Bezsenność

Kiedy nie możesz zasnąć, tak jak ja (bo stres, bo strach, bo czekanie, bo boli, bo myśli się kłębią, bo wieje wiatr, bo pełnia księżyca, bo mały głodek, bo obejrzało się straszny film późnym wieczorem, bo gorąco, bo pies chrapie jak była teściowa, bo nie można rozgrzać stóp, bo siusiu, bo co jutro na obiad, bo covid, bo marzenia), to pomyśl o tych, co mogą:

A wy dlaczego nie możecie zasnąć?

Masturbacja zniewolona.

Mam kilka adresów internetowych, każdy w innym kraju i do czego innego przeznaczony, choć wszystkie za darmo. Na te „zagraniczne” jakimś zrządzeniem losu nie dostaję prawie wcale spamu, ani innych głupot, a ten polski jest codziennie śmietnikiem, z którego muszę wywalać dziesiątki durnych wiadomości, np. propozycji spotkania od dziewczyn (?) imion wszelakich, które, jak piszą, mieszkają w mojej okolicy. Cóż, nie mogę się doczekać.

Mam też prawie codziennie mnóstwo propozycji od amerykańskich generałów, którzy stacjonują w jakimś Iraku / Afganistanie, afrykańskich dyplomatów i księżniczek i innych potencjalnych adoratorów, lub wręcz zakochanych we mnie do szaleństwa przedstawicieli zagranicznych VIP-ów płci obojga (może za pomocą Transpiryny mogą sobie płeć zmieniać co dwa tygodnie?). Mmmm, podniecające.

Tego emaila (w różnych, choć niewiele różniących się wersjach) dostałam niedawno po raz trzeci. Pierwszy mnie zniesmaczył, drugi wkurzył, a trzeci rozśmieszył. Zresztą, oceńcie sami:

„Cześć!

Niestety, mam dla Ciebie złe wiadomości.
Parę miesięcy temu zdobyłem dostęp do urządzenia, którego używasz do przeglądania internet.
Od tego czasu monitorowałem Twoją aktywność internetową.

Jako regularny odwiedzający stron dla dorosłych, mogę potwierdzić, że ty jesteś za to odpowiedzialny.
Mówiąc wprost, strony, które odwiedzasz, dały mi dostęp do Twoich danych.

Załadowałem Trojana w bazę Twoich driverów, który uaktualnia swoją sygnaturę parę razy dziennie, co sprawia, że antywirus nie jest w stanie go wykryć.
Na dodatek daje mi on dostęp do Twojej kamery i mikrofonu.
Co więcej, zapisałem wszystkie dane, w tym zdjęcia, media społecznościowe, czaty i kontakty.

Ostatnio wpadłem na zajebisty pomysł stworzenia filmu, gdzie dochodzisz w jednej części ekranu, gdy w drugiej jednocześnie odtwarza się film, który oglądałeś.
To było śmieszne!

Bądź spokojny, że z łatwością mogę wysłać ten film do wszystkich Twoich kontaktów paroma klikami, zakładam, że wolałbyś uniknąć takiego scenariusza.

Mając to na uwadze, taka jest moja propozycja:
Prześlij równowartość 1200 EUR na mój portfel Bitcoin, a zapomnę o całej sprawie. Usunę również wszystkie dane i filmy na zawsze.

Według mnie to dość umiarkowana cena za moją pracę.
Możesz zorientować się, jak kupić Bitcoiny za pomocą wyszukiwarek Google, czy Bing, sam zobaczysz, że nie jest to aż tak trudne.

Mój portfel Bitcoin (BTC): 1EyAadxvFqjvG9swUeexQLFhTvdV6jBTbi

Masz 48 godzin na odpowiedź, powinieneś pamiętać o tym, że:
Nie ma sensu mi odpowiadać — adres został wygenerowany automatycznie.
Nie ma sensu narzekać, ponieważ wiadomość wraz z portfelem Bitcoin nie mogą być namierzone.
Wszystko zostało precyzyjnie zaplanowane.

Jeśli wykryję, że powiedziałeś komuś o tym liście – film natychmiast zostanie udostępniony, a Twoje kontakty otrzymają go jako pierwsze.
Następnie film zostanie opublikowany w sieci!

P.S. Czas odliczania się rozpocznie, gdy otworzysz ten list. (Program ma wbudowany zegar).

Powodzenia i uważaj na siebie! Miałeś pecha, następnym razem bądź ostrożniejszy”.

Czekam i czekam na ten film aż mi ślina cieknie, zwłaszcza w czasie kupowania kryptowalut.

Wasza Ewa.

Malutka historia

Pewną Panią zaczęła boleć noga. Było to jeszcze jesienią zeszłego roku, Pani Barbara, bo tak ma na imię, znosiła to dzielnie, bo od wielu lat uwięziona w swoim mieszkaniu, nie miała najmniejszej ochoty na wizyty u lekarza, korzystanie z pomocy ludzi i zatruwania życia sobie i innym. Czas mijał, noga bolała już codziennie i puchła, Pani Basia postanowiła wezwać swojego lekarza z przychodni. Pan doktor przyjechał, stan nogi zignorował, przepisał leki przeciwbólowe i sobie poszedł.

Zaczął się nowy rok, niespodziewanie pojawił się wirus, zwany koroną, przychodnie, szpitale i inne placówki medyczne przestawiły się na radzenie sobie z epidemią. O Pani Basi świat medyczny zapomniał, zapewniając jej tylko leki przeciwbólowe i odrobinę się dziwiąc, że nawet te najsilniejsze nie działają poprawnie. Pani Basia zaczęła w końcu wydzwaniać na pogotowie, ale została poinformowana, że nie kwalifikuje się do przyjazdu karetki. Pragnę nadmienić, że jej córka, która zwykle odwiedzała ją regularnie choć raz w miesiącu, w ten najgorszy czas walczyła z poważną chorobą i ze złamaniem nogi, które nie chciało się wyleczyć i nie była w stanie złożyć jej wizyty, ufając jej opiekunce i innym ludziom, przez których była odwiedzana.

Nadszedł dzień, w którym palce lewej stopy Pani Basi zrobiły się czarne. Pan doktor zdalnie wystawił skierowanie do szpitala, ale szpital nie odbierał telefonów, a sytuacja stawała się naprawdę paskudna. W końcu, za pośrednictwem koneksji, znajomości, błagań i innych środków nacisku, Panią Basię zgodził się przyjąć szpital oddalony o 160 km. od jej domu. Był to cud, bo martwica potrzebowała zapewne kilku dni, żeby Panią Basię zabić.

Dziś Basia jest półtora tygodnia po amputacji nogi. Całej. Córce cudem (znów cudem) udało się załatwić dom opieki na miesiąc (na więcej jej nie stać), żeby Pani Basia nie musiała jeszcze wracać do domu, choć właściwie tylko o tym marzy.

Basia to moja Mama. Nie wiem, jak mam jej jutro złożyć spokojnie życzenia, skoro nie mogę się opanować i ryczę jak grecka płaczka. I przytulić nie mogę, bo zakaz odwiedzin. I odwiedzić nie mogę, bo nadal nie chodzę…

Gierka jak za Gierka?

Właściwie bez komentarza. Mogę tylko podejrzewać, że nie mówią nam wszystkiego. I jak zwykle nie wiemy co naprawdę się dzieje i na świecie i u nas. Epidemia się dzieje, nic więcej. Nie wiemy, czy bociany przyleciały, czy ewakuować się na Madagaskar, czy na całym świecie ludzie tacy jak my są uwięzieni w domach, czy gdzieś urodziły sie pandy albo orangutany. Właśnie takie rzeczy chciałabym wiedzieć, a nie wiecznie gówniany wirus na przemian z wyborami… Nawet nie wiem, czy umiem zrobić piernik. Stary.

Blada niebieska kropka

Z okazji Dnia Ziemi:

„Spójrz jeszcze raz na tę kropkę. To tutaj. To jest dom. To my. Na niej wszyscy, których kochasz, wszyscy, których znasz, wszyscy, o których kiedykolwiek słyszałeś, każdy człowiek, który żył, żył właśnie tutaj. Suma naszej radości i cierpienia, tysiące pewnych swych racji religii, ideologii i doktryn ekonomicznych, każdy łowca i każdy zbieracz, każdy bohater i tchórz, każdy twórca i niszczyciel cywilizacji, każdy król i wieśniak, każda zakochana młoda para, każda matka i ojciec, pełne nadziei dziecko, wynalazca i odkrywca, każdy nauczyciel moralności, każdy skorumpowany polityk, każda „supergwiazda”, każdy „najwyższy przywódca”, każdy świety i grzesznik w historii naszego gatunku żył tam – na odrobinie pyłu zawieszonego na promieniu słońca

Blada niebieska kropka – Ziemia widziana z sondy Voyager z odległości 6,4 miliarda kilometrów. Zdjęcie opublikowane 14 lutego 1990 roku

Ziemia jest maleńką sceną na ogromnej kosmicznej arenie. Pomyślcie o rzekach krwi przelanych przez wszystkich generałów i cesarzy, którzy w chwale i triumfie mogli przez moment stać się panami ułamka kropki. Pomyśl o niekończących się okrucieństwach wyrządzanych przez mieszkańców jednego rogu tego piksela ledwie rozpoznawalnym mieszkańcom innego kąta, jak częste są ich nieporozumienia, jak chętnie się zabijają, jak żarliwie się nienawidzą.

Nasze postawy, nasze wyobrażenie o własnej ważności, złudzenie, że mamy jakąś uprzywilejowaną pozycję we Wszechświecie jest kwestionowane przez ten punkt bladego światła. Nasza planeta jest samotnym pyłkiem w wielkiej, kosmicznej ciemności. W naszym mroku, w całej tej przestrzeni nie ma żadnej wskazówki, że pomoc przyjdzie skądkolwiek, żeby nas ocalić od siebie samych.

Ziemia to jedyny znany nam dotąd świat, w którym kryje się życie. Nie ma żadnego „gdzie indziej”, przynajmniej w najbliższej przyszłości, gdzie nasz gatunek mógłby migrować. Wizyta, tak. Osiedlenie się, jeszcze nie. Podoba nam się, czy nie, teraz Ziemia jest naszym miejscem.

Być może nie ma lepszej demonstracji głupoty i ludzkiej pychy niż ten odległy obraz naszego maleńkiego świata. Dla mnie podkreśla to naszą odpowiedzialność za łagodniejsze postępowanie ze sobą oraz zachowanie i pielęgnowanie jasnoniebieskiej kropki, jedynego domu, jaki kiedykolwiek znaliśmy. ”

 Carl Sagan, Pale Blue Dot: A Vision of the Human Future in Space.

Tłumaczenie: moje.