Trochę Halloween, troszeczkę

28 października 2016

Wiecie, jak bardzo uwielbiam Halloween. Co roku mam dynie na ganku i nastrój halloweenowy, a w tym roku… nic. Tak jakbym w sen zimowy już zapadała, jak nie przymierzając jeż jakiś, albo dżdżownica. Tak, dżdżownica to dobre porównanie, pasuje jak ulał, choć dżdżownica pracowite stworzenie jest, a mnie się nie chce nic.

Więc chociaż pomysły na babeczki wam przesyłam, jak co roku,  żeby nie było, że nie świętuję wcale.

Cupcake for Halloween

Ta poniżej jest bajecznie prosta do zrobienia, nawet ja potrafię:

Cupcake for Halloween

Na pewno się nie domyślacie, bo i jak, że buźka jest zrobiona z marshmallow!

Przy tej ostatniej trzeba trochę pokombinować, ale jest tyle możliwości, że dacie radę. Ja nie dam.

Halloween cupcake

Może w przyszłym roku. Jak dożyję… Taki żarcik. Ha, ha.

In blue, czyli kwiatuszki i kropeczki

7 czerwca 2016

Zwykle moja procesy myślowe trwają i trwają, zanim coś wymyślę. Z jednej strony to zanikająca kreatywność, a z drugiej niemożność dokonania wyboru wśród dziesiątek barw, wzorków, motywów i klimatów. Tym razem było łatwo, jakoś tak … bez wysiłku umysłowego.

Blue tray with white dots

Potem było ciężko, ale dałam radę. I nawet nie trwało to zbyt długo. Nie piłam, nie jadłam, póki nie skończyłam. 

Decoupage blue tray with white dots

A jak skończyłam, to trochę mi się ta taca przestała podobać, bo niebieska farbka gdzieniegdzie jest blada, a tu i ówdzie słoje drewna są lekko brązowe. No i w rożkach jakoś tak ciemniej.

Blue tray – detail

Ale wzorek jest ładny. Taki niebieski.

Gipsowe i pomarszczone

17 maja 2016

Tak, tak, sama je robię. Sypię gips do wody, mieszam, wlewam do foremki, wbijam słomkę, żeby był otworek na wstążkę albo sznureczek. Czekam. Czekam. Czekam. 

A kiedy już wyschnie, wtedy długo staram się wybić obrzydlistwo z foremki, podważam, potrząsam, tłukę deską albo pięścią, wkurzam się, używam śrubokręta i / albo szczypiec, klnę, stukam… Wreszcie któraś metoda przynosi pożądany skutek. Szare serduszko wyłazi z foremki lekko pokruszone, czasem z bruzdami, które potem łatam. Nie są idealne, o nie. 

Plaster’s heart

Ale jak już pokryje się je białą, śliczną farbą, ozdobi, zawiąże wstążeczkę, to można je już powiesić tam, gdzie się chce. Na ścianie obok swojego pokoju. 

Plaster’s heart

W kuchni nad piecem, nad drzwiami do kurnika, albo przy furtce. Och, na pewno znajdzie się jakieś miejsce, gdzie jeszcze nic nie wisi.

Heart

Walec piwoniasty

10 maja 2016

Ojej, cały kwiecień przeminął, a ja sie nie zorientowałam! Niedługo połowa maja, a ja nie wiem, co się stało z poprzednim miesiącem! Gdybym miała iść dalej tym tropem, to co się stało z ostatnim dziesięcioleciem? Nie wiem, czy temat dzisiejszego wpisu może mieć coś wspólnego z niezauważalnym, choć błyskawicznym upływem czasu? Ja odnajduję analogie, ale nie mogę was zanudzać, za to obiecuję, że będzie dużo zdjęć. I w dodatku będą długie.

Walec do ciasta. Kiedyś nieodzowny w kuchniach całego świata robiony był z różnych materiałów: najczęściej z drewna, ale też z porcelany, marmuru lub… butelki. Niezależnie od tego z czego jest wykonany, zawsze ma formę walca, często z dwoma rączkami, obracającymi się swobodnie w wydrążonych otworkach.

Rolling pin with roses

Ten mój jest trochę postarzony na krawędziach i trochę w innych miejscach. Tak wygląda z bliska jedna z ćwiartek:

Rolling pin with peonias

Druga strona walca (wiem, że to WAŁEK, ale walec brzmi bardziej poważnie), trochę krzywo sfotografowana… (nie wiem czemu taka wielka wyszła)

Rolling pin with peonias

Widok walce od strony uchwytu / rączki, choć można wałkować bez rączek, ale z rączkami się człowiek mniej ubrudzi. A co dopiero kobieta.

Rolling pin with peonias

No i walec w całej swej okazałej długości.

Rolling pin with peonias

I tego się trzymajmy.

Świecznik w anemony

29 marca 2016

Nic mi się nie chce, nawet wymyślanie jakiegoś fajniejszego tytułu okazało się niewykonalne. Pewnie dlatego, że jestem obżarta permanentnie i śpiąca. Wszystko dlatego, że dzień się jakiś długi zrobił, a ja nie lubię. Poza tym nie ma deszczu, a to zawsze pogarsza mi humor. 

Zrobiłam świecznik w anemony, nietypowy dla mnie, bo ja lubię rustykalnie, a on taki „nowoczesny”.

Anemone’s candlestick

I grubiutki, jak ja. Tylko że ja schudnę. A on nie. Aha, jaja w tym roku sobie darowałam.

Łopata, widły i coś

2 marca 2016

Nie mogę przestać robić tych widelców i łopat, bo ciągle ktoś mi mówi, że chce takie do kuchni. Więc robię, bo lubię. I dla ludzkości też, a co się będę ograniczać.

Utensils with roses

Zwykle wzory są skierowane w jedną stronę, tak aby można było je postawić w jakimś stylowym garze, albo innym pojemniku. Po raz pierwszy drugą stronę można powiesić, a wzorek będzie w odpowiednim położeniu:

Wooden utensils with roses

Czy to nie genialny pomysł? Musi być genialny, skoro upłynęło wiele czasu, zanim na to wpadłam. Może kiedyś zrobię takie dla siebie?

Wooden utensils with roses

Kurki. I kogutki

24 luty 2016

Kurki są symbolem kurnika, czyli babińca, czyli domu, jeśli ktoś chciałby więcej moich skojarzeń. Bardzo głębokie przemyślenie, zważywszy na to, że jestem kurą domową jeszcze przez jakiś czas. W każdym razie kury są fajne.

Koguty nie są symbolem domu, nawet nie są potrzebne, żeby było jajko. Są za to symbolem głupiej waleczności i nadmiaru testosteronu. I Francji i Walonii. Ale i zwiastują nowy dzień, przeganiając swoim pianiem złe duchy i upiory. Koguty są fajne.

Coq et les poulets

To dla mojej przyjaciółki z Francji. Ma kuchnię właśnie w stylu tej deseczki. I mówiła, że lubi takie obrazki. Wyślę, najwyżej powiesi w pralni. 

Le coq et les poulets

Pamiętnik Q

26 stycznia 2016

Pamiętacie mnie jeszcze? To ja, Quattro „Ivan” Kluseczka. Kluseczka, bo ponoć jestem… dobrze wyglądam. A wyglądam teraz tak:

Wróciłem właśnie z porannego spaceru. Jestem bardzo rozczarowany, bo białego, zimnego już prawie nie ma. I w czym będę teraz leżał? Co będę chrupał? Jak poradzę sobie z globalnym ociepleniem?

Widziałem dziś bardzo rano sześć Białych Tyłków. Ewa zabroniła mi szczekać, żeby ich nie spłoszyć, bo właśnie jadły śniadanko. Ale jak tu nie szczekać, skoro było ich aż sześć? Jeszcze tylu naraz nie widzieliśmy. Pan mówi, że może to już wiosna blisko? Hm…

Deers in the morning – view from my window

Poszły, trudno. Przecież wrócą, bo gdzie będą jeść śniadanka? A, i dostałem niedawno prezent i bardzo lubię się nim bawić:

Quattro the dog with his new toy

I nikomu nie oddam.

Poziomeczki zimową porą

6 stycznia 2016

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Nie robię żadnych obietnic czy innych przyrzeczeń i zakazów na ten rok. Wiem dokładnie czego chcę i zamierzam w tym roku zbliżyć się do celu najbliżej jak można. Choć ponoć kiedy bóg chce nas ukarać, to nam spełnia życzenia…

A na razie śnieeeeeg, myślałam że już nigdy! Najbardziej pies się cieszy, może się tarzać i paść się na śniegu i konsumować śnieg ile wlezie do paszczy.

Ja postanowiłam skończyć z lawendą, przynajmniej na razie. Według nowej linii ideologicznej (odejście od lawendy) zrobiłam coś owocowego – poziomkowe, stare, dobre utensylia. No może nie stare.

Jedna strona:

Wild strawberry utensils

I druga strona:

Utensils – wild strawberries

Zegar prosto z Prowansji

20 grudnia 2015

No i nie mogę zapomnieć o jesiennej Prowansji. Siedzi mi w głowie i nie chce wyleźć. I tak mi się kołacze ta lawenda i kamienne domy i dęby przy drogach, zapach ziół i szare skały. Kiedy więc znalazłam stare pudełko na wino (albo inne trunki), takie w powyłamywanymi nogami (w przenośni), to… więc kiedy zobaczyłam to pudło, to od razu wiedziałam co z nim zrobię:

L’horloge de Provence

Kolory na zdjęciu są prztłumione, zapewne przez brak światła. 

L'horloge Provencial clock
L'horloge Provencial clock

Krzywe zdjęcie nie pokazuje niestety nieba, które namalowałam kunsztownie i własnoręcznie w dodatku…  Ale mam znów mój kawałek raju, choćby był wymyślony