Angielski pacjent część 5, niestety nie ostatnia

1 grudnia 2015

Trzeci, przedostatni bok, długi i nudny. W zamyślle miał wyglądać inaczej… Właściwie miał wyglądać właśnie tak, tylko miał być śliczny, a wyszedł… sami zobaczcie (klęski też trzeba dokumentować, prawda?):

Połowa rombów już zrobiona. Chciałam, żeby ta część wyglądała na lekko pozdzieraną i nadgryzioną zębem czasu. Pewnie nie widać, że ciemne części są w kolorze złota? Pewnie nie.

Okazało się, że z obrazkami wcale nie wygląda lepiej, choć nabrał kolorków. Same filiżanki i dzbanki są milutkie, ale róże już mogłam sobie darować. Cóż, za późno. Poniżej fragmencik z bliska:

Dobra, został jeszcze mały bok i blat. Może kiedyś, bo jak na razie żaden pomysł nie przychodzi mi do głowy.

Angielski pacjent część 4

22 listopada 2015

Drugi boczek zniszczonego, angielskiego stołu wreszcie skończony! Nie zrobiłam zdjęcia „przed”, ale coś tam można zobaczyć we wpisie z 18 maja (nie wiem jak to się robi, że jest napisane „tutaj” i się klika i wskakuje się na właściwą stronę). W każdym razie teraz wygląda tak:

To oczywiście ten węższy boczek. Wygląda słodko, aż za słodko. Są kwiatuszki, gałązki i ptaszek. Mebelkowe śliczności. Poniżej dolny obrazek. Nie przeoczcie ptaszka, bo jest cudny:

I jeszcze szufladka, która jest na górze:

No może nie jest to takie nieładne jak mi się zdawało… 

Mój kochany Halloween

30 października 2015

Jak co roku cieszę się przeogromnie, że znowu jest moje ulubione święto. Jak co roku nie mam z tego takiej radochy jak kiedyś, kiedy moja córka była mała, mieszkałyśmy w wielkim mieście w Kanadzie i chodzenie z nią od domu do domu nigdy mi się nie znudziło. Jak co roku nie kupuję cukierków, bo i tak nikt nie przyjdzie, bo raz, że tu jest odludzie a dwa, że nie widziałam w okolicy żadnych dzieciaków.

Jak co roku wybieram proste sposoby na ozdobienie domu na ten czas radości, magii, czarownic na miotłach, czarnych kotów i pięknych dyniowych latarni.

Nie wiem, czy lokalnie można kupić szkielet, albo chociaż te części, które widać na zdjęciu, ale jeśli tak, to zrobić resztę, to „piece of cake”. Oby tylko sąsiedzi nie protestowali. Nie każdy lubi plastikowe kości.

Sylwetki czarownic i kotów w oświetlonych oknach. W necie można znaleźć szablony z takimi sylwetkami, gotowe do druku.

Płótno z naklejonymi oczkami i buźkami duchów, zawieszone np. na balonach, miotły ozdobione kolorowymi wstążkami, pajęczyny i lampiony. W nocy wygląda to odlotowo. Happy Halloween!

Utensylia, czyli znów coś do kuchni (lawendowe)

27 października 2015

Lubię robić te niewielkie rzeczy, tak przydatne na co dzień. Ozdobione służą tylko do ozdoby, ale trudno – lubimy mieć również bezużyteczne przedmioty. A takie patyki nie zajmują dużo miejsca, można je powiesić, położyć, ustawić w glinianym lub nie-glinianym dzbanie…

Wooden utensils with lavender pictures

To są dalekie echa mojej wrześniowej wyprawy do Prowansji. Prawdopodobnie te trzy drewienka pojadą do niewielkiego miasteczka Belgentier i zostaną podarowane mojej wspaniałej gospodyni i przewodniczce Francoise.

I jeszcze to:

Utensils with lavender pictures

We wrześniu byłam w Prowansji i ogłupienie lawendowe już chyba na stałe zagościło w mojej głowie. Problem polega na tym, że ciągle przypominam sobie wąskie uliczki prowansalskich miasteczek, drzewa figowe stojące przy drogach, malutkie restauracyjki i sklepiki z lokalnymi produktami, lody lawendowe ( to niestety łee, ale dobrze mieć wybór) i wrześniowe słońce… chciałoby się tam jechać natychmiast, ale zostają tylko obrazki.

Buteleczki na jesienne naleweczki

30 września 2015

Ale tytuł obrzydliwy. Uwielbiam takie rymowanki… dobra, ostatni raz. Ale nie o rymach miało być, tylko o butelkach do specjalnych poruczeń, czyli pojemnikach na nalewki, robionych powszechnie jesienną porą. Jasne, można wziąć zwykłą półlitrową po wódzie, może będzie łatwiej ocenić kolor trunku i przejrzystość, ale może fajniej pić z czegoś kolorowego?

Bottles for domestic wine

I jeszcze coś na wino domorosłe, które wprawdzie nie będzie smakować jak Chateau Petrus 2012 (niestety), ale jaki szum i szczęśliwość wywołuje w głowie!

Bottle for domestic wine

Najbardziej lubię naleweczkę pigwową…  Mniam

Mały, sarkastyczny proteścik

20 sierpnia 2015

Mój facet w domu jest jak pijane dziecko we mgle. Umie: obrać ziemniaki, usmażyć jajo sadzone, ale jajecznicy nie za bardzo, umyć zlew, podgrzać sobie mleko i zupę w mikrofalówce, ale muszę mu powiedzieć na jaki czas wstawić. Umie też zaparzyć kawę w maszynie do kawy, ale tylko dlatego, że ja uparcie twierdzę, że nie potrafię i nigdy, przenigdy się nie nauczę.

Cała reszta należy do mnie. Zwłaszcza pranie, bo to bardzo skomplikowana sprawa: trzeba posortować ciuchy, wrzucić w pralczaną czeluść, dodać detergent na górze albo na dole, zamknąć, ustawić odpowiedni program, wcisnąć przycisk „power”, a po wszystkim powiesić w celu wysuszenia. Myśleliście kiedyś jaka to gargantuiczna praca? Zwykłe pranie, a tyle czynności, tyle czasu, tyle zmarnowanego dnia…

Ale cóż, nie ma wyjścia. Zróbmy to pieprzone pranie.

Taka sobie sztuka prymitywna. Ale jakie przesłanie! Jaka idea! Od razu mi lepiej.

Takie tam bzdurki

19 sierpnia 2015

Trochę mi zapał do pracy wrócił. Wprawdzie chłodniej (dziękuję!!!), ale mózg strat z powodu upałów pewnie już się nie zregeneruje. Pewnie stąd się wzięła niechęć do „poważnych” prac, takich jakie powinno się robić, jeśli jest się profesjonalistką.

Bzdurkami są dla mnie na przykład butelki, bo to z odzysku i do tego takie zwyczajne. Poza tym wbrew pozorom wymagają strasznie dużo pracy, serio. Ale w myśl hasła „co by tu dzisiaj spieprzyć”, zrobiłam to:

I z drugiej strony też owocek:

Więcej bzdurek następnym razem.

Obrazeczki

13 sierpnia 2015

Obrazeczki fajnie się robi, naprawdę. W te upały nie jestem za bardzo kreatywna, właściwie to nawet zakupów nie potrafię zrobić jak trzeba, a co dopiero jakaś sztuka, choćby niskiego sortu… Ale są sprawy trudne i mniej trudne, więc od tych drugich zaczęłam żegnanie się z upałowym terrorem.

Little pictures decoupage

W założeniu mają to być podkładki pod napoje chłodzące, typu piwo, ale jeśli ktoś nie lubi, to mogą być obrazeczki do kibelka za stodołą, prawda?

… i kuferek do nich

31 lipca 2015

12 obrączek ze skrzyneczką/kuferkiem/opakowaniem. Faaajnie wyszło… Samozadowolenie to wprawdzie pierwszy krok do klęski, ale mnie się podoba. Motyw wewnątrz skrzyneczki jest taki sam jak na obrączkach, ale chyba nie ma się wrażenia, że jest go za dużo (motywu). 

Box for lavender napkin rings
Box with lavender napkin rings
Box for lavender napkin rings

Chciałam, żeby wieczko było … bo ja wiem … bajkowe. Słodkie. Ciekawe. Takie coś, co kiedyś sobie wyobrażaliśmy, albo widzieliśmy na obrazku z wyobrażenia Prowansji, albo innych dalekich krain, myśląc sobie, że fajnie byłoby się w takim miejscu zestarzeć.

Lawendowe obrączki i …

29 lipca 2015

Trawnik w moim ogrodzie to pożółkłe badylki wyrastające ze spopielonej ziemi. Hortensje to nieszczęśliwe kupki czerwono-zielonych, skurczonych listków z kilkoma miniaturowymi, suchymi kwiatami. Nagietki więdną jeszcze zanim się rozwiną, a jagody borówki amerykańskiej są wielkości ziaren pieprzu. Aksamitki mają wysokość 2 centymetrów, natomiast nemezje olały wszystko – nawet nie wyrosły. I tak od kilku lat jest co roku. Susza zabija wszystko.

I tylko lawenda, jak co roku ma się dobrze – urosła, zakwitła, wykarmiła chyba z 70 trzmieli i zbliża się do pory żniw. Kochana lawenda i śliczna. I ucieszyłam się, kiedy dostałam zamówienie na obrączki serwetkowe z lawendą. Dwa-naś-cie!!! Dwanaście. I zabrałam się do roboty! 

Każda jest inna, każda ma spękania i mam nadzieję, że każda będzie się się podobać.

Jak żołnierzyki w szyku bojowym, prawda 🙂

c.d.n.