Szatański plan

Udało się, skończyłam. Mam nadzieję, że reńskie dotrze na czas, aby zdążyć na poranne składanie imieninowych życzeń małżonkowi Pani M. Kiedy kończyłam, w czasie kilku ostatnich pociągnięć pędzla z lakierem, w ostatnich sekundach oglądania pod światło powierzchni tego:

Winecase
Winecase for friends

do głowy przyszedł mi szatański plan…

A gdyby tak jutro nie sprzątać?… 

Lawendowe żniwa

Śmierdziel orał dzisiaj pole, a sikorki dostały ADHD i jak oszalałe wyrywają ziarna ze smutnych słoneczników. Pięknych Grubasów nie ma, bo mglisto i zimno, choć miało być ciepło i słonecznie. Czy ktoś mógłby zmusić ludzi z meteo do odpowiedzialności za swoje prognozy? Tu sprawdzają się może w 20 procentach, więc może chociaż jakieś „przepraszam”?. Nie dla mnie, ale Piękne Grubasy inaczej sobie zaplanowały dzień.

Za późno wzięłam się za lawendowe żniwa, ale to pierwszy raz. Oj mam tej lawendy całe pola, wielkie obszary do ścięcia… Żartuję, ale mam do lawendy stosunek bałwochwalczy zgoła, z powodu tęsknoty za prostym życiem i klimatem łagodnym, którym kiedyś nie zdążyłam się wystarczająco nacieszyć, bo trzeba było opuścić kraj młodości i jechać za ocean, do ojczyzny mojej dugiej. Na razie 12 krzaczków malutkich, posadzonych wiosną zaraz po tym, jak się mrozy skończyły. 

Lavender fields – wooden box

W każdym razie kwiaty zdążyły mienić się w wyschnięte, poczerniałe badylki, ale zapach został i trafi do szaf. A przecież właśnie o zapach chodzi, prawda?

Lavender fields – plaques
Lavender fields

A o szafach jeszcze napiszę, bo to moje ulubione meble. 

Wiatr i inne motywy przewodnie

Niektórzy ludzie cierpią na bezsenność i nerwowość, kiedy zbliża się pełnia, a w czasie pełni czują, że powinni być zupełnie gdzie indziej i robić zupełnie co innego. Inni zdychają, bo spada ciśnienie, albo zdychają, bo ciśnienie gwałtownie rośnie. Ja natomiast… Ale po kolei.

Najpierw zaczynają szeptać korony drzew, szemrząco, szeleszcząco, jakby przekazywały sobie wiadomość. W brzozowo-dębowym lesie brzmi jak odgłos letniego deszczu. Potem zaczynają rozmowę krzewy, a po chwili zaniepokojone trawy zaczynają się naradzać, pochylając ku sobie wiechowate głowy. Ale już za późno na ucieczkę. Nadlatuje wściekły, roztrąca korony drzew, ogałacając je z liści, spada na przerażone trawy, kładąc je pokotem na ziemi. Wiatr.  

Łażę z kąta w kąt, nie znajdując celu i czuję się jak wszystkie siostry Bronte na wrzosowiskach. Zza szaf wyłażą upiory przeszłości, a w lustrze widzę skłębioną, czarną przyszłość pełną potworów. Wzruszam się oglądając serwisy informacyjne, popłakuję przy sitcomach i wcale nie mogę słuchać Led Zeppelin.

No co? Wieje już czwarty dzień, jak ma mi nie odbijać? Moja inspiracja, mój optymizm, moja kreatywność, lekkość bytu poszły sobie, a ja zostałam z robieniem zupy na obiad. Z torebki.

Ponieważ teraz nie robię nic, co mogłabym pokazać, więc popatrzcie (na własną odpowiedzialność!) na jesienny zegar, który zrobiłam straaaaasznie dawno temu. Jesienny. Od czegoś trzeba było zacząć. Dawno. Wybaczcie. Tak.

Forrest clock, one of my first works

A miałam pisać tylko o domu w którym mieszkam.

Przyleciały

Wczoraj dostałam cynk: już są, zjawiły się, znowu skolonizowały ogród, przynosząc swoją obecnością zapowiedź zimy. Mali chuligani, którzy w walce o jedzenie potrafią pokonać wróble, które są przecież STĄD. Trzeba zrobić zapasy ziarna słonecznika.

Te na moich arcydziełach mieszkają w wiosennym ogrodzie. Może zima nie będzie taka zła?

Birds on the decoupage tissue box

Jesień, to ty?

Sobota – migrena. Niedziela – migrena. Myślę sobie: weekend minie, w poniedziałek back to normal, wreszcie będę zdolna do życia. Dziś zaczęło wiać i hurraaaa! Migrena. To taki stan, w którym głowa, łącznie z włosami, każdym centymetrem sześciennym daje znać o swoim istnieniu. Do tego radośnie dołącza się żołądek, proponując mdłości. Migrena powinna być muzą fundamentalistycznych egzystencjalistów i religią masochistów, a ja na razie podziękuję.

Z. ma katar, a kiedy facet ma katar, to tak jakby cały świat miał katar. Robię mu herbatki i serwuję aspirynę, otulam kocykiem i pocieszam. Jestem taka słodka, bo być może przyczyniłam się czynnie do katarku… Wredna baba.

Natomiast Jesień zjawiła się zgodnie z oczekiwaniami. Witam ją po hiszpańsku, bo być może ten język zna najlepiej?

Starość puka puk, puk…, czyli urodziny

Happy birthday Ewa / Bon anniversaire Ewa /  Alles gute zum geburstag / Buon compleanno, Ewa / La multi ani / Feliz cumpleanos / Vseho najlepsi k narozeninam / Gelukkige verjaardag / Gratulerer med dagen / La manuia lou Aso Fanau / Otanjobi omedeto gozaimasu / 

Wczoraj pomalowałam pazury na kolor usteczek Barbie, choć zwykle nie wygłupiam się z takimi kolorami, ale co tam… jestem sama w domu, jak zwykle w urodziny i jestem bardzo z tego zadowolona, jak zwykle kiedy jestem sama w domu. Z. jak zwykle przed moimi urodzinami zmył się na jakieś Bardzo Ważne Targi, co jest wspaniałym zrządzeniem losu, ale i tak podsycam tlące się w nim i zapewne dymiące wyrzuty sumienia. Więc pomalowałam te pazury i uwaliłam się pod kocykiem z zamiarem uchlania się Minervoise, rocznik 2007. Zasnęłam nie dokończywszy pierwszej półszklaneczki. Niestety, w moim wieku nawet zostanie samotną alkoholiczką jest trudne.

Dzisiaj z okazji urodzin umyłam 2 okna, wyplewiłam kawał trawnika, nażarłam się kaszy gryczanej i skutecznie zniszczyłam sobie nieudolny manicure. Nie chciało mi się wychodzić do sklepu po coś słodkiego (najbliższy sklep jest 2 km stąd, bo mieszkam na końcu świata), więc czekam na gości w postaci progenitury. I mam nadzieję na jakieś babeczki.

A, i kilka dni temu skończyłam „czekoladowy” obrazek i muszę wam pokazać:

Wieczorem: i już po urodzinach i bardzo się cieszę. Nie ma to jak samotne oglądanie „Mad Men”. Napaliłam nawet w kominku. Trochę mi smutno, ale nie z braku towarzystwa, tylko dlatego, że nigdy jeszcze nie miałam takich urodzin (takiego sylwestra, takiego prezentu, takiego ślubu itd), o jakich marzę. A ponieważ mam mgliste pojęcie o szczegółach wymarzonych imprez, więc powinnam się zamknąć. Co niniejszym czynię i wręczam sobie cupcake, który odpowiada w pełni mojemu nastrojowi:

cupcake for my birthday