

21 luty 2017

Pudło przyjechało z Prowansji, kupione na jarmarku za 1 euro. Przyjechało i leżało przez dwa lata, a ja starałam się omijać je wzrokiem. Było niebieskie, w jakieś niemowlęce wzory i nie miałam pojęcia co z nim zrobić. Więc najpierw pomalowałam je na biało, mając nadzieję, że kiedy stanie się neutralne, to coś mi wreszcie przyjdzie do głowy. 

Przyszły mi czarne paski i różowe paski. Kiedy już zaczęłam paprać i nie mogłam już tego odwrócić, uznałam, że wszystko stracone i poszłam na całość: róże i więcej róż, a wszystko w wiktoriańskim, słodkim stylu, w sam raz dla panien z dobrego domu.

Victorian box, decoupage

Nadmiar światła obnaża starość i złe traktowanie pudła. Najlepiej wygląda w półmroku, albo schowane w ciemnym kącie. Ale kiedy zdejmiemy pokrywę i zajrzymy do środka:

decoupage Victorian box

Ojej, co za niespodzianka! Jeszcze więcej róż! 

Możemy jeszcze zajrzeć pod pokrywę:

decoupage Victorian box

No dobra, wystarczy, bo prawie czuję mdły zapach suszonych kwiatów, zwietrzały i pełen kurzu. Zamykam wieko. 

decoupage Victorian box

Wierzch jest podmalowany odrobiną niebieskiej, żółtej i różowej farby, która popękała oczywiście ze starości. Fakt, użyłam dość starego medium i powierzchnia jest szorstka i nierówna. Tak musi być, jarmarki nie są najlepszym miejscem do eksponowania tekturowych pudeł.

decoupage Victorian box

No i jeszcze boczek różany, popękany i miejscami różowy. Udało mi się sprawić, że pudło wygląda na swoje czasy, cokolwiek to znaczy.

Recepta na kicz

8 kwietnia 2014

Weź duże, metalowe pudło. Moje zawierało kiedyś jakąś whisky lub whiskey szlachetną i to z dwoma szklaneczkami. Następnie pociap to pudło białą farbą, żeby zakryć okropne obrazki owego alkoholu i napisy równie okropne. Ja ciapałam chyba ze cztery razy, ale i tak się wszystko nie zamalowało. Poza tym zostały beznadziejne tłoczenia o treści „szklanki w prezencie”. Mogli chociaż w obcym języku napisać (najlepiej po chińsku), to nie rzucałoby się w oczy.

Potem ze wszystkich wzorków jakie masz do dyspozycji wybierz te najbardziej różowe i te wzorki umieść na pudle w ilościach hurtowych. Ale ponieważ wzorków nigdy dość, więc dołóż jeszcze filiżanki – przecież pasują, prawda? Potem to wszystko pomaluj lakierem bezbarwnym, zamknij oczy na 10 sekund. Potem popatrz na ten kicz, który niezamierzenie wyszedł spod twej zdolnej ręki i pomyśl co narobiłaś.

Metal box with peonies

Drugie życie w fiolecie

Potrzebowałam czegoś prostego. Co może się zniszczyć i nie będzie szkoda. Co przy okazji pozwoli uporządkować wstążeczki, koroneczki, stare sznurówki, które na pewno się przydadzą do podwiązywania mieczyków, ramiączka od nieistniejących już staników, od których odpinało się ramiączka, a może nawet poukładać w jakimś kąciku guziki i nici. Pozostawała jeszcze kwestia batystowych chusteczek haftowanych przez Babcię Stefanię, kilku jedwabnych i szyfonowych apaszek, nieużywanych od lat 80-tych, pasków z różnych epok, które naprawdę-żal-jest-wyrzucić i dwóch par majtek, z których jedne raz wystąpiły na randce, a drugie mają metkę „Christian Dior” i nie miałam ich nigdy na sobie. Trzecia rzecz, to niewątpliwy problem z kilkoma parami pończoch ze szwem, dwóch przedwojennych, dwóch z lat 60-tych, oraz wielu par niewymownych, które kosztowały więcej niż 2,50, a jakoś zawsze wolałam założyć te tańsze – takie jest życie skąpiradła. 

Przeszukałam biuro Zbiga i znalazłam pudełka po jakiś prospektach. Trzy. Prawie nie zniszczone. Szaro-brązowe. Smutne. Tchnęłam w nie fioletowe życie. Może zbyt fioletowe, ale pudełkom chyba jest wszystko jedno.

Second life of old boxes - pansies and hydrangeas

Tak, stanowczo trochę zbyt fioletowe. Ale teraz to już nie ma znaczenia. Zostały wypatrzone przez koleżankę mojej zdradzieckiej córki, która to koleżanka uwielbia fiolet. Trudno. To jakby trzecie życie brązowych brzydactw. 

New life of old boxes - decoupage

A ja w zamian zrobiłam sobie to (z małymi tagami):

decoupage box with roses

Majtuszki znalazły inne miejsce.