Dobry wieczór!

Ranek był sliczny, tak śliczny, że nawet nie zwróciłam uwagi na to, że mam czerwony nos i że kolanka mi odpadają z zimna. Było minus sześć stopni, kiedy utrwalałam cudne widoki:

Cuda, prawda? Szkoda tylko, że w tych cudach plątał się smród z czyjegoś komina, przez co musiałam uciekać do domu. Poza tymdziś jest Halloween – moje ulubione święto na zawsze, nawsiegda. W czasach, w których mieszkałam za oceanem przygotowania do świętowania trwały od rana. Spóźnialscy kupowali kilogramy słodyczy, dzieciaki poprzebierane za duchy, czarownice kościotrupy, supermenów, batmanów, mumie i setki innych postaci już w szkole szalały z wiaderkami na cukierki w kształcie dyń, obowiązkowo pomarańczowych. Po południu w towarzystwie rodziców, albo starszego rodzeństwa wybiegały z domów i rozpoczynały szaloną wędrówkę od drzwi do drzwi w dzikim polowaniu na słodycze.

Każdy dom był udekorowany, wszyscy poprzebierani, pamiętam jak zbliżałyśmy się z córką (wiek od 6 do 13 lat) do ciemnej werandy i nagle okazało się, że leżący na ziemi manekin wcale nie jest manekinem, tylko żywym facetem, który umierał ze śmiechu, kiedy wrzeszcałyśmy z zaskoczenia i ze strachu… Było wspaniale.

I jak co roku malutkie pomysły na okoliczność mojego ulubionego święta, które można zastosować ku uciesze dziatwy i dorosłych.

No i coś do przekąszenia, oprócz dyni można wykombinować proste przekąski nie tylko dla dzieciaków. Na zdjęciach papryka-jak-dynia wydrążona i zębate jabłuszka, jakże straszne, z migdałowymi zębiskami 🙂

Wesołego Halloween!

Witam w dżungli (w Krainie Deszczowców)

Po przejechaniu około tysiąca kilometrów, kiedy już skończy się autostrada tuż przed Cuxhaven, a my skręcamy na lokalną drogę i mamy jeszcze 35 kilometrów do celu, wtedy zaczynamy się zastanawiać, co zastaniemy w naszej małej wiosce. Czy kuna nie zrobiła znowu dziury w dachu, albo nie poprzegryzała kabli, czy rybki jeszcze żyją, czy ktoś kupił dom Pani Irmy, która zmarła w zeszłym roku, czy krowy są już na nadrzecznych łąkach, ile sów wykluło się w tym roku, jaka wysoka jest trawa i czy będziemy musieli polować na dwieście pająków, czy tylko na dwadzieścia… Tym razem też tak sobie gadaliśmy, ale kiedy podjechaliśmy pod domek, nie spodziewaliśmy się tego:

How to get to our house?

Dróżka do domku zupełnie zarosła, a ponieważ większość tych roślin ma wielkie kolce, wydawało mi się, że noc spędzimy na wycinaniu ścieżki w tym gąszczu. (hihihi) Ale Pan i Władca przedarł się do szopy, odnalazł sekator i dzielnie rzucił się na kolce, gałęzie i zieleń i utworzył drogę dla swoich wiernych sług – Sancho-Pansy (ja) i osiołka (Quattro). Mimo licznych ran, zadrapań i podartej trochę odzieży, osiągnął wyznaczony cel i po dwudziestu minutach mogliśmy przenieść bagaże pod nasz dach ulubiony:

Free way!

To na końcu, to leżak, który oddziela Q od reszty świata, który to świat czuje się bezpieczniejszy, kiedy jest obszczekiwany zza takiej przeszkody. Zbliżała się 23-cia. Byliśmy wykończeni.

Biedronki – reaktywacja

20 stycznia 2019

Zwykle w listopadzie, kiedy zdarza się ciepły, słoneczny dzień, z odległych krain, łąk, lasów, zagajników, pól, ogrodów i pobliskich krzaczków, na  mój ganek zlatują się biedronki (nie wiedzieć czemu zwykle jest to niedziela). Są różnej maści, choć wszystkie w odcieniach czerwieni lub pomarańczu, różnej ilości kropek i różnych rozmiarów. Wszystkie one – a jest ich zwykle kilkaset – starają się za wszelką cenę dostać do domu, żeby spokojnie spędzić w nim zimę. Wielu się to udaje, bo nie zamknęłam dla nich granicy ogród / dom i wciśnięte w różne zakamarki zasypiają cichutko. Po kilku miesiącach, nie wiedzieć czemu, przychodzi taki dzień, kiedy ci wszyscy moi goście i gościówy zaczynają wychodzić ze swoich kryjówek i zwiedzać dom. Zwykle są tolerowane, wiele z nich niestety ginie pod naszymi stopami, kiedy nieopatrznie znajdą się na podłodze, kilka zjada pies, zdarzają się też eksmisje do ogrodu, pod krzaczki lawendy, kiedy znajduję je w lodówce lub wręcz w jedzeniu. Te, które bezpiecznie dożywają do otwarcia okien, kiedy jest już ciepło, mogą iść tam, gdzie zwykle biedronki spędzają wiosnę i lato. I tak jest co roku i muszę przyznać, że bardzo mi odpowiada bycie częścią odwiecznego cyklu. Ale najważniejsze jest to, że zwykle reaktywacja biedronek zwiastuje przedwiośnie… I tego się trzymam. Póki co śnieg zniknął i Białe Tyłki odzyskały dostęp do oziminy sąsiada (zdjęcie z okna łazienki):

My Bambies in winter

A jakiś czas później zaczął padać śnieg… (widok z teg samego okna).

Snow is falling

Wiem, że wiosna blisko. Biedronki mi powiedziały.

Magia…

20 grudnia 2018

Zgadzam się ze wszystkimi, którzy twierdzą, że święta nie mają już tej magii co kiedyś. Powody są różne, ale i tak wszystko sprowadza się do stwierdzenia, że to nie to co kiedyś. Wiem , mam takie samo odczucie już od wielu lat i nie przychodzi mi do głowy żadne wyjaśnienie, jak tylko takie, że taki mamy klimat. Cokolwiek to znaczy.

Ale trochę magii możemy jeszcze gdzieś uszczknąć, podkraść, podpatrzeć, wyśnić… Ja znajduję magię w tym:

Thomas Kinkade
Thomas Kinkade
Thomas Kinkade
Thomas Kinkade

Domki dla ptaszków

30 listopada 2017

Obudziłam się dziś rano i zobaczyłam… białość. O tej porze roku zwycięża zwykle szarość i czerń, a tu proszę – winter wonderland.

Winter wonderland - Quattro the dog

Nawet pies był zdziwiony, że takie cos spadło i można się w tym znowu tarzać. Nadszedł też czas dokarmiania ptaków, a ja podła o tym zapomniałam! Zapomniałam zupełnie, a teraz jest za późno, bo nie znajdę karmnika w ciemnościach. Jutro, obiecuję. I przepraszam ptaszki moje ogrodowe: sikory, sroki i kopciuszki, sójki i gołebie. Są tu jeszcze bażanty i wielkie takie drapieżne (pewnie pterodaktyle), ale one się raczej nie stołują w małym domku na gałęzi sosny.

Mam też inne domki dla ptaszków, ale te są już naprawdę  m a l u t k i e. Zmieszczą sie w nich motylki i biedronki, pszczoły i świerszcze. No i kolibry, które nie przytyły za bardzo.

Bird's house decoupage

Nie, no koliber zmieści się bez trudu. Żeby mu sie tylko spodobało.

Bird's house decoupage

Drugi domek jest dla motylków. 

Bird's house decoupage

 Jesienią zasadziłam roślinę, która kwitnie i te kwiaty przyciągają wszystki motyle z całej okolicy, z sąsiednich wosek i pastwisk. Póki co jest ten domek.

Bird's house decoupage

Takie domki będą ślicznie wyglądać wiosną, zawieszone na płocie, albo ustawione na parapecie. Już niedługo! 

Mój słodki Halloween

30 październik 2017

O tym jak bardzo kocham Halloween piszę co roku i chyba mi się nie znudzi. Nie znudzi mi się tym bardziej, że Miłościwie Nam Panujący Jedyny Słuszny Kościół ciągle walczy z moim ulubionym świętem za pomocą propagandy, klątw i straszeniem ekskomuniką / diabłem / brakiem rozgrzeszenia, czyli piekłem / niepotrzebne skreślić. Gorsze kary grożą tylko za czytanie Harrego Pottera.

Trochę to nudne, tym bardziej że żadna z rzeczy którymi straszą, w umysłach racjonalnie myślących ludzi nie istnieje, więc raczej trzeźwomyślących nie zniechęcą. Ci bardziej bojaźliwi być może zadrżą przed duchami, choćby swoich przodków, zwłaszcza po kilku kielichach nalewki z dyni albo piwa kremowego, ale poza tym zabawa jest przednia.

Halloween spiders

Boicie się pająków? Bo ja strasznie. Ale czuję się zmuszona, jak co roku, do przedstawienia kilku pomysłów na proste dekoracje. Na przykład drzwi do garażu mogą być wspaniałą i straszną pułapką dla tych, którzy zdecydują się okazać epicką odwagę:

Halloween party

Nie wiem, czy macie psa, mieliście psa, czy będziecie mieli psa, ale możecie się tak postarać, jak właściciel tego, hm, kim jest ten przystojniak?

Halloween dogs

No i na koniec coś pysznego i łatwego do zrobienia. Ci, którzy choć raz w życiu zrobili babeczki będą wiedzieć o co chodzi:

Halloween cupcakes

Mniam. I przygotujcie mnóstwo różdżek, mioteł, białych prześcieradeł i bawcie się jak byście byli dziećmi.

Po jednym kwiatku

5 września 2017

Moje ulubione hortensje nie czują się dobrze. Jak co roku było za mało deszczu i za gorąco. Niektóre umarły, niektóre miały po jednym malutkim, składającym się z kilku płatków kwiatuszku w nieokreślonym kolorze.

Decoupage hydrangea box

Takich jak te nie spodziewam się u siebie. Moje biedulki muszą rosnąć w prawie piaszczystym gruncie, w klimacie, który im nie odpowiada. Jasne – powiecie – trzeba dbać, podlewać, pielęgnować, nawozić, a nie czekać aż umrą.

Dbam, podlewam, pielęgnuję, nawożę. Nawet głaszczę i przemawiam czule. Nawet dostały pierzynkę z kory. Ale one nie chcą rosnąć, badylki malutkie. I tak od lat.

Decoupage hydrangea box

Szkatułka jest drewniana, na dole bejcowana na teak, polakierowana. Góra pomalowana na biało farbą akrylową. Niech chociaż takie hortensje u mnie kwitną. 

Decoupage hydrangea box