Łychy i łopaty

14 grudnia 2017

Od wczoraj wiem, że lepszy sort dostanie kałachy i prawdpodobnie nie zawaha się ich użyć w imię obrony ojczyzny. To przerażające, ale może jakoś uda się przeżyć te barbarzyńskie czasy.

Ale nie o tym chciałam. Zaczyna się mój Annual Christmas Panic Week. Czyli szczęśliwy czas okropnego stresu, komplsywnego jedzenia, paniki i wk…nia się na wszystkich. Próbuję oderwać myśli (i ciało) od tego co nieuniknione, czyli: robienia listy zakupów, robienia zakupów, obróbki warzyw i biednego mięsa (nie, nie kupuję karpi, a zwłaszcza żywych, bo karpie też ludzie), krojenia, siekania, gotowania, pieczenia, mycia stosów garów, udawania szczęścia z okazji rodzinnych wizyt i tej wszechoganiającej bezradności wynikającej z faktu, że będę musiała robić to do końca życia z coraz większą niechęcia a może i nienawiścią, tylko dlatego, że mój facet tak bardzo lubi tradycyjne święta. 

Kiedyś się wyrwę, kiedyś zdobędę się na odwagę, żeby uciec i nie przejmować się smutną i zawiedzioną miną mojego tradycjonalisty. Od lat wie, jak bardzo nienawidzę tego cyrku, ale nie odpuszcza. Nie ma litości. 

Próbuję oderwać duszę (i ciało) od tego poddaństwa i z tej racji przedstawiam kolekcję łych i łopat. Łychy są po to, żebym mogła się walić po głowie z rozpaczy, a łopaty po to, żebym mogła sobie wykopać dołek na zdechnięcie.

Decoupage Autumn spoon
Decoupage lavender spoon
Decoupage lavender spoon
Decoupage blue rose spoon
Decoupage blue rose spoon

I łopata. Jedna:

Decoupage utensils roses

I jeszcze wałek. Jeszcze lepszy do walenia się po głowie:

Decoupage rolling pin with roses

Boski nektar

12 września 2017

O miód chodzi, bo przecież nie o szampana. Bo i zdrowy i pyszny i zdrowy. Zawsze żal mi tych małych, niesamowicie pracowitych stworzeń, które w pocie malutkich skrzydeł zbierają przez całe lato zapasy na zimę, a jak już uzbierają, to przychodzi człowiek i wszystko im zabiera. Dobrze jeszcze jak zostawi cukier, z którym i tak trudno przeżyć zimę, wykarmić dzieci i jeszcze się ogrzać. No i nigdy, przenigdy nikt im nie zapłaci.

Wyobraźcie to sobie, postawcie się na ich miejscu chociaż przez chwilę, zanim sięgniecie do pachnącego słoja i nabierzecie na łychę tysiąc słodkich kropel i pożrecie je ze świeżym chlebem. Chociaż nie nabierajcie za dużo. Niech mają chociaż wolny jeden dzień w roku. Dajmy im pożyć.

Decoupage utensils for serving honey

A najlepiej dajmy pszczołom wolność. A co.

Niezobowiązująco

9 lipca 2017

Małe, skromne, niezobowiązujące – jakże doceniam takie rzeczy. Może nie tylko ja, bo często jestem proszona o zrobienie jakiegoś drobiazgu. Do kuchni. Na ścianę. Do dzbana z innymi łopatkami. Na okap. Na parapet. 

Proszę bardzo!

P1070298

A może jeszcze coś niebieskiego (pożyczonego/ kradzionego)? Łycha baaardzo długa, ale za to w niebieskie róże. Jak się oprzeć? Do każdego dzbana i na każdy parapet. 

P1070300

Można komuś przyłożyć po pupie, albo chociaż postraszyć. Można podrapać się po plecach (albo psa). Udawać, że to mikrofon. Nałożyć pierogi. Popukać się w głowę. Dyrygować. Klaskać (dłoń + łycha). Nachuchać. Pomachać. Zdjąć pajęczynę. Podarować.

P1070303

Cholera, faktycznie długa. Łycha dalekiego zasięgu. 

Bzdurki przed choinką

16 grudnia 2016

Zanim ogarnie mnie coroczna panika z okazji choinkowych świąt, postanowiłam coś tam jeszcze wykonać cichutko, bez rozgłosu i po kryjomu. Bardzo mało ostatnio się staram, zarzuciłam moje robótki ulubione na rzecz poważnej pracy i to daleko od domu. Będąc w pracy (daleko), ciągle myślę o tym, co będę robić w domu (blisko), a kiedy już jestem blisko i zanim uładzę cały nieład spowodowany przez psa i jego pana podczas mojej nieobecności, to chciałabym tylko leżeć pod kocykiem i się obżerać.

Tym razem trochę się zawzięłam i stworzyłam bzdurki okropne, ale jednak stworzyłam! 

Utensils - flowers, decoupage

Na pewno zauważycie inspiracje angielską porcelaną. Przecież widać od razu, porcelana jak nie wiem… 

Następna porcelana jest zrobiona z łyżki drewnianej. Pewnie tego nie widać na zdjęciu, ale łycha ma dyskretny blask. Cóż, porcelana, nawet drewniana tak ma.

Wooden spoon with roses, decoupage

I jeszcze jedno ujęcie. Nawet trochę blasku widać:

Wooden spoon with roses, decoupage

Teraz mogę już czekać na choinkę. Niech już będzie. Jak co roku obiecuję sobie, że nie będę się przejmować. Jak co roku najchętniej odwołałabym całą imprezę. Jak co roku impreza i tak się odbędzie.

Walec piwoniasty

10 maja 2016

Ojej, cały kwiecień przeminął, a ja sie nie zorientowałam! Niedługo połowa maja, a ja nie wiem, co się stało z poprzednim miesiącem! Gdybym miała iść dalej tym tropem, to co się stało z ostatnim dziesięcioleciem? Nie wiem, czy temat dzisiejszego wpisu może mieć coś wspólnego z niezauważalnym, choć błyskawicznym upływem czasu? Ja odnajduję analogie, ale nie mogę was zanudzać, za to obiecuję, że będzie dużo zdjęć. I w dodatku będą długie.

Walec do ciasta. Kiedyś nieodzowny w kuchniach całego świata robiony był z różnych materiałów: najczęściej z drewna, ale też z porcelany, marmuru lub… butelki. Niezależnie od tego z czego jest wykonany, zawsze ma formę walca, często z dwoma rączkami, obracającymi się swobodnie w wydrążonych otworkach.

Rolling pin with roses

Ten mój jest trochę postarzony na krawędziach i trochę w innych miejscach. Tak wygląda z bliska jedna z ćwiartek:

Decoupage rolling pin with pivonias

Druga strona walca (wiem, że to WAŁEK, ale walec brzmi bardziej poważnie), trochę krzywo sfotografowana…

Decoupage rolling pin with pivonias

i kolejna ćwiartka, nie wiedzieć czemu taka wielka:  

Decoupage rolling pin with pivonias

Został tylko widok WALCA od strony rączki/uchwytu, bo choć można wałkować bez rączek, to się tak człowiek nie ubrudzi. A co dopiero kobieta.

Decoupage rolling pin with pivonias

I tego się trzymajmy.

Łopata, widły i coś

2 marca 2016

Nie mogę przestać robić tych widelców i łopat, bo ciągle ktoś mi mówi, że chce takie do kuchni. Więc robię, bo lubię. I dla ludzkości też, a co się będę ograniczać.

Utensils - roses decoupage

Zwykle wzory są skierowane w jedną stronę, tak aby można było je postawić w jakimś stylowym garze, albo innym pojemniku. Po raz pierwszy drugą stronę można powiesić, a wzorek będzie w odpowiednim położeniu:

Utensils - delicate roses

Czy to nie genialny pomysł? Musi być genialny, skoro upłynęło wiele czasu, zanim na to wpadłam. Może kiedyś zrobię takie dla siebie?

Utensils - delicate roses

Poziomeczki zimową porą

6 stycznia 2016

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Nie robię żadnych obietnic czy innych przyrzeczeń i zakazów na ten rok. Wiem dokładnie czego chcę i zamierzam w tym roku zbliżyć się do celu najbliżej jak można. Choć ponoć kiedy bóg chce nas ukarać, to nam spełnia życzenia…

A na razie śnieeeeeg, myślałam że już nigdy! Najbardziej pies się cieszy, może się tarzać i paść się na śniegu i konsumować śnieg ile wlezie do paszczy.

Ja postanowiłam skończyć z lawendą, przynajmniej na razie. Według nowej linii ideologicznej (odejście od lawendy) zrobiłam coś owocowego – poziomkowe, stare, dobre utensylia. No może nie stare.

Jedna strona:

Utensils - wild strawberry

I druga strona:

Utensils - wild strawberry

Utensylia, czyli znów coś do kuchni (lawendowe)

27 października 2015

Lubię robić te niewielkie rzeczy, tak przydatne na co dzień. Ozdobione służą tylko do ozdoby, ale trudno – lubimy mieć również bezużyteczne przedmioty. A takie patyki nie zajmują dużo miejsca, można je powiesić, położyć, ustawić w glinianym lub nie-glinianym dzbanie…

Utensils - Provence lavender

To są dalekie echa mojej wrześniowej wyprawy do Prowansji. Prawdopodobnie te trzy drewienka pojadą do niewielkiego miasteczka Belgentier i zostaną podarowane mojej wspaniałej gospodyni i przewodniczce Francoise.

I jeszcze to:

Utensils - lavender

We wrześniu byłam w Prowansji i ogłupienie lawendowe już chyba na stałe zagościło w mojej głowie. Problem polega na tym, że ciągle przypominam sobie wąskie uliczki prowansalskich miasteczek, drzewa figowe stojące przy drogach, malutkie restauracyjki i sklepiki z lokalnymi produktami, lody lawendowe ( to niestety łee, ale dobrze mieć wybór) i wrześniowe słońce… chciałoby się tam jechać natychmiast, ale zostają tylko obrazki.

Utensylia

19 luty 2015

Czas tak szybko mija, że właściwie nic nie robię, bo nie mam czasu. Z tym czasem to jakiś spisek chyba jest, wmawiają nam, że doba ma 24 godziny, a ja mam wrażenie, że najwyżej 13. Ponoć kiedy będę już bardzo stara, czyli trochę jeszcze starsza, to czas będzie płynął wolniej. Poczekam, zobaczę.

Póki co zdołałam coś tam wykonać w ramach hobby ulubionego, ale jakoś bez satysfakcji. Przynajmniej gdyby trzeba było wyrzucić, to nie będzie strasznie szkoda. Każde z utensyliów kosztowało ok. 1 zł, co dla mojej skąpej duszy jest jak miodzio do herbatki.

Lavender utensils

Pomalowane białą farbą łopatki, ozdobione wielką ilością lawendy. Z drugiej strony wyglądają tak:

Lavender utensils

Więcej lawendy, a co… Jest zima, więc jest zimno i wtedy chce się do takich pól lawendowych. I do truskawek. I do wakacji.

Solniczki i coś na jaja

14 listopada 2014

Lubię małe przedmioty, są takie… małe. Łatwo nimi manipulować, nie trzeba faceta, żeby je obrócić (tak jak angielski stół, który „remontuję” od dwóch lat i nie jestem nawet w połowie drogi), i tak szybko można skończyć pracę przy nich. Pierwsze trzy sztuki zrobiłam rok temu i wyglądały tak:

salt and eggs

Wydawał mi się ładniutki, więc niedawno zrobiłam podobny:

Salt and eggs

Dodałam jeszcze jajeczko:

Egg

I jest komplecik. Z jajeczkiem.

Salt and egg

I niedzielne śniadanko wygląda kolorowo. Szkoda, że zwykle jemy jajecznicę.