Boski nektar

12 września 2017

O miód chodzi, bo przecież nie o szampana. Bo i zdrowy i pyszny i zdrowy. Zawsze żal mi tych małych, niesamowicie pracowitych stworzeń, które w pocie malutkich skrzydeł zbierają przez całe lato zapasy na zimę, a jak już uzbierają, to przychodzi człowiek i wszystko im zabiera. Dobrze jeszcze jak zostawi cukier, z którym i tak trudno przeżyć zimę, wykarmić dzieci i jeszcze się ogrzać. No i nigdy, przenigdy nikt im nie zapłaci.

Wyobraźcie to sobie, postawcie się na ich miejscu chociaż przez chwilę, zanim sięgniecie do pachnącego słoja i nabierzecie na łychę tysiąc słodkich kropel i pożrecie je ze świeżym chlebem. Chociaż nie nabierajcie za dużo. Niech mają chociaż wolny jeden dzień w roku. Dajmy im pożyć.

Utensils for serwing honey / decoupage

A najlepiej dajmy pszczołom wolność. A co.

Po jednym kwiatku

5 września 2017

Moje ulubione hortensje nie czują się dobrze. Jak co roku było za mało deszczu i za gorąco. Niektóre umarły, niektóre miały po jednym malutkim, składającym się z kilku płatków kwiatuszku w nieokreślonym kolorze.

Hydrangea box / decoupage

Takich jak te nie spodziewam się u siebie. Moje biedulki muszą rosnąć w prawie piaszczystym gruncie, w klimacie, który im nie odpowiada. Jasne – powiecie – trzeba dbać, podlewać, pielęgnować, nawozić, a nie czekać aż umrą.

Dbam, podlewam, pielęgnuję, nawożę. Nawet głaszczę i przemawiam czule. Nawet dostały pierzynkę z kory. Ale one nie chcą rosnąć, badylki malutkie. I tak od lat.

Hydrangea box / decoupage

Szkatułka jest drewniana, na dole bejcowana na teak, polakierowana. Góra pomalowana na biało farbą akrylową. Niech chociaż takie hortensje u mnie kwitną. 

Hydrangea box / decoupage

Domek na klucze

18 sierpnia 2017

A właściwie to wiata. Malowanie daszku zajęło mi mnóstwo czasu, choć nie jest to strasznie trudne generalnie, a dla mnie jest. Moje okulary przestały spełniać swoje funkcje, a może to oczy przestały, kto to wie. Ale starość ma swoją cenę, jak choćby malowanie odrobinkę krzywych paseczków. Ma też swoje przyjemności, starość znaczy, choć dziś bardzo trudno mi je dostrzec. 

Po pierwsze znowu jest &*%$# gorąco, co mnie zabija, ale o tym wiedzą wszyscy, łącznie z panią w piekarni, facetem z telemarketingu, który nieopatrznie zadzwonił i moim psem, który też nie wystawia ogona z domu, chyba że wcześnie rano.

Po drugie, moje dzieci wracają dziś z pogranicza afrykańskiego (kto jeździ tam latem?!!), wracają samolotem, a mój stosunek do samolotów jest przesycony paniką, ale wszystko będzie dobrze.

Po trzecie pesymizm mnie dopadł, choć to rzadkość, ale tym trudniej się przystosować. Pesymizm jest na tle upału, samolotów, robienia obiadów (łłłłłłłłeeeee), faktu, że nie ma już na Allegro sofy, którą zamierzałam kupić i teraz nie wiem co dalej oraz bezsensu ozdabiania drewienek.

Dobra, wyżaliłam się, ale mi nie lepiej, a gorzej, bo nazywając rzeczy po imieniu, dostrzegłam wreszcie rozmiar klęski. Ale skoro już zrobiłam, to pokażę:

Key board with little bird / decoupage

Zdjęć to ja robić nie umiem, co nie rokuje dobrze na przyszłość.

Gdzie są motyle?

14 sierpnia 2017

Nie, nie te prawdziwe. Te prawdziwe są w ogrodzie, choć ich mniej bo to pewnie pora roku taka. Zresztą co ja mogę wiedzieć? Upały mnie prawie zabiły, a mój mózg załatwiły nie prawie, tylko kompletnie. Trochę wracam do normy, czekając w kreciej norze aż lato się skończy i będzie wrzesień, piękny, słodki, pachnący ziołami i zapowiedzią mroźnych poranków. 

No tak, motyle. Są tutaj:

Butla jest ciężka, wielka i okropnie się z nią napracowałam, bo jest wielka i ciężka. Koronka miała dodać jej lekkości, ale chyba jej się nie udało. Za to motyle, za to motyle… są jak cienie motyli, jak widma minionego lata.

Irysy nie zwiędną, motyle nie odlecą. Będą tkwić na butelkowym szkle, udając te prawdziwe, które wkrótce znikną na zimę. 

Idę robić konfitury.

Niezobowiązująco

9 lipca 2017

Małe, skromne, niezobowiązujące – jakże doceniam takie rzeczy. Może nie tylko ja, bo często jestem proszona o zrobienie jakiegoś drobiazgu. Do kuchni. Na ścianę. Do dzbana z innymi łopatkami. Na okap. Na parapet. 

Proszę bardzo!

A może jeszcze coś niebieskiego (pożyczonego/ kradzionego)? Łycha baaardzo długa, ale za to w niebieskie róże. Jak się oprzeć? Do każdego dzbana i na każdy parapet. 

Można komuś przyłożyć po pupie, albo chociaż postraszyć. Można podrapać się po plecach (albo psa). Udawać, że to mikrofon. Nałożyć pierogi. Popukać się w głowę. Dyrygować. Klaskać (dłoń + łycha). Nachuchać. Pomachać. Zdjąć pajęczynę. Podarować.

Cholera, faktycznie długa. Łycha dalekiego zasięgu. 

Letnia starość

4 lipca 2017

Opanowała mnie starość, ale tak zawsze dzieje się latem. Letnia starość objawia się tym, że nic się nie chce robić, więc robi się tylko takie rzeczy, które się musi – wychodzenie z psem na spacer, gotowanie, ale nie codziennie, sprzątanie, ale tylko kiedy pajęczyny zwisają z nosa i pranie, ale tylko wtedy, kiedy nie ma już skarpetek na zmianę. Poza tym czyta się książki, ogląda się zaległe seriale, je się za dużo chleba z masłem orzechowym i snuje się po domu w niewiadomym celu.

Z tego snucia wyszły mi obrączki na serwetki w liczbie sześciu. Takie letnie, jak upalna, nonszalancka cisza w cieniu sosny…  Czy jakoś tak. 

Można zajrzeć do środka…

Kupiłam rogaliki z jagodami.

Niegdysiejsze bluszcze

26 luty 2017

Oj, kiedy to było. Pewnie w 2013 i pewnie jesienią. Popełniałam moje pierwsze „poważne” prace, popełniając dziesiątki blędów, niszcząc tuziny różnych przedmiotów i kilogramy serwetek, papierów wszelakich, lakierów i klejów. Każdy od tego zaczyna, od błędów znaczy, ale z czasem dochodzi do biegłości, albo zmienia zawód…

Ze wszystkich moich błędów te są najładniejsze:

Ivy tray
Ivy tray

Piękne bluszcze. Takie… niezaciapane. Nie to, co teraz.

Wiktoria na jarmarku

21 luty 2017

Pudło przyjechało z Prowansji, kupione na jarmarku za 1 euro. Przyjechało i leżało przez dwa lata, a ja starałam się omijać je wzrokiem. Było niebieskie, w jakieś niemowlęce wzory i nie miałam pojęcia co z nim zrobić. Więc najpierw pomalowałam je na biało, mając nadzieję, że kiedy stanie się neutralne, to coś mi wreszcie przyjdzie do głowy. 

Przyszły mi czarne paski i różowe paski. Kiedy już zaczęłam paprać i nie mogłam już tego odwrócić, uznałam, że wszystko stracone i poszłam na całość: róże i więcej róż, a wszystko w wiktoriańskim, słodkim stylu, w sam raz dla panien z dobrego domu.

Victorian roses box

Nadmiar światła obnaża starość i złe traktowanie pudła. Najlepiej wygląda w półmroku, albo schowane w ciemnym kącie. Ale kiedy zdejmiemy pokrywę i zajrzymy do środka:

Victorian roses box

Ojej, co za niespodzianka! Jeszcze więcej róż! 

Możemy jeszcze zajrzeć pod pokrywę:

Victorian roses box

No dobra, wystarczy, bo prawie czuję mdły zapach suszonych kwiatów, zwietrzały i pełen kurzu. Zamykam wieko. 

Victorian roses box

Wierzch jest podmalowany odrobiną niebieskiej, żółtej i różowej farby, która popękała oczywiście ze starości. Fakt, użyłam dość starego medium i powierzchnia jest szorstka i nierówna. Tak musi być, jarmarki nie są najlepszym miejscem do eksponowania tekturowych pudeł.

Victorian roses box

No i jeszcze boczek różany, popękany i miejscami różowy. Udało mi się sprawić, że pudło wygląda na swoje czasy, cokolwiek to znaczy.

Znów bez polotu

3 stycznia 2017

Doszłam do wniosku, że wielką artystką jestem, bo wielcy artyści tworzą tylko wtedy, kiedy mają wenę, polot i w ogóle aurę twórczą. Ja, czekając na wielką, wstrząsającą wenę tworzę takie bzdurki, że aż pralka mi się zepuła. Ale lepsze to, niż nic:

Hangers for better days

Wieszaczki jak znalazł na ciuchy-większego-rozmiaru, bo po całym tym obżarstwie trochę więcej mnie jest. 

Hangers for better days

Ale wena przyjdzie. Obiecała

Bzdurki przed choinką

16 grudnia 2016

Zanim ogarnie mnie coroczna panika z okazji choinkowych świąt, postanowiłam coś tam jeszcze wykonać cichutko, bez rozgłosu i po kryjomu. Bardzo mało ostatnio się staram, zarzuciłam moje robótki ulubione na rzecz poważnej pracy i to daleko od domu. Będąc w pracy (daleko), ciągle myślę o tym, co będę robić w domu (blisko), a kiedy już jestem blisko i zanim uładzę cały nieład spowodowany przez Pana Psa i jego Pana podczas mojej nieobecności, to chciałabym tylko leżeć pod kocykiem i się obżerać.

Tym razem trochę się zawzięłam i stworzyłam bzdurki okropne, ale jednak stworzyłam! 

Utensils witg wild flowers

Na pewno zauważycie inspiracje angielską porcelaną. Przecież widać od razu, porcelana jak nie wiem… 

Następna porcelana jest zrobiona z łyżki drewnianej. Pewnie tego nie widać na zdjęciu, ale łycha ma dyskretny blask. Cóż, porcelana, nawet drewniana tak ma.

Wooden spoon with roses

I jeszcze jedno ujęcie. Nawet trochę blasku widać:

Wooden spoon with roses

Teraz mogę już czekać na choinkę. Niech już będzie. Jak co roku obiecuję sobie, że nie będę się przejmować. Jak co roku najchętniej odwołałabym całą imprezę. Jak co roku impreza i tak się odbędzie.