Mamy Ponuraka!

8 stycznia 2014

Pamiętacie ten moment, kiedy Hermiona powiedziała: „Harry, masz Ponuraka!”? (Grim) Jasne, że to pamiętacie i wszystko to, co stało się później.

Nasz Ponurak przyjechał z nami wczoraj wieczorem, a my nie mogliśmy uwierzyć, że jest wreszcie z nami. Skóra i kości, smutne spojrzenie brązowych oczu, króciutkie, czarne włoski ze srebrnymi nitkami, wielkie stopy i największy na świecie nos. Udało mi się zrobić tylko kilka zdjęć, bo on ciągle jest w ruchu, zwłaszcza w kuchni, zwłaszcza kiedy ja w niej jestem i zwłaszcza kiedy robię coś do jedzenia. Hm, ciekawe dlaczego.

Little Quattro

Poniżej kontempluje moje śniadanie, choć sam jadł już dwa razy. Ale chudziutki, prawda?

Little dog Quattro

Wstałem, właśnie się przeciągam, ale zaraz znowu możesz zacząć mnie głaskać.

Wstałem, znów możesz zacząć mnie głaskać

Chodzi jak koń arabski – sama gracja. Robi dwie kupy dziennie i chrapie jak stado buldogów. Przytula się tak, że zwala cię z nóg. Kiedy siedzisz na kiblu, ma twarz na wysokości twojej. Wmiótłby całe żarcie Europy, gdyby mu pozwolono. Gość naprawdę ma klasę i choć na razie jest Ponurakiem, to poczekajcie aż przytyje, aż sierść mu odrośnie i przyzwyczai się do nowego miejsca. 

Na razie nie mam na nic czasu. Głaskanie i przytulanie jest bardzo czasochłonne. 

To be continued

Komentarze

gstieber2014/01/10 22:28:03Tak bardzo sie ciesze ze iwan znalazl domek. To sa niesamowite psy .ja 4 lata temu tez przyprowadzilam taka bide do domu . Byl smutny dponiewierany zachudzony. Po paru miesiacach z brzydkiego kaczatka zmienil sie w pieknego psa . Dzisiaj chodzi z glowa wysoko wyciagnieta . Kochamy sie bardzo:). Zycze wszystkuego najlepszego. Z przyjemnoscia poczytam o nowym zyciu Iwana. Dziekuje za wielkie serce 
Graxyna wlascicielka Iwana a w domu Vanki:)

e.urlik2014/01/11 12:39:13Dziękuję za życzenia. Nie wiem, czy one wszystkie są takie, ale ten facet ma tyle godności, gracji, cierpliwości, dumy… Jest prawie idealny. Kiedy zacznie nabierać trochę ciałka? Na razie można mu policzyć wszystkie dyski w kręgosłupie. Kiedy Vaniuszka zaczął się choć trochę poprawiać? Całuski dla ciebie i dla Vani – Ewa

Tea box, czyli jak ukoić nerwy

3 stycznia 2014

W noc przedsylwestrową okradli nas. Przyszli około 20-stej i nas okradli z płotu. Był płot i nie ma. Są puste przestrzenie między słupkami. Widać wszystko wyraźniej, to prawda, ale nie było takich planów, że pewnej nocy kilku facetów zapragnie denaturatu bardziej niż wszystkiego innego na świecie i wybiorą się w długą podróż przez pola i chaszcze, żeby wyciąć 10 przęseł z naszego płotu. Przy takiej determinacji i pracowitości, mogliby zarobić uczciwie o wiele więcej niż na naszym płocie. Cóż, mam nadzieję, że marskość wątroby rychle zakończy ich karierę.

W każdym razie Sylwestra spędziliśmy w towarzystwie pań i panów policjantów oraz ślicznego, długowłosego i czterołapego stworzenia, które też pracuje w policji i jako jedyne z towarzystwa miało z tego radochę.

A potem już z wiadomych względów, nie miałam siły i ochoty życzyć ludzkości „Happy New Year”, bo mnie owa ludzkość w swoim niewielkim fragmencie zniesmaczyła. 

Żeby nie było tak pesymistycznie i w dodatku bez obrazka, to chociaż pokażę pudełko na herbaty różne, w którym trzymam różne herbaty:

Tea box

Ani słowa o Świętach – c.d.

21 grudnia 2013

Wieńce – zawsze jest pora, żeby je powiesić. Pasują do każdej pory roku, na wszystkie drzwi, ściany, wrota, obramowania kominków, ściany nad łóżkiem, puste komody, mury ceglane i otynkowane, no i drewniane oczywiście, bo przecież wiadomo, że drewniane mury są najlepsze.

Zresztą możecie je wieszać, gdzie chcecie. Są śliczne, a teraz jest pora, kiedy mogą wisieć wszędzie:

1. Zrobiony z papierowych ruloników. Najładniej wygląda zapisany papier nutowy, ale stara książka (np. podręcznik szkolny z lat 70-tych), albo gazeta z ładną czcionką te spełni swoje zadanie. 

2. (górny, prawy róg) zrobiony z pomponów z różnych rodzajów białej włóczki. Pompony można umieścić na formie do wieńców z pianki, albo wiklinowym. Ja wiele wieńców robię ze znalezionych przy drodze obręczy do kołpaków (nie wiem, czy tak się to prawidłowo nazywa, ale chyba wiadomo o co chodzi. A kołpaków przy drogach jest mnóstwo)

3. (dolny, lewy róg) potrzebujemy co najmniej kilogram pomarańczy i ewentualnie cytryn, które kroimy w plasterki (zapomnijcie, że zrobicie z tego jeszcze skórkę kandyzowaną) i suszymy ok 40 min. w piekarniku w niskiej temperaturze tak, żeby się nie przypaliły. A potem szpileczki z dużymi głowami i już!

4. (prawy, dolny róg) najlepiej kupić gotowy i dodać ptaszka i sznureczek, albo wstążkę. Choć na pewni wiele z was jest w stanie zrobić.

5. Jabłuszka trzeba nabić na gruby drut, potem przytwierdzić innym grubym drutem do wieńca. Wyższa szkoła jazdy i ja się nie podejmuję.

Ani słowa o Świętach

19 grudnia 2013

Wszyscy jak co roku poszaleli. W obie strony. Jedni uwielbiają, kochają, nie mogą się doczekać, a jeszcze prezent dla wujka, kupić choinkę, nie kupować sztucznej, kupić sztuczną, lampek za mało, pięć kilo szynki, osiemdziesięcioro gości, dwadzieścia dwie wizyty u rodziny, obżeranie się z nudów przy nudnym rodzinnym stole, niech wszyscy idą do diabła.

Moja Idea Świąt: książka, kocyk, choinka ślicznie ubrana, ugotować tylko: 1. zupę grzybową. 2. rybę po grecku. 3. kluski z makiem.

I spokój. Cisza. bez telefonów. Bez tabunów gości. Drzemeczka po śniadanku. Mały spacerek po posiłku i dolce far niente.

Od dawna nie czuję „Christmas spirit”. Wiem dlaczego. Dlatego:

Front door decors

Dlatego, że tak nie jest a ja tęsknię za takimi Świętami, kiedy wszystko jest proste, ładne i takie… świąteczne.

Dlatego ani słowa o Świętach

Annual Christmas Panic Week – beginning

16 grudnia 2013

Popełniłam różowe róże, choć twarda ze mnie baba, a różowe róże brzmią „miętko” jak mamałyga. Ale zadziwiająco wkomponowały się w pudełko do chusteczek. I dobrze, że się wkomponowały, bo w tym tygodniu raczej niczego mądrego już nie wymyślę, ponieważ u mnie zaczyna się Coroczny Tydzień Bożonarodzeniowego Panikowania – Annual Christmas Panic Week. Ho-ho-ho.

Różowe róże póki co – ktoś cierpliwie czekał na to pudełko od października. 

Tissue box with rosen

I ujęcie z drugiego boczku. Szkoda, że nie widać wyraźnie tych przepięknych, pionowych, różowych paseczków. A przy okazji hint dla wszystkich skąpców: nie trzeba kupować kolorowych farb akrylowych, jeśli chce się uzyskać pastelowe kolory. Wystarczy zmieszać z białą akrylową farbą (podstawa) z farbką plakatową. Jeśli kolory mają być wyraźniejsze, można użyć plakatówek zmieszanych z lakierem akrylowym, oczywiście bezbarwnym.

Tissue rosen box

True blue

11.12.2013

Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale kiedy do białego tła doda się niebieskie kwiaty, a na to wszystko spękania, to z tego prymitywnego połączenia kleju, cienkiego papieru i jakiejś mazi wyłania się… porcelana. Nie porcelana – porcelana, ale coś delikatnego i ślicznego. Wydaje się krucha, jasnobłękitna i przy właściwym świetle świeci własnym blaskiem.

Blue cups like a china

Najlepiej wychodzą zimą – lato nie pasuje do zimnych kolorów i powierzchni, która wydaje się być skuta lodem.

Blue roses tray
Blue jar

Zrobiłam kiedyś komplecik dla córeczki niewdzięcznej. Składał się z pudełka na herbatki różne, słoiczka na kawę albo coś i gipsowego serduszka. Zniknęły wraz z rustykalną kuchnią, ale to inna historia.  

I jeszcze szkatułeczka dla Królowej Śniegu:

Blue box

Sezon świec i kandelabrów

4.12.2013

Chciałoby się zwinąć pod kocykiem i przezimować w ciszy i spokoju. Ciemno zaraz po obiedzie, gdyby tak jakieś korytko z jedzeniem ustawić i buteleczkę nalewki / wina / koniaku / ginu / piwa szlachetnego (niepotrzebne skreślić) i jeszcze świecę zapalić, żeby nastrój był cudny. No i drugi człowiek by się przydał do gadania, albo do przytulania. I jakoś może fajna ta zima będzie…

Te są jesienne, na listopadowe deszcze i słoty, kiedy właśnie wzięliśmy aspirynę, żeby wykurzyć przeziębienie, które nadchodzi przez przemoczone stopy:

Fall candlesticks

Ten na wieczór, żeby światło świec tworzyło poświatę na stole, ukrywając w mroku tajemnicze zakątki pokoju:

Rosen candlesticks

I coś na kolację w gronie przyjaciół / znajomych / rodziny:

Rosen candlesticks

I powinnam robić następne, bo będzie jeszcze dużo okazji, kiedy potrzebne będą i świece i świeczniki

Efekt motyla

28.11.2013

Ale się z tym namęczyłam. Ciągle było coś nie tak. Poprawiałam, podmalowywałam małym i dużym pędzlem, rzucałam w kąt, a po chwili wracałam, bo nie cierpię niedokończonych rzeczy. W końcu obraziłam się na dobre i poszłam przeszukać szufladę, aby znaleźć jakąś inną rzecz, którą można by zeszpecić po mojemu.

I wtedy spomiędzy kartek notesu wyfrunęły motyle. Papierowe oczywiście, a do tego fioletowe.  

Wine case – detail

I skończyłam. I wyszło coś takiego. I mnie się podoba.

Wooden vine case

Do wszawej szmaty

27.11.2013

Do wszawej szmaty którejkolwiek płci, która wywaliła z samochodu psa w Częstochowie przy ul. Rocha: mogłeś go oddać do schroniska, ale pewnie się bałeś, że pies będzie płakał patrząc na twoje plecy, parszywy tchórzu. Jest zimno i coraz zimniej. Mały, przerażony pies nie szuka najpierw schronienia, tylko wbiega na jezdnię i szuka ciebie, ty wredna, bezduszna kupo. A potem (jeśli przeżyje) leży przy drodze i czeka na ciebie i przysypuje go śnieg. I tęskni, bo cię kocha i swoim malutkim rozumem nie jest w stanie ogarnąć twojego okrucieństwa.

Życzę ci zgniłku, żebyś dostał na głupiej mordzie śmierdzących wrzodów. Żebyś starość spędził pod gazetami na ulicy. I żeby już nigdy nikt cię nie kochał.

Pewnie nigdy tego nie przeczytasz. Ale będę myśleć o tobie codziennie i codziennie będę ci życzyć wszystkiego najgorszego. Tobie i tym wszystkim, którzy robią to, co ty. Codziennie. Każdego dnia.

PS: Pies jest w schronisku. Mam nadzieję, że ma chip, po którym znajdą byłego właściciela. Bądźcie odpowiedzialni, nie kupujcie psa, jeśli nie jesteście pewni, że będziecie mogli i chcieli się nim zająć przez wiele lat. I nie porzucajcie zwierząt. Nie zasługują na taki los, bo są lepsze niż ludzie.

I stało się krzesło

23.11.2013

Prezent od Babci Pelagii. Niechciany, niepotrzebny, jak większość prezentów od niej. Babcia była zakupoholiczką, zanim jeszcze w ogóle ktoś pomyślał, żeby ukuć taki termin. W jej szafach, komodach, kredensach, szufladach stołów, pakunkach upchniętych na meblach były wszystkie rodzaje materiałów, jakie wymyśliła ludzkość od powstania, we wszystkich wymyślonych przez tę ludzkość kolorach. Tylko u niej można było znaleźć koronki bawełniane niezwykłej urody, apaszki pamiętające czasy międzywojnia, pończochy jedwabne ze szwem, w których miało się nogi jak Marlena Dietrich… A wszystko to nieruszane, nieużywane, smutne, zapomniane.

Tak też pewnie czuło się krzesło, postawione przy nieużywanym biurku. Samotne, starzejące się, niechciane, zwyczajne, brzydkie. Przetrwało. 

Najpierw zdarłam stare brązowe coś (takie jak na siedzisku), pomalowałam z lekka białym akrylem. Naniosłam motyw z jeżynami – nie widziałam jeszcze jeżynowego krzesła.

Chair – renovation

Detalik:

Detail

Ze wspaniałej strony http://www.graphicsfairy.com wzięłam grafikę, naniosłam ją na płótno metodą rozpuszczalnikową (Penelopo, dzięki za ideę) zrobiłam siedzisko:

Chair renovation – detail

I to chyba tyle. Może nie jest najpiękniejsze na świecie, ale stoi dumnie na środku mojego pokoju, pozbawionego na razie elementarnych mebli i jest zadowolone. A przynajmniej na takie wygląda. A poza tym czy ktoś widział jeżynowe krzesło?

Blackberry chair – new life