Historia pewnej butelczyny

Dostałam ją w prezencie chyba około 1995 roku. Ponieważ jej zawartość była przedniej jakości, postanowiłam to uszanować i nie wychlewać od razu. Została złożona w chłodnym miejscu, przepisowo z zanurzonym korkiem, w najciemniejszym kącie i… zapomniana. Wiele się działo przez następnych kilka lat, łącznie z moją kolejną emigracją, tym razem do UK, więc kiedy ją (butelkę) „odnalazłam” miała już ponad piętnaście lat. Wtedy postanowiłam, że zostawię ją na Bardzo Wspaniałą Okazję, taką jedyną na świecie, taką że ach, taką najbardziej niezapomnianą.

Nawet nie wiem, czy w ciągu kolejnych lat było takie wydarzenie, które byłoby odpowiednie do otwarcia butelki. Żadne nie wydawało się godne, tym bardziej, że wina które kupowaliśmy też były wspaniałe. Butelka leżała i obrastała cieniutką warstwą kurzu.

Aż przyszedł dzień, kiedy zachorowałam i zostałam na zawsze pozbawiona możliwości korzystania z tego, co jest w życiu jedną z najfajniejszych rzeczy – delektowania się winem.

Nie użalam się nad sobą. To pewnie kara za jakieś grzechy, nie wnikam. Ale gdybym choć przeczuwała jaki los mnie spotka, to wychlałabym to wino i następne i jeszcze kolejne z tych, które mamy w kolekcji, nie czekałabym na specjalną okazję, tylko wykorzystałabym te wspaniałości do ostatniej kropli.

Nie czekajcie na specjalne okazje. Pijcie teraz. Jedzcie teraz. Włóczcie się po świecie teraz. Bądżcie dla siebie dobrzy teraz. Żyjcie teraz. Pozdrawiam znad szklaneczki wody.

44 myśli na temat “Historia pewnej butelczyny

  1. Kochana i tu potwierdza się moje życiowe motto – żyj tu i teraz :))) Nie rozpamiętuj tego co było, bo i tak nie zmienisz, nie odkładaj na przyszłość tego o czym marzysz, jeśli masz możliwość realizacji już teraz, bo co będzie jutro, nikt nie wie :)))
    Staram się tak żyć, jednak nie zawsze się to udaje 🙂 A z gromadzeniem różności, to walczę z moją mamą… to już staruszeczka, przynajmniej od 10 lat uważa, że już nic nowego nie potrzebuje, no bo może zaraz przyjdzie odejść… więc sama sobie nie kupi, bo i po co, a to co dostanie to też leży nieodpakowane, bo po co zaczynać, jeśli może tylko chwilę poużywa, a tak jak będzie nowe, to ktoś inny skorzysta… masakra.
    I tak leży wiele nowych rzeczy i murszeje, np cudne elektryczne prześcieradło za kupę kasy ( kupiłam jej w prezencie, bo mocno marznie, już nie to krążenie) i to prześcieradło leży już z 10 lat, no bo szkoda otwierać, i już nawet nie wiem, czy po tylu latach zadziała… ale nie wygrasz ;)))
    Ufff… ależ się rozpisałam :)))
    Ściskam Cię kochana serdecznie i życzę spokoju, dobrych myśli i pogody ducha w ten trudny czas ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Agness, chyba rozumiem twoją Mamę… Powoli uczę się korzystać z „tu i teraz”, ale wiesz, to długa terapia, hihihi. I właśnie mi przypomiałaś o prześcieradle, które 8 lat temu dostaliśmy w prezencie!
      Przytulaski wielkie!

      Polubienie

  2. U mnie by sie nie uchowalo;) Ja jestem pazerna na wszystko;) Nie mam tez ciuchow, ktorych nie nosze, a nejchetniej nosze wlasnie te najlepsze i najdrozsze:) Gdybym nie miala tego juz od dziecka, to najpozniej by mi sie odmienilo, kiedy oproznialismy dom moich tesciow przed sprzedaza. O matko bosko wielorako! Czego tam nie bylo, wlasnie zostawionego na „szczegolne okazje”. Jedwabna posciel, adamaszkowe nowiusienkie obrusy, srebrne sztucce, porcelana nie misnienska, ale tez solidna, niemiecka;) I pol piwnicy win, z ktorych wiekszosc musielismy wylac, bo skwasnialy lub przeszly korkiem, bo byly zle przechowywane. H. lal, a mnie laly sie rzesiste lzy.
    O tonach nowych, nie rozpakowanych koszul, recznikow i innych rzeczach nie wspominajac.
    Moze jeszcze Ci sie napic tego wina, zycze Ci tego z calego serca!

    Polubienie

    1. Tess, jesteś moją bohaterką z tymi ciuchami i resztą. Też tak zrobię, tylko niech wreszcie zacznę chodzić! W razie kryzysu zwrócę sie o radę, hihihi. A serio: chyba jestem już w wieku, kiedy trzeba zacząć czerpać z zasobów gromadzonych przez lata. Nie mam wprawdzie jedwabnej pościeli, ale parę kiecek od projektantów by się znalazło… hm. A przy okazji chciałabym się pozbyć mnóstwa przedmiotów, które kiedyś wydawały mi się takie śliczne i takie potrzebne… Całuski dla H. i dla ciebie i mruczanka dla tygrysków 🙂

      Polubienie

  3. E tam od razu grzechy… po prostu, nie zdazylas, bo nie wiedzialas, ze mozesz nie zdazyc. Faktycznie nie ma co niektórych rzeczy odkladac na mniemanie lepsze okazje. Czas moze nas wyprzedzic… Trzymaj sie zdrowo!

    Polubione przez 1 osoba

  4. To taka ta ludzka dziwna natura, że odkładamy na zaś, na lepszą okazję, a odkładając może się okazać się że to odkładane już nie dla nas 😦 Teraz to musimy przeczekać zarazę i dopiero można coś planować. Ciekawe czy to wino ma jeszcze jakieś procenty 😉 Przesyłam pozdrowionka 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mery, skarbie, pewnie jeszcze ma jakieś %. A może się jakiś koniak zrobił, hihihi.
      Przeczekać zarazę byłoby łatwiej, gdyby było wiadomo jak długo trzeba przeczekiwać… A ile czasu stracimy na to przeczekiwanie, to nam nkt nie odda 😦 I masz rację – odkładamy i później już nie dla nas.
      Trzymaj się dzielnie, damy radę przetrwać, bo jak nie my, baby, to kto? Przytulam wirtualnie

      Polubienie

  5. Oj, tak, takie odkładanie na później nie zawsze na dobre wychodzi.
    Wina akurat to my wypijamy bez zapominania, ale podróżowanie zwykle odkładaliśmy, no i nie pojeździlismy np. po Polsce, bo wydawało się, że zawsze zdążymy, potem po Shikoku (gdzie mieszkałam przed przeprowadzką do Tokio), bo wydawało sie, że będziemy tam mieszkać dłużej i zdążymy… Więc teraż już staram się nie odkładać na potem.
    Buziaczki :))

    Polubienie

    1. Ja też odkładałam podróże na później, mimo że byłam tak blisko wspaniałych miejsc! Tak często byliśmy tuż obok Triestu, Florencj i innych cudów, ale nie chciało nam się dupy ruszyć 30 km. Chyba przepadło na wieki. Aniu, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, bo to mogło być wino, hihihi. キス

      Polubienie

      1. Pytasz, co ze złotem… pewnie się wyzłociło po prywatnych kieszeniach. W każdym razie nic o tym oficjalnie nie wiadomo. Może liczą, że ludzie zapomną …

        Polubienie

      2. Chyba tak myślą. Teraz robią totalny chaos, ale ja i tak nie zapomnę. Przez tyle lat się uchowało to, co nasi przodkowie ojczyźnie oddali, a te łachudry… Och, chyba wpadam w górnolotny ton, a tu trzeba jaja malować. Uściski kochana!

        Polubienie

  6. Czyli CARPE DIEM:)
    Podejrzewam, ze u nas nie daloby sie o flaszeczce zapomniec;( Z tego co wiem nie kazde stare wino jest coraz lepsze, ale marka znana i lubiana.
    I sie przyznaje dobrowolnie: od lat ignoruje zakaz picia alkoholu w polaczeniu z moimi lekami.

    Polubienie

    1. Bognna, ty się nie przyznawaj, bo jeszcze poczuję zew i złamię zasady? Nie, chyba jednak nie, bo jeszcze dobrze pamiętam ten straszny ból… Ale doniesiono mi, że są wina bezalkoholowe… ale to chyba upodlenie? Spróbuję i doniosę jak było.
      I tak trzymaj z tym winem! Co masz wypić jutro, wypij dzisiaj. Tylko dlaczego nikt mi o tym wcześniej nie powiedział 😥

      Polubione przez 1 osoba

  7. Ach, czemuż ja się tym Orient Expressem z okazji własnego pólwiecza nie przejechałam? Żeby takie marzenie przebić, to chyba mi tylko karawan ciągniony przez cztery karosze z kitkami ze strusich piór pozostał !
    I jeszcze spotkanie z Wdową Clicquot i Zieloną Wróżką 😉
    baci e abbracci

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ponsardin? Zawsze można kupić, tak jak i wróżkę zieloną i udać się na oniryczne łąki. A Orient Express spokojnie możesz jeszcze zaliczyć na trasie Stambuł – Wenecja. I z powrotem. A te strusie pióra to do wazonu z trzciną (cukrową). Ja ciebie też całuski i przytulaski 🙂

      Polubienie

      1. Oh, gdzie te czasy kiedy pracowało się pieluchy z tetry. 😂😂😂. Osobiście wręcz przepadam za kopaniem dołków pod drzewka w tej skalistej nawierzchni. Radości co niemiara😂😂
        Ściskam gorąco jak żelazko.

        Polubione przez 1 osoba

  8. Kilka miesięcy temu, byliśmy całą rodziną na przyjęciu u Synka-Muminka z okazji takiej, iz został inżynierem! W czasie kolacji, pochwalił się, że ma 15-letniego burbona. No i rozlał. Ja na moje szczęście takich wynalazków nie pijam, i usmiałam się jak norka, bo towarzystwo krzywiło się niezmiernie, takie paskudztwo to było!
    A u mnie szczęście, dobre wino długo nie postoi! Nie może przecież, bo korkiem przejdzie, czyż nie? :-)))))
    Macham wesoło!

    Polubienie

    1. Fuscilko, nie mów nikomu, ale mam wrażenie, że z tym moim byłoby tak samo, albo jeszcze gorzej, bo starsze, hihihi. I masz rację, nie wolno zostawiać najlepszych rzeczy „na zaś”, bo korkiem przejdą (świetne! zabieram sobie)

      Polubienie

  9. Ewunia, dobrze, że jesteś z butelczyną czy bez, pustą czy pełną, zamkniętą czy otwartą co to ma za znaczenie? Dobrze, że jesteś TY!!! Los nam płata różne psikusy. Pewnie po to, byśmy zrozumieli co naprawdę ważne a co jeszcze ważniejsze. Wyszło na to, że samo bycie-życie. W przełomowych chwilach uświadamiamy sobie jak jest kruche i jak powinniśmy je cenić, jak łatwo je stracić przez wirusa, przez czyjąś podłość albo przez przypadek. Chrzanić ciuchy, buty (też mam schowane, nowe a już nie do użytku), nawet butelki. Ja teraz szklanką czystka z imbirem wznoszę toast za życie, zdrowie i przyjaźń, nawet taką blogową, bo ona wiele warta jest!!!
    Buziaki 🙂 🙂 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Aniu, zgadzam się z tobą jak zwykle 🙂 Ale czasem żal minionego czasu i wszystkiego co się z tym wiąże, a włączają się w to i buty i butelczyny, hihihi. I zawsze jest to pytanie: gdybym zmieniła jedną dezyzję w przeszłości, to jak wyglądało by moje życie? Oczywiście, trzeba żyć tu i teraz, ale to zwykle nie wychodzi, choć czasem próbujemy, ale zwykle tylko wtedy, kiedy los nam przypomina o tym co najważniejsze :/ Przytulaski

      Polubione przez 1 osoba

  10. Miałam tak samo, gdyż wiele rzeczy odkładałam na potem, na lepsze czasy, na spokojniejsze dni. One nie nadeszły, a teraz zwyczajnie za późno, więc zostałam z tym niedopitym winem, z tymi niespełnionymi marzeniami i tylko jeszcze ta langusta mi została.
    Nie jadłam jeszcze langusty, nie znam jej smaku, ponieważ postanowiłam zatrzymać ją na wyjątkową okazję. a ta jakoś nie nadchodzi. I co ja mam teraz zrobić?
    Serdeczności zasyłam

    Polubienie

    1. Ultra, ty też? A ciuchy? Pomyśl o ciuchach, przepięknych, świetnej jakości i nikt takich nie ma… i nie ma już miejsca ani czasu, żeby je założyć? A buty? Te cudowne szpilki, w których mogę tylko siedzieć jak ciotka w Czechach i nikogo już nie zachwycą, ani moje nogi już w nich nikogo nie zachwycą 😦 A może tę langustę można jeszcze napocząć? Choć ostrzegam przed rozczarowaniem… Przytulaski z współodczuwaniem.

      Polubienie

  11. Tu u teraz jak się okazało jest mega ważne (ważniejsze tylko zdrowie). Kiedyś też wszystko odkładałam na później, może nie butelkę ale pamiętam jak kupiłam jakiś nowy ciuch to musiał nabrać mocy bo szkoda mi go było od razu zakładać.. Żyjmy i cieszmy się tym, co jest. Na zdrowie! 🙂 🥂

    Polubienie

    1. Myszko, dokładnie o to mi chodziło. Ta butelka to tylko symbol wszystkich straconych okazji, smaków itd. Z ciuchami też tak mam (miałam?). Potem albo się kurczyły, albo były niemodne. Więc nie odkładajmy na później 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s