Poziomeczki zimową porą

6 stycznia 2016

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Nie robię żadnych obietnic czy innych przyrzeczeń i zakazów na ten rok. Wiem dokładnie czego chcę i zamierzam w tym roku zbliżyć się do celu najbliżej jak można. Choć ponoć kiedy bóg chce nas ukarać, to nam spełnia życzenia…

A na razie śnieeeeeg, myślałam że już nigdy! Najbardziej pies się cieszy, może się tarzać i paść się na śniegu i konsumować śnieg ile wlezie do paszczy.

Ja postanowiłam skończyć z lawendą, przynajmniej na razie. Według nowej linii ideologicznej (odejście od lawendy) zrobiłam coś owocowego – poziomkowe, stare, dobre utensylia. No może nie stare.

Jedna strona:

Utensils - wild strawberry

I druga strona:

Utensils - wild strawberry

Utensylia, czyli znów coś do kuchni (lawendowe)

27 października 2015

Lubię robić te niewielkie rzeczy, tak przydatne na co dzień. Ozdobione służą tylko do ozdoby, ale trudno – lubimy mieć również bezużyteczne przedmioty. A takie patyki nie zajmują dużo miejsca, można je powiesić, położyć, ustawić w glinianym lub nie-glinianym dzbanie…

Utensils - Provence lavender

To są dalekie echa mojej wrześniowej wyprawy do Prowansji. Prawdopodobnie te trzy drewienka pojadą do niewielkiego miasteczka Belgentier i zostaną podarowane mojej wspaniałej gospodyni i przewodniczce Francoise.

I jeszcze to:

Utensils - lavender

We wrześniu byłam w Prowansji i ogłupienie lawendowe już chyba na stałe zagościło w mojej głowie. Problem polega na tym, że ciągle przypominam sobie wąskie uliczki prowansalskich miasteczek, drzewa figowe stojące przy drogach, malutkie restauracyjki i sklepiki z lokalnymi produktami, lody lawendowe ( to niestety łee, ale dobrze mieć wybór) i wrześniowe słońce… chciałoby się tam jechać natychmiast, ale zostają tylko obrazki.

Drobiowo

21 kwietnia 2015

To pierwsza (i jak dotąd jedyna) rzecz, którą zrobiłam sama od początku do końca. Właściwie to nie zrobiłam deski par excellence, ale sama ją przycięłam wyrzynarką, sama postarzyłam, pomalowałam. wywierciłam otwory na wieszaczki (wiertarką!!!) i tak dalej. Miała być „hiszpańska” a wyszła drobiowa.

Hanger with poultry

Lewy koniec wieszaka. Właściwie to lewy początek… 

Hanger with cocks and hens

Jedna ze środkowych części.

Hanger with poultry

Druga środkowa część. Naprawdę jest taki długi.

Hanger with hens and cocks

I nareszcie koooooniec. A w całości wygląda tak:

Hanger with hans and cocks

No może nie w całości, bo pewnie cały się nie zmieści. Ale mieści się pod okapem i tam pasuje zna-ko-mi-cie

Utensylia

19 luty 2015

Czas tak szybko mija, że właściwie nic nie robię, bo nie mam czasu. Z tym czasem to jakiś spisek chyba jest, wmawiają nam, że doba ma 24 godziny, a ja mam wrażenie, że najwyżej 13. Ponoć kiedy będę już bardzo stara, czyli trochę jeszcze starsza, to czas będzie płynął wolniej. Poczekam, zobaczę.

Póki co zdołałam coś tam wykonać w ramach hobby ulubionego, ale jakoś bez satysfakcji. Przynajmniej gdyby trzeba było wyrzucić, to nie będzie strasznie szkoda. Każde z utensyliów kosztowało ok. 1 zł, co dla mojej skąpej duszy jest jak miodzio do herbatki.

Lavender utensils

Pomalowane białą farbą łopatki, ozdobione wielką ilością lawendy. Z drugiej strony wyglądają tak:

Lavender utensils

Więcej lawendy, a co… Jest zima, więc jest zimno i wtedy chce się do takich pól lawendowych. I do truskawek. I do wakacji.

Obrazeczki

23 stycznia 2015

Minęło 2 lata odkąd mieszkamy na odludziu. Dom urządzony, oprócz mojego pokoju/pracowni, wypełnionej meblowymi odrzutami i Wiecznie Odnawianym angielskim stołem.

Wymyśliłam, że w kuchni i w jadalni powieszę coś słodkiego, radosnego i kolorowego. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Cztery obrazki wiszą obok starego kredensiku, surowego w wyglądzie i raczej niezbyt urodziwego:

Pictures in my dining room

A te trzy poniżej zrobiłam do kuchni. Ramki są z Ikei, postarzone i pomalowane przeze mnie. Wiszą na wąskim kawałku ściany między oknem a szafką kuchenną z szybkami, o właśnie tak:

My kitchen with pictures

A obrazeczki? Piękne jak nie wiem:

Pictures lavender and herbs

Młyneczek pieprzowy

29 października 2014

Odnawianie starych rzeczy to to, co lubię najbardziej. Chętnie zaczęłabym od siebie, ale jak ja z tym skalpelem przed lustrem sama dam radę? Póki co dorwałam młynek do pieprzu z lat pewnie 60-tych. Papierem ściernym zdarłam lakier, a przynajmniej tak mi się wydawało:

Old pepper mill - diy

Stare lakiery są fatalne do zdzierania. Nie wiem z czego były robione, ale nie były to rzeczy obojętne dla zdrowia i środowiska.

Old pepper mill - DIY

Niektóre miejsca pomalowałam niebieską farbą, która zrobiła się trochę… zielona i wcale nie chciała się trzymać. I nie mam pojęcia, czemu to zdjęcie takie wielkie wyszło…

Old pepper mill - diy

Tak młyneczek wyglądał po pomalowaniu białą farbą. Postanowiłam nie przesadzać ze spękaniami i postarzaniem – nie chciałam żeby wyglądał gorzej niż przed renowacją.

Old pepper mill - diy

No i takie coś wyszło, po kilku poprawkach. Stary lakier nie do końca usunięty reagował z nowym lakierem – nowy odłaził, kruszył się, stał się chropowaty. Ale jakoś wygląda. Jakoś tak … nowiej

Old pepper mill - diy

W deseczkę

13 maja 2014

Są tanie, więc nawet kiedy coś się totalnie nie uda, to zawsze można pociąć na zapałki. Są drewniane, więc ich obróbka jest cudownie prosta. Są w wielu rozmiarach, więc można na nie wrzucać wszystko, co się chce. Są użyteczne, więc można ich używać z obu stron – z jednej obrazek z drugiej krojenie marchewki. Deseczki kuchenne.

apples cutting board decoupage

Udało się zakryć napis „Kuchnia B…..”, bo prywatność, wiadomo, a poza tym nigdy się nie dowiedziałam, czy B. choć trochę się deseczka podobała. I pewnie nigdy się nie dowiem…

Bunch of pansies - cutting board

Motyw bratków jest zawsze uroczy, bo bratki są urocze i pasują wszędzie.

Vine cutting boards

Mała bodega, kilka drewnianych stołów i podłoga zawalona beczkami z winem. I te dwie deseczki przybite na belce pod sufitem. Prawie ich nie widać, z wiekiem pociemnieją, ale pasują, choć nikt ich nie ogląda. Taki los małych deseczek.