18 stycznia 2014
Dostałem mój pierwszy prezent (oprócz obroży i smyczy, które tylko ograniczają mi ruch na spacerach). Takie coś miękkie i brązowe i po kilku godzinach pojąłem, że nazywa się kangurek. Łaziłem z nim wszędzie i bawiłem się nim wiele razy, ale teraz zaczęło z niego wyłazić takie niesmaczne białe… Ale i tak dalej go lubię i nawet śpi ze mną, choć czasem go gubię w ogrodzie i Ewa go znajduje.
Zacząłem wychodzić sam do ogrodu. Tutaj widać mojego kangurka i patyk i nie wiem na co się zdecydować. Chyba zaraz pójdę spać.

Na razie trzymam się blisko tarasu, a najfajniej jest kiedy wracamy ze spaceru i rzucają mi kij, a potem mnie gonią, a ja uciekam z kijem! Nie trwa to długo, bo szybko się męczą, ale i tak mi nie zależy, bo po spacerze mam ochotę sobie pospać. Żeby tylko nie zapomnieć zabrać do domu kangurka.

Najfajniejsze na świecie jest jedzenie, ale spanie też jest super. Śni mi się, że jestem malutkim, białym pieskiem i śpię u moich ludzi na kolanach…