Wczoraj oficjalnie podano, że populacja tygrysów w Indiach wzrosła z 1400 do 3000. Powiecie, że to bzdura, że ludzie giną, że firmy bankrutują, że tyle biedy na świecie. A mnie uszczęśliwia rosnąca populacja tygrysów. W Indiach.
Kategoria: Filozofia przetrwania
Pogięło mnie
Oj tak, pogięło, połamało i skrzywiło moralnie. Siedziałam sobie w piątek spokojnie, czytając, nadeszła czternasta, chciałam wstać i wypełnić obowiązki gosposi. Zaczęłam podnosić tyłek i resztę i bardzo nagle okazało się, że nie mogę tego zrobić, bo ból kręgosłupa zwalił mnie z powrotem na kanapę. I tak zostałam półleżąc i czekając aż będę mogła się ruszyć i chociaż pójść do toalety. Było super, walka o każdy krok dawała tyle satysfakcji! Potem (po trzech kwadransach) udało mi się wyprostować i tak już chodziłam sztywna i prosta jak świeca, jak nie przymierzając generał Scheisskopf. Teraz mam tabletki przeróżne i trochę mi lepiej, bo jest nadzieja że wkrótce znów będę mogła sprzątać.

I zapraszam na kawę i ciastko, bo samej mi tu trochę nudno, a Pan Pies nie współpracuje, bo leży na kafelkach i dyszy z gorąca.
Nowe życie starej E.
Nowe miejsce! Postanowiłam z tej okazji wyprawić małe przyjęcie i zaprosiłam kilka osób

i parę innych:

Niestety, przybyli też ci, których NIE zaprosiłam, ale i tak przyszli:

i byli bardzo niezadowoleni, kiedy moi koledzy nie wpuścili ich do mojego domu:

Mój dom jest malutki:

Na szczęście w środku jest większy, niż się wydaje z zewnątrz:

i dzięki temu wszyscy się zmieścili 🙂
Każdy przyniósł coś do jedzenia:

i do picia:

Zabawa była świetna.
Wiele osób tańczyło:




jedni lepiej, inni gorzej. Niestety, musiałam iść spać, bo dzisiaj nowy dzień… Niestety, mój obraz w lustrze nie zachwycił mnie dziś rano:

Chyba pójdę jeszcze pospać. W każdym razie nowy blog uważam za oficjalnie otwarty!
Witajcie!
Bloxit i inne sprawy
1 marca 2019
O Bloxicie (moje!!!) myślę chyba bez przerwy, starając się nie panikować, ale mi nie wychodzi. Nasza społeczność przypomina mieszkańców wielkiego domu, który niedługo ma się zawalić i wszyscy biegają po sąsiadach, pytając „co zabrać”, „dokąd iść”, a wy dokąd, a zabieracie ze sobą meble, czy tylko pamiątki rodzinne? Oprócz tego szukają nowego miejsca, zaczynają się pakować „na poważnie”, inni zwlekają, niektórzy już znaleźli nowe miejsce… Są też tacy, którzy nie chcą się wynieść i będą czekać na koniec w starym domu. Biedni mieszkańcy – wygnańcy.
Jeszcze o czymś: wczoraj wieczorem zadzwonił przerażony sąsiad, że się koło nas pali! Paliło się bardzo, a ma się co palić – wokół hektary suchych badyli, traw, małych drzewek, krzaków i wielkich drzew – sosen, dębów i brzóz, pełnych łatwopalnych substancji. Na szczęście wiał zachodni wiatr, zaganiając ogień wzdłuż, a nie w stronę naszego domu. Na nieszczęście wiatr był bardzo silny, więc ogień przenosił się błyskawicznie. Zadzwoniliśmy po Strażaków (kochani Strażacy), przyjechali szybko, ugasili. Wiedzieliśmy, że to podpalenie, bo kilka dni wcześniej już ktoś próbował podpalić trawy przy drodze.
Tak wyglądał nasz krajobraz wczoraj wieczorem:
Po po czterdziestu minutach nowy pożar! Znów sku…syn podpalił. Tym razem ktoś wcześniej zadzwonił po Straż, znów przyjechali i zgasili, choć tym razem trwało to dłużej.
Pożar po przyjeździe kochanych Strażaków:
Zanim odjechali, musieli gasić kolejny pożar, bo pier…ony podpalacz jeszcze kępę traw podpalił… I wtedy zaczęłam się naprawdę bać. Bo przecież w nocy wszyscy śpią i mogą nie zauważyć nowego ognia. W nocy wstawałam z szesnaście razy, chodziłam od okna do okna, sprawdzając, czy gdzieś się nie pali. O trzeciej piętnaście zauważyłam niewielki płomień (na szczęście trochę dalej od nas). Płomień raz przygasał, raz rozbłyskiwał silniej, tak jakby ktoś próbował go rozniecić. Po dwudziestu minutach zgasł, została tylko smuga dymu. Postałam jeszcze kwadrans w oknie, ale tylko smużka dymu sączyła się z wilgotnej trawy. Nie udało mu się tym razem! Tylko szkoda mojej nocy nieprzespanej 😦
Uściski dla wszystkich mieszkańców walącego się domu. Przy okazji: pamiętajcie o mieszkańcach Republiki Kiribati!
Walenty lekko stuknięty
14 luty 2019
Miałam tyle planów na Walentego, ale wyszło jak zawsze. Miałam ufarbować włosy, żeby były śliczne i romantyczne:

Ale niestety, dopadła mnie migrena i wczoraj nie byłam w stanie zrobić niczego i w dodatku wygladałam tak:

A dziś, wymęczona bólem wyglądam tak, choć starałam sie ładnie ubrać:

Miałam zrobić tyle rzeczy, na przykład wykąpać psa-brudasa:

żeby był czysty i śliczny i wyglądał tak:

Miałam też zamiar umyć kilka okien w domu, ale okna muszą poczekać:

No nie zdołałam. Nawet serduszko-mokka które kupiłam na Walentego dla ukochanego zgniotło się pod marchewką. I jak tu żyć, panie premierze?
Ale wam wszystkim życzę, żebyście kochali siebie przede wszystkim!
Naukowe dowody na wiosnę
5 luty 2019
Na moich dzikich polach śnieg sięga Panu Psu do kolan, czyli jest jakieś 30 centymetrów. Sikory znowu wzięły się za dziobanie knedelków (tłuszcz+ziarno w zielonych siateczkach), a kos osiedlił się pod niskimi gałęziami sosen i wydaje mu się, że nikt go nie widzi. Rano, w wielkiej ciszy słychać trele jakiegoś ptaka, który anonsuje swoje szczęście. A widoki są takie, że dech zapiera i to wcale nie od smogu. Wszystko zmierza ku wiośnie, choć tego nie widać. Ale może przekona was historia Ziemniaczków, którym znudziło się mieszkanie w worku i postanowiły sprawdzić co dzieje się na świecie. Poznajcie Ziemniaczki:

Są trochę zagubione, pierwszy raz widzą świat. Długo zastanawiały się co robić z wolnością.

Postanowiły rozejrzeć się trochę po świecie, wiedząc że są już stare i niewiele zdołają osiągnąć.

Wyruszyły w podróż pełną niespodzianek. Pokonały schody i odkryły suchy ogród na szczycie kredensu.

Podobało im się w ogrodzie i opalały się w pięknym, zimowym słońcu, choć nie miały pojęcia co to jest słońce.

Siedzenie w szkle też nie przypadło im do gustu, bo nie było tam nic do zrobienia, choć świat zza szyby wydawał się jeszcze ładniejszy.

Zwiedziły kilka bardzo modnych klubów i dyskotek, ale dowiedziały się, że alkohol jest robiony także z ziemniaków i straciły ochotę do zabawy 😦

Zwiedziły też obce kraje, ale w tych południowych było im za gorąco i czuły, że wysychają starzeją się jeszcze szybciej.

Aż wreszcie dotarły na wieś i stwierdziły, że to jest dla nich właściwe miejsce. Czuły, że nadchodzi kres ich życia, ale nie żałowały, że było takie krótkie i nieciekawe, bo przynajmniej na koniec stało się bogatsze i bardziej wartościowe. Przed śmiercią postanowiły jeszcze się rozmnożyć, żeby pozostawić po sobie jakiś ślad i uzasadnienie ich istnienia. Ale nikt nie zwrócił na to uwagi.
Sound of Silence
15 stycznia 2019
Stałam tam ze wami wszystkimi w Gdańsku, z wami zapłakanymi, przestraszonymi, zadumanymi, pełnymi złości, pełnymi nadziei, zmęczonymi, smutnymi… Słuchałam słów nieśmiertelnej pieśni w ciszy, bo cóż właściwie można powiedzieć?
Brzmienie ciszy
Witaj mroku, mój stary przyjacielu,
Przyszedłem znów z tobą porozmawiać,
Ponieważ delikatna wizja skradająca się we śnie,
Zasiała nasiona,
I ta wizja w mojej głowie
Wciąż pozostaje
W dźwięku ciszy.
W niespokojnych snach chodziłam sama
Po wąskich uliczkach bruku,
W kręgu aureoli latarni,
Podniosłam kołnierz na zimno i wilgoć
Kiedy moje oczy zostały ugodzone błyskiem neonu
To podzieliło noc
I dotknęło dźwięku ciszy.
I w nagim świetle zobaczyłam
Dziesięć tysięcy ludzi, może więcej.
Ludzi mówiących bez mówienia,
Ludzi słyszących bez słuchania,
Ludzi piszących piosenki, których głosy nigdy nie współbrzmią
I nikt się nie odważy
Zakłócić dźwięk ciszy.
„Głupcy” powiedziałam. „Nie wiecie
Że cisza rośnie jak rak.
Usłyszcie moje słowa, mogę was uczyć,
Złapcie moje ramiona, abym mogła do was dotrzeć.”
Ale moje słowa spadały jak ciche krople deszczu,
I powtórzyły się echem
W studniach ciszy.
A ludzie skłonili się i modlili
Do stworzonego przez siebie neonowego boga.
A znak zamigotał ostrzeżeniem,
W słowach, które się tworzyły.
A ten znak powiedział: „Słowa proroków
są napisane na ścianach metra
I kamienicach. „
I szeptem w ciszy milczenia.
Tłumaczenie: moje
Ratujmy dziki!
9 stycznia 2019
Miało być o zimie i śniegu i pięknych okolicznościach przyrody, ale niestety nasz ulubiony rząd zaplanował na 12 stycznia masowe morderstwo na dzikach. Myśliwi mają zamordować 200 000 dzików (słownie: dwieście tysięcy), wraz z samicami w ciąży i warchlakami. Chcą nam wmówić, że w ten sposób zlikwidują ASF (to taka choroba świń), więc społeczeństwo powinno im być wdzięczne. Za każdego zamordowanego dzika myśliwy ma dostać kilkaset złotych (z naszych pieniędzy), więc darz bór. Proszę, podpiszcie petycję, może coś da się zrobić, żeby ocalić te piękne i mądre zwierzęta, które nic złego nie robią, poza tym, że chcą żyć, co najwyraźniej przeszkadza rządowi, łącznie z miłośnikiem kotów panu prezesowi KJM (ku..a j..o mać). Link do petycji:
„Minister Środowiska – Nie dla masowego odstrzału dzików:
12 STYCZNIA ROZPOCZNIE SIĘ WIELKIE POLOWANIE
My, wrażliwi na los wszystkich zwierząt i środowiska, stanowczo sprzeciwiamy się eksterminacji dzików w polskich lasach przez Polski Związek Łowiecki w ramach „walki” z ASF (afrykański pomór świń). Odstrzał ma objąć w sumie ponad 200 tys. osobników, także tych zdrowych (w tym samice i warchlaki). W praktyce może dojść do odstrzelenia całej populacji.
Myśliwi otrzymają ekwiwalent finansowy w wysokości kilkuset złotych za zwierzę. Wobec krytyki ze strony naukowców i braku jakichkolwiek dowodów potwierdzających, że masowe wybijanie tych zwierząt zredukuje w znaczący sposób ASF, żądamy natychmiastowej zmiany decyzji w tej sprawie. Konsekwencją tej skandalicznej akcji będą nieodwracalne skutki nie tylko dla tego gatunku w naszym regionie, ale i dla środowiska naturalnego na tym obszarze. Niech zwycięży rozsądek i nauka, a nie polityka i lobby myśliwskie! „
Chciałabym, żeby wszystkie okoliczne dziki przyszły na mój teren i schowały się cichutko, bo tu żaden myśliwy nie ma wstępu!
Magia…
20 grudnia 2018
Zgadzam się ze wszystkimi, którzy twierdzą, że święta nie mają już tej magii co kiedyś. Powody są różne, ale i tak wszystko sprowadza się do stwierdzenia, że to nie to co kiedyś. Wiem , mam takie samo odczucie już od wielu lat i nie przychodzi mi do głowy żadne wyjaśnienie, jak tylko takie, że taki mamy klimat. Cokolwiek to znaczy.
Ale trochę magii możemy jeszcze gdzieś uszczknąć, podkraść, podpatrzeć, wyśnić… Ja znajduję magię w tym:




„Bajeczki Babci Pimpusiowej”
20 lipca 2018
Kilka bajeczek, które mogą być aktualne w naszej rzeczywistości obecnej, czyli współczesnej. Każdy znajdzie analogie. No, może nie każdy.
Autorem jest nieodżałowany Andrzej Waligórski:
„Przyszedł gość do doktora, biada na swe zdrowie.
Jakaś mi żaba – mówi – wyrosła na głowie.
Umówmy się – odrzekło to zwierzę niegłupie –
nie ja jemu na głowie, lecz on mnie na dupie.
Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać
Spalał w niej cały węgiel z kopalni od liska.
Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała,
Stąd brak światła i węgla. Ale system działa!
Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące
W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.
Zając się potem chwali żonie po obiedzie:
– Wiesz stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!
Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
A spotkawszy niedźwiedzia naprał go po pysku.
Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął – Leokadio!
Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!
Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,
Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy.
Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna
Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł”