Krowa z moich stron

25 luty 2018

Nie wiem, czy słyszeliście tę historię. A było tak: pewna krowa uciekła z transportu, który wiózł ją wraz z innymi skazanymi na śmierć do obozu zagłady. Uciekła z transportu, korzystając z jakiejś okazji, cudownego zbiegu okoliczności, palca bożego, nazwijcie to jak chcecie. Uciekła i wędrowała przed siebie myląc pogoń, być może przerażona odgłosami nocy, być może zmarznięta, może atakowana przez psy, jedząc marną trawę i wszystko, co mogła znaleźć i co nadawało się dla jej krowiego, wegańskiego żołądka. Doszła do brzegu wielkiej wody, czegoś, czego nigdy wcześniej nie widziała: niewiele widzi się przez wrota obory. Poleżała, pomyślała i popłynęła na kawałek lądu porośniętego krzewami, nie wiedząc nawet, że jest na wyspie. Chyba poczuła się szczęśliwa, mając spokój, troche jedzenia, a przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Może poczułą w sobie dziką naturę swoch przodkiń, które pasły się spokojnie na bezkresnych łąkach, karmiły swoje dzieci, których nikt im nie odbierał, żeby je zabić w bestialski sposób.

Pewnego dnia ktoś ją znalazł. Ludzie dopadli ją znienacka, związali i kazali jechać… Nie wiedziała dokąd, nie wiedziała dlaczego. Była tak nieszczęśliwa, że przerwano krótki czas, kiedy naprawdę żyła. I wielkie krowie serce nie wytrzymało. Stanęło. Piękne, inteligentne stworzenie straciło życie, które dopiero się zaczęło. Przez ludzi. Przez apologetów sadyzmu, którzy uważają, że każde stworzenie jest poddane człowiekowi i ma wypełnić swoje przeznaczenie w imię ludzkiego panowania nad światem.

Strasznie mi jej żal. Powiecie: to tylko krowa, i tak miała oddać życie w imię ludzkiego łakomstwa. Jasne. Ale pomyślcie, krowa nie robi nikomu krzywdy. Chce żyć, jak każde stworzenie. Tak samo jak wy i wasze dzieci. Nie chce być zamordowana i zjedzona. Tak samo jak wy i wasze dzieci. Nie chce urodzić pięknego syna i zaraz go oddać. Tak samo jak wy i wasi synowie. Może nie ubiera tego w słowa, ale jest na tyle mądra, żeby uciec z transportu. Może bylibyście na tyle łaskawi, żeby jej na to pozwolić. Kiedy następnym razem wbijecie widelec w martwe ciało krowy, pomyślcie o niej, że bardzo, bardzo chciała żyć.

Jedna myśl na temat “Krowa z moich stron

  1. babciabezmohera
    2018/02/26 15:07:03
    Powiem, że mam mieszane uczucia po przeczytaniu Twojej notki. Śledziłam losy krowy, która wybrała wolność i dołączyła do stada żubrów. Ale to była chyba inna krowa…
    Czemu mieszane uczucia? Bo jestem wszystkożerna, mięso i wędliny także jadam a nie bardzo chcę widzieć siebie w roli morderczyni niewinnych zwierząt. Zresztą ostatnio miałam książkę o sekretnym życiu drzew- i nie było to ujęcie baśniowe, więc może rośliny też czują, samoorganizują się, tworzą wspólnoty?… I co wtedy?… ;(
    Natura jest okrutna, my ludzie też jesteśmy okrutni a życie to jedna wielka walka o przetrwanie- dla każdego żyjącego gatunku. Przepraszam za szczerość. Jak zawsze bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.;(
    e.urlik
    2018/02/27 14:48:22
    Kochana BBM. Tak, to zdecydowanie nie ta krowa, która dołączyła do żubrów. Tamta żyje i mam nadzieję, że jest szczęśliwa. Po drugie nie mam zamiaru moralizować i mówić innym co mają robić i nie chcę być tym ober-nauczycielem (brawo, to był celny strzał, zwłaszcza w kieunku facetów). Po trzecie… tak, jesteśmy morderczyniami zwierząt, a wraz z nami pewnie 7/8 ludzkości. Ja wprawdzie nie jem mięsa ssaków od 15 lat, ale jem drób i ryby i to przeze mnie ginie ich wiele. Czy myślę o tych kurczakach rażonych prądem itd? Tak, myślę zawsze, kiedy wrzucam kawałek kury na patelnię i coraz częściej myślę o tym, żeby przestać. Czasem próbuję się tłumaczyć przed tymi biednymi kawałkami, ale nie czuję się usprawiedliwiona. Coraz częściej unikam jedzenia zwierząt i kiedy czasem udaje mi się pominąć mięso, czuję się lepiej, nie tylko psychicznie, ale i „trawiennie”.
    Skarbie, sami dokonujemy wyborów. Ty wykazałaś się wielką odwagą pisząc o tym, a ja nawet przez moment nie pomyślałam, że jesteś zła lub okrutna. Przecież przygarnęłaś psa, dałaś mu dom, więc dla mnie jesteś wspaniała. Ja po prostu inaczej na to spojrzałam, poznając nie ocean, ale kosmos okrucieństwa na które narażone są wszystkie stworzenia ze strony ludzi. Pewnie plotę bzdury, ale właśnie w ten sposób o tym myślę. Nie zbawię świata, ale może choć jedna krowa będzie mogła żyć i może wychować swoje dzieci.
    Co do roślin… dałaś mi do myślenia, ale nie dajmy się zwariować 🙂
    Nie przepraszaj za szczerość, bo to towar deficytowy. Całuski wielkie.
    babciabezmohera
    2018/02/28 12:41:43
    Z pewnością nie pleciesz bzdur. Szanuję Twoją filozofię, choć jej nie podzielam. Świat jest tak urządzony, że jedni zjadają drugich. Myślę, że prawdziwym problemem jest humanitarny sposób zabicia zwierzęcia i humanitarny sposób jego hodowli. Z pewnością za dużo jest cierpienia na świecie i dobrze, że są tacy ludzie jak Ty- wrażliwi i mocno czujący. Serdecznie Cię pozdrawiam.
    p.s Cieszę się, że nie straciłam zbyt wiele w Twoich oczach. 😉
    e.urlik
    2018/02/28 14:12:55
    Droga BBM, a ja się cieszę, że mimo odmiennych poglądów tak świetnie się dogadujemy. Powinnyśmy być przykładem dla wszystkich :-))
    A tak z innej beczki – myślę, że znasz się na roślinkach, więc zapytam: wylazły u mnie z ziemi takie na „h”, hipolity albo coś, kwitną na fioletowo. Myślisz, że przetrwają te mrozy? Oh, pociesz. Całuski.
    babciabezmohera
    2018/02/28 15:32:16
    Na roślinkach się nie znam, ale wydaje mi się, że myślisz o hiacyntach /fioletowe najbardziej popularne, ale są i białe, i różowe- no i wiosenne/. Nie pocieszę Cię, bo sama nie wiem. Też się niepokoję o rośliny. W ubiegłym roku wyskoczył nagły przymrozek i zmroził zawiązki listków na miłorzębie. Jakoś wszystko doszło do normy, ale długo to trwało. A teraz mróz mrozem pogania a śniegu nie ma! Przykro mi- nie umiem Cię pocieszyć. Raczej przygotuj się na straty a jeśli hiacynty ocaleją, to będzie podwójna radość! 🙂
    e.urlik
    2018/02/28 17:20:43
    Właśnie, hiacynty! A na roślinach musisz się znać, bo widziałam na zdjęciach twoje okazy i mówiąc szczerze zazdroszczę. U mnie wszystko takie nieszczęśliwe…
    U mnie taki zielony maluszek to coś niezwykłego. Ale dobra, przygotuję się na straty. Popłaczę i po tygodniu mi przejdzie 😉
    babciabezmohera
    2018/03/01 10:59:13
    Pudło! Bo moje roślinki właśnie zaczynają się buntować. Chyba skrobnę o tym jakąś notkę. ;(
    e.urlik
    2018/03/01 20:18:01
    Bo wiosna! Nie, nie wiem. Kiedyś miałam rośliny wielkości dinozaurów, a teraz biedactwa jak szczypiorek jesienią. Może czują smog (tu gdzie mieszkam mnóstwo lasów i pól i tylko kilka domów. A smog większy niż w Delhi), albo czują, że ze mnie nic dobrego już nie wyrośnie? Tak, jak pisałaś – rośliny czują.
    annazadroza
    2018/03/05 18:31:37
    Ta biedna krowa miała trafić do nowego domu i sobie spokojnie żyć, tylko nikt jej tego nie powiedział… Ssaków nie jem już ze 20 lat, ale tak jak Ty, Ewciu, nad kurczaka kawałkiem wrzucanym na patelnię mam wyrzuty sumienia. I też się lepiej czuję, kiedy nie jem, kiedy pokonam tę krwiożerczą część natury.
    Przeżyłam też bardzo historię wilka potrąconego przez auto, na szczęście uratowanego i to przed myśliwym, który nieprzytomnego kopnął i chciał odstrzelić, ale ludzie mu nie dali tego zrobić. A to bydlę, które potwornie szczeniaka skatowało? List gończy za nim wysłali. Chciałabym, żeby mu w więzieniu zrobili to samo, jak go złapią. Może inny sadysta się powstrzyma ze strachu przed karą.
    Ach, chwilami wstyd mi, że jestem z tego samego gatunku, co niektórzy…
    annazadroza
    2018/03/05 18:33:15
    Wilka ratował były myśliwy, a więc można stać się człowiekiem mimo zbrodniczych początków.
    annazadroza
    2018/03/05 18:47:53
    Wilka ratował były myśliwy, a więc można stać się człowiekiem mimo zbrodniczych początków.
    annazadroza
    2018/03/05 19:31:48
    Zastrzelę się zaraz, usuń te moje powtórki, bo myślałam, że nie poszły i kliknęłam drugi raz.
    e.urlik
    2018/03/05 19:44:21
    Aniu, jesteś jedną z niewielu osób, które się przejmują losem zwierząt. Czasem w sklepie obserwuję jak wielkie ilości mięsa ludzie kupują – kilogramy w ciągu jednego wyjścia do sklepu. Czy naprawdę muszą aż tyle? Założę się, że część zawsze idzie do kosza. I to jest najgorsze – zabijać biedactwa tylko po to, żeby je wrzucić do śmieci.
    Ja też czytam z rozkoszą opowieści o dobrych ludziach, którzy ratują zwierzęta. I tak jak ty zionę zemstą, kiedy zwierzę spotyka krzywda. I zauważyłam, że coraz więcej ludzi tak ma i to jest pocieszające, bo może kiedyś oprawcy będą się bać o swoje życie, tak jak ci, którzy ciągnęli psa za samochodem, aż urwali mu głowę. Ktoś kiedyś ich załatwi. I tego od szczeniaka i wielu innych. I świat będzie trochę lepszy.
    e.urlik
    2018/03/05 19:45:49
    Aniu, ani myślę powtórek usuwać, bo w pełni zgadzam się z ich treścią 🙂
    annazadroza
    2018/03/08 08:04:43
    Indianie po upolowaniu zwierzęcia dziękowali jego duchowi, że ciało będzie pożywieniem dla nich i przepraszali, że musieli to zrobić. Tu chodzi o szacunek dla żyjącej istoty. A biały człowiek jest podły, zabija dla przyjemności, znęca się nad niewinnym stworzeniem, które nie ma możliwości obrony, morduje masowo, w rzeźniach, gorzej niż w obozach koncentracyjnych – przepraszam za porównanie, ale tak mi się zawsze kojarzy. I nadmienię, że nie jestem Indianką, nie mam w sobie domieszki obcej krwi, jestem Polką od początku świata, z rodzin katolickich – więc nie można mi zarzucić naleciałości wrażych… A do obecnego poglądu na świat doszłam sama, nikt mi niczego nie narzucił, po prostu używam szarych komórek i wyciągam wnioski. I tyle.
    e.urlik
    2018/03/10 14:34:33
    Aniu, nie chciałam wyjść na kompletnego świra, więc nie przyznałam się, ale ja tak właśnie robię – przepraszam te biedne zwłoki, choć wcale się potem lepiej nie czuję. I masz rację – gorzej niż w KL, gorzej niż wszystko na świecie. Nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić ich cierpienia. Co do domieszki obcej krwi… Anka, nigdy nie wiadomo! 🙂 Ja nie wykluczam takiej ewentualności i w dodatku czuję się świetnie, myśląc że nie mam w sobie tylko i wyłącznie „polskich” genów.
    Ponoć na świecie zabija się o półtora miliarda zwierząt mniej, bo ludzie jedzą coraz mniej mięsa. Jeśli to prawda, to jest super wiadomość.
    annazadroza
    2018/03/13 17:19:55
    O „krwi” mówię w tym sensie, że udokumentowane są zapisy od tysiąc siedemset któregoś roku, w tej samej miejscowości. Ale – przez ten nasz kraj przetaczała się historia tam i nazad, w te i we wte – że różnie mogło być, a zapisane być nie musiało, kto to wie?
    Nie jesteś świr, ja mam tak samo…
    e.urlik
    2018/03/14 17:36:32
    Aniu, nie miałam nic złego na myśli. Ja jestem starą kosmopolitką i stąd to hm… życzenie. Poza tym niewiele wiem o swoich przodkach i nie mam pojęcia jak się zabrać do szukania informacji. A ty od XVIII wieku, rany, ale masz wiedzę o antenatach 🙂
    annazadroza
    2018/03/19 16:36:20
    Zupełnie przypadkiem trafiłam w MY HERITAGE na siostrzeńca mojego Dziadka, który się interesował przodkami. Zdążyłam ich spisać i popsuł mi się stary komputer, a potem wszystko zniknęło poza kartką. Kompletnie nie mam kiedy zająć się tym, czym bym chciała, znowu wszystko robię na wariackich papierach.
    Aha, a to nic złego przecież, jakby co było pomieszane, świeża krew potrzebna, coby debilizm się nie rozwijał… Buzi:)))
    e.urlik
    2018/03/19 18:24:29
    Ja też cierpie na brak czasu przy załatwianiu takich „rodzinnych” spraw. Chciałam zacząć od USC, ale nawet na to nie mam czasu. Jak znalazłaś tego krewnego? Co do chowu wstecznego, to raczej jesteśmy bezpieczne. Moja rodzina wyginie w następnym pokoleniu, bo się nie chcą rozmnażać. Tylko co z tym majątkiem wielkim się stanie? :-)))
    annazadroza
    2018/04/09 11:07:32
    Najbardziej tego majątku żal;-))) W razie co – na schronisko przepisz:)))
    Na MY HERITAGE go znalazłam, ale już teraz zgubiłam i mam to, co na kartce miałam i nic więcej. Nie wiem czy kiedykolwiek zrealizuję choć część tego, co bym chciała:((( Ale się staram:)))
    I widzisz, raz :))) a raz :((( – bo życie zmienne jest:)))
    e.urlik
    2018/04/09 16:58:32
    Ania, myślę, że moja córka będzie wiedziała co z kasą zrobić, bo ona ma w domu psi oddział geriatryczny – 3 staruszki, w tym jeden głuchy jak pień, druga prawie ślepa, miała umrzeć 1,5 roku temu – tak powiedzieli w schronisku i trzeci grubas, który tyje od samego patrzenia przez okno. Poza tym okazało się, że Pan i Władca jest gotów dać 1% na zwierzaki, tylko gdzie? Była kiedyś taka fundacja, która nie tylko psy i koty, ale i konie przygarniała. Pamiętasz może co to było?
    annazadroza
    2018/04/13 11:30:14
    Na blogu, we wpisie było, podałam adresy. Ale poczekaj, poszukam i zaraz napiszę.
    „Przystań Ocalenie” Ćwiklice – KRS 0000 464 918
    Korabiewice – KRS 0000 135 274
    Buziaki dla dobrych duszyczek:)))
    e.urlik
    2018/04/13 16:45:02
    Aniu, serdeczne dzięki, podałam mu oba, ale będę naciskać (lekko) na Ćwiklice. Dzieci dały w tym roku na WWF, ale ja myślę, że WWF sobie bez nas poradzi.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do whengirltravels Anuluj pisanie odpowiedzi