An(drony) w Krainie Deszczowców

27 września 2018

Znów jest bardzo zielono w Krainie Deszczowców, ale skoro pada cztery razy dziennie… Krowy znowu zniknęły z łąk, ponieważ poszły spełniać swoją kolejną powinność – dać się zapłodnić. Nie wiem, czy prokreacja jest dla nich fajna, więc nie wiem, czy im współczuć, czy nie. Póki co korzystamy z ich nieobecności na nadrzecznych pastwiskach i łazimy z Panem Psem nie przejmując się mżawką. 

Nasz najbliższy Pan Sąsiad H. zjechał do swojego domu letniego wraz ze znajomymi. Poza piciem piwa i podziwianiem naszej odnowionej chaty, ich wizyta zaowocowała filmikiem z drona (u mnie filmiku nie ma, gdzieś zaginął w cyberprzestrzeni, zostało tylko zdjęcie):

View from the air of our Rainland

Na samej górze widać wał przeciwpowodziowy i kawałek nadrzecznych łąk. Wał wydaje się płaski z góry, ale uwierzcie mi, nie jest płaski, jest wysoki. Zresztą płacimy za jego utrzymanie 16 euro rocznie, więc musi być wysoki 🙂 Trochę niżej jest droga, która prowadzi do domu Bremeńczyków – ostatniego domu w wioseczce. Tam droga się kończy i zaczynają się pola i pastwiska. Bremeńczycy przyjeżdżają tylko na weekendy i nieczęsto ich widujemy, a poza tym ciągle mają problemy z domem, który kupili w zeszłym roku.

Małe coś poniżej drogi to cysterna na wodę dla zwierząt, a te dwa czerwone dachy to dom i warsztat naszych sąsiadów, którzy mieszkają tu na stałe i są przemili i niezwykle uczynni. Mają śliczną beagle-elkę Mabel, która bardzo chciałaby się bawić z Panem Psem, ale on jest za głupi, żeby to pojąć.

Nizej jest wiele drzew i dom z jasnym dachem. To ogród i dom naszych najbliższych sąsiadów. Wypiliśmy razem wiele piwa i innych trunków, więc możemy spokojnie stwierdzić, że są w porządku. Przyjeżdżają co kilka miesięcy, na codzień mieszkając 500 kilometrów na południe.

A ten mały domek ze strzechą i scianą z bluszczem to nasza chata. W ogrodzie widać domek dla kosiarki i granatową plamkę stawu z rybkami, a po drugiej stronie domeczek z sauną, parasol pod którym zapewne siedzimy i wiatę na samochód z dachem z blachy, dalej wąską drogę i pola kukurydzy.

Na dole widać dróżkę prowadzącą do domu sąsiada, który ma ponad 90 lat i rzadko opuszcza dom. Ale nas już odwiedził dwa razy i bardzo smakowało mu ciasto. Przyniósł mi (zamiast bukietu) wielki kwiat słonecznika (sztucznego). Czyż nie jest słodki?

Proszę, jedno zdjęcie z drona, a tyle andronów :-)))

Jedna myśl na temat “An(drony) w Krainie Deszczowców

  1. mmzd
    2018/09/27 17:14:07
    Jak sielsko !!
    e.urlik
    2018/09/27 18:02:50
    A jak tam cicho wieczorami… Tam zgiełk świata nie dociera, nie ma polityki, chamstwa, brudnych interesów. Nie ma też śmieci i nikt nie smrodzi czarnym dymem z kominów. Zwierzęta wyglądaja na zadowolone z życia, a ludzie mówią sobie „dzień dobry”, nawet kiedy widzą się pierwszy raz w życiu.
    A ty proszę daj czasem znać co u ciebie :-))
    babciabezmohera
    2018/10/01 17:05:48
    Fajnie mieszkacie a spokój wręcz widać. Zieleń dodatkowo wycisza…
    e.urlik
    2018/10/02 12:31:53
    Tak, spokój jest tam wręcz namacalny. I czuję się tam bezpiecznie. Niestety, wpadam tam w takie lenistwo, że ręce opadają :-)))
    tessa37
    2018/10/02 12:47:14
    Pieknie, czasem tesknie troche za tymi terenami:) Ale tylko czasem;)
    e.urlik
    2018/10/02 14:36:32
    Tessa, mieszkałaś tam? Powiedz proszę coś więcej, bo chciałabym wiedzieć jak tam naprawdę jest, bo jak na razie, to moje życie tam to są wakacje, a ja przecież muszę tam jakąś pracę znaleźć i zadomowić się naprawdę. I dzięki za odwiedzenie mnie :-)))
    tessa37
    2018/10/02 15:00:10
    Ja mieszkalam w Bremie, uwielbiam to miasto, mam tan nadal przyjaciol i czasem (za rzadko!) je odwiedzam. Znam dobrze okolice i cala ten Plattland;), bo moj ex stamtad pochodzi, duzo zwiedzalismy i czesto odwiedzalismy jego rodzine.
    Dla mnie osobiscie (ale to subiektywne zdanie;) gdyby nie jedno ale, najbardziej pasowaloby mieszkanie w Bremie, dopoki pracuje, a w okolicy na emeryturze. Tym „ale” jest tamtejsza pogoda;) Nie dla mnie:( Mialam ciagle bole glowy i migreny pogodowe. Za malo bylo mi slonecznych dni. No i tu gdzie teraz mieszkam jest duzo lepsza sytuacja na rynku pracy, moge wybierac i przebierac, stawiac warunki i wymagania, bo brakuje ludzi do pracy, tym bardziej, ze pracuje w branzy IT (choc skonczylam zupelnie inne studia). Stuknelo mi juz tu 25 lat na emigracji, z tego 3 lata „w krainie deszczowcow”, a reszta „on the sunny side of life”;)
    Ale sentyment do tamtych regionow pozostal ogromny:) Znasz moze Greetsiel? Bardzo chetnie tam jezdzilam:)
    gregoria1
    2018/10/03 11:21:55
    Pięknie opisane.Trochę zazdroszczę.Mieszkam w mieście przy jednej z głównych ulic.Mówię trochę,gdyż urlop z ochotą w samotności.Cały czas to za dużo.Pozdrawiam
    e.urlik
    2018/10/03 12:34:01
    Tess, Brema jest cudowna, chciałabym pojechać tam na jarmark świąteczny. Od nas to ponad 100 km, bo my mieszkamy przy ujściu Elby, gdzie pogoda jest jeszcze gorsza niż w Bremen :-))) To moja trzecia emigracja, teraz musi się udać, pod warunkiem, że jakąś pracę na przysłowiowym „zmywaku” dostanę. Przyjechałaś znając niemiecki? 25 lat, mnóstwo czasu… To chyba jednak nie jest zły ten kraj zachodni, skoro dalej tam chcesz być. Co do migren, to mam tylko kiedy wielki wiatr wieje, a w Pl raz w tygodniu, bilans na korzyść Krainy Deszczowców. Zdradź gdzie mieszkasz teraz (jeśli możesz). Całuski
    e.urlik
    2018/10/03 12:40:35
    Gregoria, duże to twoje miasto? Mam nadzieję, że nie, bo to męka przy głównej ulicy. A z drugiej strony masz wszystko pod ręką. Co do urlopu, to nie wiem za bardzo co to jest, ale co do samotności to hm… może nie w samotności, ale z kimś, kto nie gada za dużo ;-))) Ściskam
    tessa37
    2018/10/03 13:46:32
    Jedź koniecznie, jest przepiekny:) Brema to dla mnie miłość od pierwszego spojrzenia:) Z Frankfurtem,, do którego się z niej przeprowadziłam byl dużo bardziej skomplikowany zwiazek;) Miałam szczęście, że przez większość czasu mieszkałam tam w najlepszych i najładniejszych dzielnicach:)OK 10 lat temu wprowadziłam się z City, ale mam bardzo dobry dojazd, za nic nie wprowadziłabym sie tam z powrotem;) Męcza mnie duze miasta na dłuższe metę, ale całkiem w pustelni nie moglabym żyć, wybrałam, mimo, że kiedyś mówiłem za Burtą, że mam je w dupie-male miasteczka;)
    Niemiecki trochę znalazłam że szkoły,prawie od razu poszłam po przyjeździe na kurs i na studia (to była dla mnie jedyna opcja legalnego pobytu tutaj wtedy), mój exex byl Niemcem mówiącym bardzo dobrym „Hochdeutsch”, z reszta mój mąż też jest, więc język od dawna nie jest dla mnie problemem, już kilkanaście lat temu zaczynałam w mojej obecnej firmie pracować w dziale marketingu, gdzie m.in.redagowalam specjalistyczne teksty;) Niemiecki jest bardzo łatwy i logiczny, bardzo dużo czytam w tym języku, jeśli oglądam TV, to też głównie po niemiecku, choć tęskniło mi się kiedyś bardzo za polskimi książkami i filmami, teraz dzięki obecnej technice nie ma problemu z dostępem ani do jednego, ani drugiego:)
    tessa37
    2018/10/03 13:52:58
    Bursa;)
    I jeszcze jedno, znam ludzi, którzy mieszkają tu latami i narzekają, widzą tylko złe strony, znam takich, którzy próbują być bardziej niemieccy niż Niemcy, ja odkąd w wieku 5 lat poznałam określenie „kosmopolita” mówiłam, że chce nią być, choć to były czasy komuny;) Ale mi się udało, czerpie co najlepsze z moich korzeni i z pobytu tutaj i jestem bardzo szczesliwa:)
    annazadroza
    2018/10/03 18:26:50
    Z góry wygląda cudnie. Dzięki dronom na różne miejsca można spojrzeć z zupełnie innej perspektywy niż do tej pory.
    e.urlik
    2018/10/04 13:37:32
    Tessa, pięknie ci się wszystko ułożyło, łącznie z „wysokim” niemieckim. W moim otoczeniu (wiejskim) nikt nie mówi w Hochdeutsch, ale pewnie i tak bym się nie zorientowała. Ja też oglądam tv po niemiecku, ale nie sprawia to, że więcej rozumiem, czy więcej się uczę. Po wielu latach myślenia po angielsku nie potrafię przyswoić niemieckiego, choć owszem jest logiczny, ale dla mnie trudny jak urdu. Ale może przyjdzie z czasem. Jestem nastawiona bardzo pozytywnie do każdego kraju, w którym mieszkam, a to już czwarty na tzw. obczyźnie. „Obczyzna” to eufemizm, bo zawsze lepiej się czułam poza tzw. „ojczyzną”; odżywam, kiedy tylko przekraczam granicę Pl. Tess, jeśli masz jakieś rady, albo ciekawostki dot. mojej nowej „obczyzny” (hihihi), to napisz proszę. I przywróć swój blog do życia, żebym mogła cię odwiedzać! Całuski
    e.urlik
    2018/10/04 13:44:59
    Ania, nie tylko z góry :-))) Mam zamiar odgruzować ogród i urządzić trochę po swojemu, ale z uwagi na gąszcz nieprzyjaznych roślin, nie wiem, czy się uda. Co do dronów, to ogólnie jestem przeciw, bo zagrażają prywatności i są wstrętnym narzędziem do śledzenia obywateli, ale w tym przypadku inna perspektywa – bezcenna. Przytulam wirtualnie.
    tessa37
    2018/10/04 16:18:45
    Co do jezyka: zacznij od seriali i czytaj gazety, czasopisma, na filmy i książki przyjdzie pora. Jeśli możesz, zapisz się koniecznie na kurs. Znając dobrze angielski masz łatwiej i że znalezieniem pracy i z językiem, Plattdeutsch, to mieszanka niemieckiego i angielskiego:) W innych dziedzinach, musiałabym wiedzieć konkretnie, jakich informacji potrzebujesz:) A co dronow, mój brat ma firmę i obsługuje je profesjonalnie;)
    e.urlik
    2018/10/09 12:48:09
    Pocieszyłaś mnie troszeczkę z tym językiem, może dam radę choć trochę przyswoić, ale wiesz, w moim wieku… 😉 Co do innych problemów, to na razie wszystkie rozwiązuje Pan i Władca, bo podobnie jak ty spędził w Niemczech wiele lat. Koniecznie miej swój blog, choćby malutki, maciupeńki, żebym mogła cię odwiedzać, a czasem się poskarżyć 😦 Ściskam – Ewa

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s