Kiedyś

Do zabawy musiały nam wystarczyć patyki, piasek, czasem piłka i trzepak. Graliśmy w klasy, w dwa ognie, w podchody i w gumę i łaziliśmy po drzewach jak małpy. Telewizory były tylko w niektórych domach, ale książki były pięknie ilustrowane i wcale nie bardzo drogie. Nie było epidemii, a do zwalczania przeziębień służył sok z malin i gorąca herbata. Do lasu łaziliśmy sami i nikt nas nie pilnował, a do domu wracało się, kiedy już było ciemno. Żarliśmy niemyte owoce i nikt sie nie zastanawiał, czy coś na nie nasikało. Mieliśmy pozdzierane kolana i łokcie i nikt się nie przejmował, że dostaniemy gangreny, wystarczyło napluć na ranę i przyłożyć liść babki. Jedliśmy byle co, a chleb z cukrem był wielkim przysmakiem i nikt z nas nie był gruby.

Ciuchy często donaszało się po starszych dzieciakach, zresztą nikt nie zwracał uwagi na ubrania, bo nie było na to czasu. Wszyscy mieli trampki albo tenisówki, często odnawiane kredą albo tartą cegłą i dopóki nie spadały z nóg, nie mieliśmy żadnego problemu z modą i trendami.

Nikt nie odprowadzał nas do szkoły, a tym bardziej nie odwoził. Kiedy rano padał deszcz, chlapaliśmy się w kałużach i błocie i nikt nie zmieniał nam skarpetek, więc siedzieliśmy z mokrymi stopami i nikt od tego nie umarł. Nie mieliśmy kieszonkowego, choć czasem udało się wyprosić od rodziców dwa złote na ciastko, a ulubionymi łakociami były dropsy i oranżada w proszku, która wysypywało się na dłoń i pluło, żeby zaczęła się pienić.

Wyrośliśmy na ludzi, choc nikt nas w zasadzie nie wychowywał i o ile radziliśmy sobie w szkole i byliśmy grzeczni. Problemy pojawiały się i przemijały, a rodzice nie martwili się, że powinien nas obejrzeć psycholog. Kiedy życie przestało być proste?

44 myśli na temat “Kiedyś

  1. Opisałaś dokładnie moje dzieciństwo. Ja jeszcze musiałam po szkole paść krowy i pomagać w pracy w polu, jak wszystkie dzieci ze wsi. Obecnie dzieci się nie spotykają, nie rozmawiają, dorośli tak samo, żeby odwiedzić koleżankę trzeba się zapowiedzieć, Kiedyś w długie zimowe wieczory, do mojego taty przychodzili koledzy, jak ja lubiłam słuchać ich wspomnień z młodości, z ich opowieści dowiedziałam się o Katyniu, bo przecież w szkole na ten temat ani słowa, pamiętam jak ojciec upominał mnie bym nikomu o tym nie mówiła. Długo by wspominać , może każdy z nas powinien napisać książkę o swoim dzieciństwie i młodości :)) Pozdrawiam serdecznie !

    Polubione przez 1 osoba

    1. Elizo kochana, kiedy byłam mała, marzyłam o tym, żeby mieszkać na wsi (spełniło się po ponad czterdziestu latach), albo chociaż mieć jakąś rodzinę na wsi. Oczywiście, głupi bachor, nie miałam pojęcia o tym, że dzieci na wsi pracowały, czasem naprawdę ciężko, dobrze że mi o tym przypomniałaś. Myślę, że nasze dzieciństwo ukształtowało nas i wyznaczyło naszą drogę życiową, którą większość z nas zeszła na manowce (hihihi). Ciekawa jestem gdzie mieszkasz teraz. Przytulaski.

      Polubienie

  2. Wszystko się zgadza, a ostatnie pokolenie, które tego doświadczyło to rocznik 70. Ale ten luksus zapewnił nam socjalizm. Wcześniejsze pokolenia miały b. ciężko (oprócz bogaczy). Szkoda wielka, że ten niezły system ludzie wypaczali (jak wszystko). Mieliśmy beztroskie dzieciństwo i młodość, a teraz jest tak jak piszesz. Największą zaletą tych czasów były przyjazne relacje międzyludzkie. Może jeszcze będzie normalnie? Pozdrawiam radością najpiękniejszych lat☺

    Polubione przez 1 osoba

    1. Janko, witaj 🙂 masz rację, tym bardziej, że wtedy ustrój nie miał dla nas znaczenia. Przyjazne relacje zapewne brały się stąd, że wszyscy mieli mniej więcej po równo i nie było czego innym zazdrościć. Ale pamietam, że byłam chyba w ósmej klasie, kiedy moja najlepsza koleżanka zaczęła nosić jeansy z Pewexu, a ja ich nie miałam przez następne kilka lat. Do tej pory jej za to nie lubię, hihihi.
      Może będzie normalnie, chciałabym bardzo, tylko czy y jeszcze umiemy się cieszyć z drobiazgów? Całuski wirtualne 🙂

      Polubienie

  3. Chcialoby sie powiedziec, ze kieys bylo jakos fajniej, ale…
    Znam kilkoro dzieci ktore stracily zdrowie lub nawet zycie przez te swobode, takze w bliskiej rodzinie…
    Wydaje mi sie, ze najlepsza bylaby mieszanka, dzieci, to dzieci i miewaja glupie pomysly, mysle, ze wieksza uwaga jest dobra, ale oczywiscie bez nadopiekunczosci.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tess, też znam. I ubolewam, bo to zwykle jest paskudny zbieg okoliczności plus nieuwaga i głupota. A dorośli powinni tłumaczyć, jakie mogą być zagrożenia. Kiedy moja córka poszła do szkoły w Montrealu, to na jednej z pierwszych lekcji dzieci dowiedziały się, co robić kiedy ktoś chce je zwabić do samochodu, że nie powinny iść nigdzie z nieznajomymi i że nikt nie powinien ich dotykać niestosownie. Tu nie ma takich lekcji i potem byle sku….syn może dziecko wykorzystać. A wystarczy o tym rozmawiać. Pozdrawiam bardzo

      Polubienie

  4. A może należay zadac nieco inne pytanie, nie kiedy, a dlaczego? Ano, dlatego ze to pokolenie wychowane jak w opisie postanowiło swoje dzieci wychowac inaczej, łatwiej, lepiej, etc. I wyszło, jak wyszło;)
    A teraz poczytam, co inni mieli do powiedzenia:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Chyba masz rację, choć wielkiego doświadczenia w tej kwestii nie mam. Ale często spotykam się z nieuzasadnionymi wyrzutami sumienia rodziców pokolenia obecnych 30-latków: my nie mieliśmy tylu rzeczy, a chcielibyśmy bardzo, żeby nasze dzieci je miały, ale nie zawsze mogliśmy dawać, choć urabialiśmy się po łokcie, zostawiając was samopas i pozwalając wam dorastać bez naszego wsparcia. I, jak piszesz – wyszło jak wyszło.
      Całuski

      Polubienie

  5. Ten tekst krąży po sieci od wielu lat, i jest nie do podrobienia! W tym roku nawet na komórkę dostałam bardzo podobną wersję do Twojej. Nie kasuję, bo świetny, tylko musze porównać, czy się wszystko zgadza!
    Ech, wspomnienia z dzieciństwa, to se ne wrati!
    Serdeczności uśmiechnięte dla Ciebie!

    Polubienie

  6. Wszystko to pamiętam i potwierdzam, tak było. Teraz świat inny, starach wieczorem się poruszać. Dzieci same do szkoły iść nie mogą, bo nie wiadomo co je może spotkać po drodze. Świat już nie taki i ludzie jacyś inni ciągle pędzący za pieniądzem.
    Pozdrawiam:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Och Mery, jak to się stało, że wszyscy mamy podobne wspomnienia, mimo że żyliśmy w miejscach od siebie oddalonych i w różnych okolicznościach przyrody? Żal dzieciaków, które nie zaznają takiej swobody, jaką myśmy mieli. Przytulaski

      Polubienie

  7. Było bez elektroniki, bez tony zabawek, bez kasków na rower i bez samochodów. Jedne dżinsy, póki się z nich nie wyrosło. Zabawy na budowach przy nowym osiedlu, wakacje pod namiotem, w lesie, łażenie po płocie, po drzewach. Zero nudy. Nieważne metki w ciuchach, ważni kumple, gry zespołowe, chowany. I wołanie Mamy z okien, do domuu! W którym jadło się, robiło lekcje i fru na dwór 🙂 Fajny czas, ale w obecnym.. niemożliwy do odtworzenia.

    Polubienie

    1. Myszko kochana, to wołanie z okien, zapomniałam o tym 🙂 Uważam, że ten czas jest niemożliwy do odtworzenia nie tylko teraz, ale nigdy… Świat stał się pełen potworów, a my nie potrafimy tego zmienić. Ale może przesadzam 🙂

      Polubienie

  8. Opisałaś moje dzieciństwo z lat 1948-55. I to zadziwiająco dokładnie… Tak zupełnie niedawno to było. NIe wyrośliśmy na mięczaków. A dziś?
    Tristis est anima mea.
    Usque – jak mówią – ad mortem.
    ………………………………………….
    I nie ma komu dać w mordę [K.I.Gałczyński]

    Dać w mordę było by komu…
    Z.a co – także…
    Tylko potem powinno sie umyć ręce z przylepnego paskudztwa… A czy to wiadomo jaki w tym wirus siedzi?
    Pozdrawiam…
    SP
    P.S. Przesyłam receptę

    Polubione przez 1 osoba

    1. Drogi SP, bardzo niedawno. Wprawdzie nie napisałam, że nasze najlepsze zabawy miały miejsce w ruinach kamienic, wypalonych do piwnic przez bomby lotnicze, ale nie każdy w dzisiejszych czasach to zrozumie. I dziękuję za przypomnienie mojego poety ulubionego, którego niecnie zdradziłam dla jakiś Francuzów, i to komunistów proszę Pana. Bardzo się rozgadałam, ale twój komentarz jest… ożywczy, jesli to może mnie tłumaczyć. 🙂

      Polubienie

  9. Oj ty życie… czemu tak szybko uciekasz? Robiłam wszystko o czym napisałaś, jeszcze na jabłoni u babci czytałam książki, nikt mnie nie widział, więc niczego ode mnie nie chcieli 🙂 Z kuzynką Jolą założyłyśmy zespół The Jolanka i grałyśmy na rakietkach do badmintona, przekradałam się do pokoju (wakacje), żeby w radiu posłuchać Listy Przebojów, bo wyganiali na pole/na dwór, żeby w domu nie siedzieć… 🙂 Cudnie wspomnieć, żal tamtych lat, ale nie ma powrotu Ewuniu. Żyjemy tu i teraz, a moja Calineczka lepiej sobie radzi ze sprzętem elektronicznym niż ja…
    Ewuniu, tu i teraz Cię przytulam ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Żal tamtych czasów, prawda? Wiem, że trzeba iść z duchem czasu itd, ale żal tamtych czasów i tej beztroski najbardziej. Tak bardzo chcieliśmy już być dorośli, głupole małe.
      A my lepiej radziliśmy sobie z innymi rzeczami i nikt nam tego nie odbierze 🙂 Robiłaś „sekrety?” (do dołeczka wykopanego w ziemi wkładało się kolorowe papierki, przykrywało małym szkiełkiem i zakopywało). Przytulam.

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Sekretów nie robiłam, ale grałam w zbijanego, w chłopka,skakałam na skakance ( i to jak!), kręciłam hula hop na wszystkich częściach ciała 😉 robiłam szpagat i gwiazdę na równoważni, tylko nigdy nie przeskoczyłam przez konia, bo raz poleciałam na łeb podczas próby i już nigdy więcej 😉 W podchodach snuliśmy się po całym Opolu, z Jolą byłyśmy Winnetou i Old Shatterhandem co było wygodne, bo na pytanie mamy:gdzie byłyście? odpowiedź padała, że tropiłyśmy Komanczów i dalszych pytań nie było…
        O rany, ale było fajnie 🙂

        Polubione przez 2 ludzi

  10. Dobre pytanie!
    To chyba działo się stopniowo, ale dużo zależy od ludzi.
    Znam osoby, które starają się żyć normalnie, bez przesady w żadną stronę i znam takich, co już straceni dla normalności…
    Sama zaliczyłabym się do tych pierwszych, mam nadzieję 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jotko, myślę, że stanowczo zaliczasz się do tych pierwszych i chwała ci za to. Myślę, że masz rację, stopniowo wszystko się komplikowało, coraz więcej zadań do wykonania, coraz większa presja, czas biegł coraz szybciej… Szkoda tamtych lat i tyle. Całuski wysyłam, jak zawsze 🙂

      Polubienie

    1. No my, dzieciaki z naszego podwórka, my, tysiące dzieciaków z setek podobnych podwórek. My, ze starych czasów, które wydają się odległe jak czasy króla Artura i tak samo mityczne.
      Nie wiem, co dzieje sie z towarzyszami tamtych zabaw, pewnie wielu nie opowie swoich historii z wielu innych powodów, niż te, które wymieniłaś, ale w tamtych czasach byliśmy równi. A potem wszystko się pokopało. Przytulam wirtualnie.

      Polubienie

      1. Nie, nigdy nie byliśmy równi. Byli tacy, którymi rodzice się opiekowali, i tacy, którzy musieli sobie radzić sami – spotkanie tych grup pod trzepakiem było równością pozorną, wynikającą z tego, że ci, którym było lepiej nie zdawali sobie sprawy jak komuś innemu może być źle. Ci, którzy mieli gorszy start dzisiaj są na cmentarzu, albo cienko przędą, albo przemoc i brak zainteresowania dziećmi kultywują w następnym pokoleniu. To, że dziś można przeczytać w gazetach o przemocy, problemach z nauką czy o depresji młodzieży nie znaczy, że wówczas było lepiej. Po prostu gdy kiedyś miałaś przemoc, problemy z nauką i depresja, no to trudno – na śmietnik.

        Polubienie

      2. Świechna, wiem dobrze o czym mówisz i to wszystko to prawda. Tylko obawiam się, że napisałam o pokoleniu twoich rodziców, a nie twoich (waszych) rówieśników i stąd te różnice. Depresja w tamtych czasach nie istniała, tak jak nie istniał Ipad, czy film Star Wars, nawet jeansów nikt z nas nie miał. Przemoc? Oczywiście, że była, tylko że do nas to nie docierało bezpośrednio, bo nie istniała w jakiejś przerażającej formie. Przecież nie można było nazywać przemocą zebranie kilku klapsów, bo bardziej cierpiał nasz honor, niż nasze tyłki. Napisałam o moim środowisku, czyli o dzieciach tzw. inteligencji pracującej, ale wiem, że kilka ulic dalej było cygańskie getto i tamtym
        światem rządziły inne prawa. Nasi rodzice ? nie pamietam, żeby szczególnie o nas zabiegali i interesowali się nami. Mieliśmy być czyści, nakarmieni i promowani do następnej klasy, a jeśli ktoś nie radził sobie w szkole, to nie było tragedii – mógł zdobyć zawód i iść do pracy. Tak to wygladało w skrócie i jestem bardzo zaskoczona tym, że już następne pokolenie doświadczyło tej presji, która teraz urosła do rozmiarów, o których nie mam nawet pojęcia. Poza tym, może inaczej wygladało życie w poniemieckich miasteczkach? Ale przecież ty też o pisałaś o Dolnym Śląsku, więc też otarłaś się o tę magię. Czuję, że to temat jak rzeka i „bez wodki nie rozbierjosz”, ale zaciekawiłaś mnie tym, co piszesz o swoim pokoleniu. Przytulaski wysyłam na Zieloną Wyspę.

        Polubienie

      3. Przekonanie, że w rodzinach inteligenckich nie było alkoholizmu i przemocy … albo, że dawniej nie było depresji … ech.

        To, że nie nazywa się rzeczy, nie znaczy, że one nie istnieją.

        To, że ktoś, je nazwie nie oznacza, że dopiero się pojawiły.

        Moi rodzice to pokolenie z lat 50-tych. Chyba nie ma sensu drążyć tematu, na bajeczki o wspaniałej przeszłości nie mam dzisiaj czasu. Polecam filmy Koterskiego, rocznik 1942 (rodzice w każdym pokoleniu, które pokazuje są tacy sami, jeśli mają problemy z przemocą wobec słabszych – nie ma różnicy czy to robotnik, czy inteligent).

        Polubienie

  11. Może to uproszczenie ale…chyba w tym samym momencie, w którym zajebiście przestało być przekleństwem…przesuwamy kiedyś nieakceptowalne zachowania do kolumny „nic w tym złego”. Świat wirtualny wyparł realny…kiedysiejsza prostota stała się średniowieczem. Staliśmy się wygodni konsumpcyjnie zadowoleni..ot takie moje przemyślenia.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nicka, właśnie o to chodzi. Wprawdzie ja piszę o czasach, kiedy w naszych dziecięcych głowach słowo „komputer” się jeszcze nie pojawiło, ale każde czasy przynoszą zmiany, które niszczą świat, który kochamy.

        Polubienie

    1. Marku, świetnie to ująłeś, myślę, że skomplikowaliśmy sobie świat dokładnie wtedy, kiedy być zostało zastąpione przez mieć. Teraz, kiedy mamy prawie wszystko, czego potrzebujemy zaczynamy się nad tym zastanawiać. Przepraszam, ja się zastanawiam. Kiedyś znany wspólczesny filozof Mick Jagger ujął to tak:
      You can’t always get what you want
      But if you try sometime you find
      You get what you need

      Polubione przez 1 osoba

  12. Wysyłali nas latem na kolonie, gdzie gralismy w noże, czasem ktos zaliczyl rane w stope, ale higienistka zabandazowala i spoko 🙂
    Na obozie harcerskim sami musieliśmy obierac kartofle i zmywać kotły…
    I ty mowisz, ze to zycie bylo latwe? :))))))
    Sciskam :)*

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Basiu kochana, nie wiem na jakie kolonie ty jeździłaś, może to były kolonie karne (hihihihi), ale myśmy ziemniaki „oczkowali”, a obierała maszyna, a co. Poza tym był luzik i życie leśnych ludzi, teraz gdyby do partyzantki trzeba było, to będzie jak znalazł. Fakt, życie nie było łatwe, przyznaję, ale wtedy nikt się tym nie przejmował i to była ta magia.
      Odściskuję i całuski kochana Baśko.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s