Be nice or go home

7 grudnia 2014

Taki napis powinien pojawić się wszędzie – w urzędach, w sklepach, w kawiarniach i innych przybytkach użyteczności publicznej. A już w domu! Powinien zawisnąć w każdym pomieszczeniu, a przy wejściu –  na każdej ścianie. Dla teściowej, dla kuzynki z gromadą hałaśliwych bachorów, dla wujaszka, który uwielbia się kłopotliwie upić, dla żony kumpla, która tak ci zazdrości, że jest dla ciebie złośliwa jak małpa.

„Bądź miły, albo idź do domu”. W wersji dla paskudnych chamów – „Bądź miły, albo spadaj”. A dla niereformowalnych sukinsynów po prostu „Sp…..laj”. Oby nie oszpecić sobie ściany. Ja nie mam takiej rodziny, bo moja rodzina to 5 osób, z których tylko jedną widzę codziennie. I jeszcze psa, ale on jest „nice” zawsze. Ufff. I w dodatku moja mammografia w porządku. 

Kitchen board

I z trochę innego punktu wiszenia. Ważne, żeby było wszystko w porządku.

Solniczki i coś na jaja

14 listopada 2014

Lubię małe przedmioty, są takie… małe. Łatwo nimi manipulować, nie trzeba faceta, żeby je obrócić (tak jak angielski stół, który „remontuję” od dwóch lat i nie jestem nawet w połowie drogi), i tak szybko można skończyć pracę przy nich. Pierwsze trzy sztuki zrobiłam rok temu i wyglądały tak:

Wydawał mi się ładniutki, więc niedawno zrobiłam podobny:

Dodałam jeszcze jajeczko:

I jest komplecik. Z jajeczkiem.

I niedzielne śniadanko wygląda kolorowo. Szkoda, że zwykle jemy jajecznicę.

Młyneczek pieprzowy

29 października 2014

Odnawianie starych rzeczy to to, co lubię najbardziej. Chętnie zaczęłabym od siebie, ale jak ja z tym skalpelem przed lustrem sama dam radę? Póki co dorwałam młynek do pieprzu z lat pewnie 60-tych. Papierem ściernym zdarłam lakier, a przynajmniej tak mi się wydawało:

Old pepper mill

Stare lakiery są fatalne do zdzierania. Nie wiem z czego były robione, ale nie były to rzeczy obojętne dla zdrowia i środowiska.

Niektóre miejsca pomalowałam niebieską farbą, która zrobiła się trochę… zielona i wcale nie chciała się trzymać. I nie mam pojęcia, czemu to zdjęcie takie wielkie wyszło…

Old pepper mill - diy

Tak młyneczek wyglądał po pomalowaniu białą farbą. Postanowiłam nie przesadzać ze spękaniami i postarzaniem – nie chciałam żeby wyglądał gorzej niż przed renowacją.

Old pepper mill

No i takie coś wyszło, po kilku poprawkach. Stary lakier nie do końca usunięty reagował z nowym lakierem – nowy odłaził, kruszył się, stał się chropowaty. Ale jakoś wygląda. Jakoś tak … nowiej

Księżyc i słoneczniki

10 sierpnia 2014

Ale była pełnia! Śliczna, wyrazista, nastrojowa i czarodziejska. Rzadko wychodzę po zmroku z domu, bo na odludziu straszno i niepotrzebnie oglądałam „Walking dead”, ale xsiężyc wywabił mnie na taras. Komary mnie pogryzły, ale siedzieliśmy z Quattro i gapilliśmy się na niebo, jak jakieś surykatki.

Moon 2014

Słoneczniki w taką noc były lekko zdezorientowane, nie wiedząc gdzie mają patrzeć. Martwiłam się o nie, mając nadzieję, że nie wpadną w depresję, ale w dzień było już wszystko poukładane, jak natura chciała.

Przy okazji słonecznikowy zegar i słonecznikowa zawieszka, którą zrobiłam jakiś czas temu dla Pani D. Koniecznie miało być coś na złoto… Trudno, troszkę „na złoto” wcisnęłam. Najważniejsze, że Pani D. się podobało, a jeśli nie, to udawała z wdziękiem.

Sunflower clock

I jeszcze przaśna zawieszka do kompletu, choć nie była zamówiona, ale te słoneczniki takie śliczne były…

Sunflower plate

Znowu bluszcz

29 lipca 2014

Lubię bluszcz, jest taki ładny, mimo że tylko zielony, ale ile tych zieleni na jednej roślinie! I każdy listek wygląda inaczej. Poza tym jest taki dzielny, potrafi przeżyć prawie w każdych warunkach. Wspina się, płoży, potrafi zakryć brzydkie kawałki ogrodu, opleść paskudną rynnę, pięknie wspina się po starych, odrapanych ścianach a najważniejsze, że nie gubi liści na zimę!

Jest jedną z moich ulubionych roślin i jednym z ulubionych motywów, które pojawiają się na ozdabianych przeze mnie rzeczach:

Ivy candlestick

Powinien stać w lesie, bo tam najbardziej pasuje. Albo w ogrodzie, wieczorem, kiedy pije się czerwone wino i ogania przed komarami.

Ivy candlestick

Zegar mój niebieski…

15 lipca 2014

Kilkanaście lat temu trafiła mi się decha w czerwone, wielkie kwiaty. Dechę od Rosjan nabyła drogą kupna Babcia, która kupowała wtedy prawie wszystko, co jej wpadło w kochane ręce, bo był to czas kiedy na skutek przemian ustrojowych na bazarach zaczęły się pojawiać towary, których przez co najmniej 30 lat nie było. Dechy akurat były, więc nie wiem co natchnęło Babcię do zakupu, bo decha była paskudna z racji wzoru. W każdym razie jak większość rzeczy, które wówczas Babcia nabyła, paskudztwo trafiło do mnie, stało gdzieś w kuchni i udawało, że jest przydatne. Potem zniknęło mi z oczu w sposób naturalny, bo się wyprowadziłam, ale los czuwał – moja progenitura postanowiła pozbyć się wszystkiego, co uznała za niepotrzebne, a ja nie mogłam już znieść brzydoty tego przedmiotu. I pewnego dnia zeskrobałam stary lakier, pomalowałam po swojemu, zrobiłam spękania i … takie wyszło:

Inny fragment:

Butelczynka

29 czerwca 2014

Właściwie takie nic – butelka po jakimś alkoholu, a tyle frajdy – można okleić całą, nawet nie przejmując się specjalnie malowaniem. Tę pomazałam jakimiś różowymi i filoletowymi resztkami, a gdzie zabrakło, dodałam białą farbę. Potem wzór, który mi do niczego za bardzo nie pasował. Okleiłam jak leciało, także drugą warstwą serwetki (wygląda to całkiem ładnie), wysuszyłam, pociągnęłam lakierem, zawiązałam kokardkę. Łatwizna.

bottle with roses

Zajęło mi to trzy miesiące. Nie mówiłam, że łatwizna?

Słodki obrazek i wredny Pan Pies

19 czerwca 2014

Miało być słodko i letnio i kolorowo i ładnie i spokojnie i żeby można było popatrzeć i pomarzyć. A, i nie jaskrawo. Właściwie tak jest … Nawet napisy mi wyszły własnoręcznie jako tako, bez kalek żadnych (kalek od kalkowania oczywiście), tylko tak rękotwórczo. I jeszcze jeden z moich ulubionych motywów i to podwójnie. 

L’horloge de Provence

Lubię robić zegary, bo nawet jeśli nie wszystko jest idealnie, to zawsze ładne wskazówki ukryją mankamenty. A kiedy robi się takie z tarczą, czyli cyferblatem, to można ukryć jeszcze więcej. Nawet cały zegar… 

PS. Wczoraj Pan Pies ugryzł faceta w łydkę. Facet (nieznany) plątał się po polach z jakimś kijem. Pan Pies zwykle spokojny i totalnie ignorujący ludzi popatrzył na faceta, podszedł bliżej i dziabnął bez ostrzeżenia. Dziabnął ostrzegawczo, lekko, nie przecinając skóry, ale facet spanikował i ja też. Woziłam go przez pół dnia po przychodniach, łącznie z jakąś poradnią d/s ukąszeń czy ugryzień, gdzie nas zupełnie olali (po kiego jest taka poradnia, skoro nie przyjmują tam ugryzionych), choć faktem jest, że ślad po ugryzieniu był raczej symboliczny, pewnie będzie kilka siniaków w miejscu, gdzie Pan Pies przyłożył lewą stronę swojego uzębienia, a facet krzyczał, że ma poszarpane mięśnie. O Matko… W każdym razie Pan Pies był już na pierwszej obserwacji, zostały jeszcze trzy… W każdym razie cyrk jest znakomity, ja na pograniczu załamania nerwowego, facet nie wiem, ale mam nadzieję, że nie kombinuje jak tu dostać odszkodowanie za straty moralne, a Pan Pies ma to wszystko w dupie.

Powiesić!

28 maja 2014

Hangers – upcycling

To stare prace, ale chciałam pokazać jak ze starego i brzydkiego zrobić stare, ale ładniejsze… chyba. 

Było tego w różnych szafach mnóstwo – starych, zakurzonych i w kolorach burych. Trochę pracy z nimi było, ale teraz wyglądają o wiele lepiej. Były jeszcze takie, ale trochę mi zabrakło dla nich cierpliwości, a może czasu:

Hangers – second life – upcycling

Następne czekają, kolejka długa, tylko co ja na nich powieszę? Waciki?

W deseczkę

13 maja 2014

Są tanie, więc nawet kiedy coś się totalnie nie uda, to zawsze można pociąć na zapałki. Są drewniane, więc ich obróbka jest cudownie prosta. Są w wielu rozmiarach, więc można na nie wrzucać wszystko, co się chce. Są użyteczne, więc można ich używać z obu stron – z jednej obrazek z drugiej krojenie marchewki. Deseczki kuchenne.

Cutting board with apples

Udało się zakryć napis „Kuchnia B…..”, bo prywatność, wiadomo, a poza tym nigdy się nie dowiedziałam, czy B. choć trochę się deseczka podobała. I pewnie nigdy się nie dowiem…

Curring board with pansies

Motyw bratków jest zawsze uroczy, bo bratki są urocze i pasują wszędzie.

Cutting boards

Mała bodega, kilka drewnianych stołów i podłoga zawalona beczkami z winem. I te dwie deseczki przybite na belce pod sufitem. Prawie ich nie widać, z wiekiem pociemnieją, ale pasują, choć nikt ich nie ogląda. Taki los małych deseczek.